A dlaczego Marks, a nie Bernstein?
Robert Gwiazdowski 06.05.2018

Donald Tusk w wywiadzie jakiego udzielił Jerzemu Baczyńskiemu z Tygodnika Polityka wyznał szczerze, że tak w skrytości ducha to on był zawsze nie liberałem tylko socjaldemokratą.

Z kolei w rocznicę urodzin Karola Marksa ci rzekomi „socjaldemokraci” pokazali, że oni „tak w skrytości ducha” to jednak marksistowscy zamordyści.

Bo socjaldemokratą to był Eduard Bernstein! Ale jego urodzin z takim hukiem „socjaldemokraci” nie świętują! Czy dlatego, że do dwusetnych jeszcze trochę brakuje, czy może dlatego, że Bernstein przez „prawdziwych” marksistów okrzyknięty został „rewizjonistą” – i zdrajcą ruchu robotniczego?

Dla marksistów znacznie gorsi od liberałów i kapitalistów byli właśnie „rewizjoniści” z Bernsteinem na czele – ci, którzy podzielali marksistowską krytykę panujących w drugiej połowie XIX wieku stosunków społecznych, ale krytykowali marksistowską koncepcję rewolucji! Ta „rewizja”, której dokonał Bernstein, polegała na postawieniu w centrum zainteresowania JEDNOSTKI (a nie klasy robotniczej), odrzuceniu heglowskiej dialektyki i powrocie do zasad moralności kantowskiej, a w konsekwencji na odrzuceniu rewolucji, jako metody wprowadzania socjalizmu z powodu jej oczywistej sprzeczności z imperatywami Kanta.

Ale przecież sam Marks z nieukrywaną zajadłością skrytykował program niemieckiej socjaldemokracji w „Krytyce programu gotajskiego”. Więc współczesnym „socjaldemokratom”, którzy „tak w skrytości ducha” wydają się jednak marksistami, ten Kant – w sumie trochę liberał – z jakimś „prawem moralnym we mnie i niebem gwiaździstym nade mną” to jednak przeszkadza w zrobieniu rewolucji.

Marksistowski ideał sprawiedliwości społecznej nie różni się specjalnie od ideału wcześniejszych socjalistów nazywanych „utopijnymi” (jak Saint Simone, czy Fourier) ani współczesnych Marksowi socjaldemokratów (jak właśnie Bernstein). Różnica między nimi sprowadza się do metod ustalenia tego ideału i metod jego realizacji. Cały „dorobek” Marksa to „naukowe”, ”dialektyczne” i „materialistyczne” uzasadnienie, że konieczne jest „wyrżnięcie burżuazji” – czyli rewolucja proletariacka, którą pokierować ma „awangarda” proletariatu.

Dlatego na dramatyczne pytanie „socjaldemokratów”, czy nie popierałbyś Marksa patrząc na życie robotników w ówczesnej mu Anglii odpowiadam – nie, nie popierałbym. Zresztą angielscy robotnicy też za bardzo Marksa nie popierali. Dlatego Marks ukuł teorię „klasy w sobie i klasy dla siebie”. Klasa „w sobie” wyodrębniona „naukowo” przez Marksa (choć nie stworzył definicji klasy) nie zdawała sobie sprawy ze swojego znaczenia i dlatego potrzebowała „awangardy”, która będzie ją „reprezentowała”, do czasu gdy stanie się klasą „dla siebie” i sama zrozumie, że w jej prawdziwym interesie, naukowo wykazanym przez Marksa w materializmie dialektycznym, jest „wyrżnięcie burżuazji”.

Z jakiegoś powodu najwięksi masowi mordercy XX wieku nie powoływali się na Bernsteina. Tylko właśnie na Marksa.