100 mln ton. Sukces i poważne pytania
Artur Kiełbasiński 21.01.2019

W polskich portach przeładowano ponad 100 mln ton towarów. To rekord wszech czasów. Ale teraz okaże się, że może to być wstęp do kłopotów…

 

101 mln ton – tyle w sumie przeładowano w Gdańsku, Gdyni i zespole portów Szczecin – Świnoujście. Szczególnie imponująco wyglądają wyniki Gdańska. Port w zeszłym roku osiągnął poziom przeładunków na rekordowym wówczas poziomie 40 mln ton. W tym roku było to ponad 49 mln ton. Skok naprawdę imponujący. To także skok finansowy. Część ceł zbieranych w imieniu UE zostaje w kraju poboru. W tym przypadku polski budżet bogaci się kosztem niemieckiego, bo Gdańsk skutecznie odbiera towary (i cła) Hamburgowi. Polska staje się oknem na świat Europy Centralnej. Przez port w Gdańsku płyną w świat tysiące samochodów produkowanych poza naszą południową granicą.

Ale sukces na portowych nabrzeżach i perspektywy dalszych wzrostów stają się dla portów… wstępem do kłopotów. Gdy przeładunki rosną, przybywa statków, zagospodarowane są kolejne nabrzeża w portach kłopotem zaczyna być styk portu i tzw. zaplecza. W Gdańsku ciężarówki odbierające kontenery stoją w kilometrowych korkach. W Gdyni dojazd do portu odbywa się Estakadą Kwiatkowskiego, wielkim wiaduktem, który jednak nie spełnia oczekiwań branży, m.in. w zakresie dopuszczalnej nośności pojazdów. Nowa droga? W planach od 20 lat. W kilku wersjach. Bardzo drogiej, jeszcze droższej i ekstremalnie drogiej.

W Gdańsku i Gdyni kłopotem są przewozy kolejowe – infrastruktura odpowiadająca wyższym poziomom przeładunków dopiero powstaje. Efekty zobaczymy, ale… w ciągu kilku lat. Tak samo jest na Pomorzu Zachodnim, dość mocno upośledzonym komunikacyjnie.

Pisanie dziś o „specjalnym planie transportowym dla portów” spotka się z natychmiastową reakcją – czemu dla portów, a nie takiego czy innego przedsięwzięcia. Problem jest jednak znacznie poważniejszy. A problemem tym jest brak strategicznego planowania. Gdy kilka lat temu politycy prawicy próbowali mówić, że nie docenialiśmy osi północ-południe, a budowaliśmy drogi w układzie wspierającym tranzyt Rosja – Niemcy, wybuchła burza. Opowiadano o antyniemieckiej fobii. Tymczasem fakty są takie, że autostrada A1 kluczowa dla polskich portów nadal jest w budowie. Nadal nie ma choćby obwodnicy Częstochowy. Dojazd z Czech do Hamburga nadal jest prostszy niż do Trójmiasta. Remontowaliśmy torowiska pod pendolino, a polskie pociągi towarowe nadal jeżdżą z prędkością ok. 30 km/h. Efekty remontów kolejowych poczujemy za 3-4 lata. Pytanie – czy do tego czasu polskie porty się nie zatkają…