#Acta2
Robert Gwiazdowski 13.09.2018

Parlament Europejski poparł projekt dyrektywy w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym. Niektórzy uwierzyli, że politykom chodzi o „sprawiedliwe” wynagradzanie twórców treści. Niektórzy politycy to sami pewnie nie wiedzą, o co naprawdę chodzi. A chodzi o stworzenie instrumentów prawnych kontroli dystrybucji treści.

 

Tak jak progresywny podatek dochodowy służy bardziej de facto jako pretekst do inwigilacji podatników niż do jakiejś tam „sprawiedliwej redystrybucji” dochodu narodowego. Tak samo będzie z #LinkTax.

„Jak coś może pójść źle, to na pewno pójdzie” – głosi Prawo Murphy’ego. Z RODO też podobno nie chodziło o to, by się rodzice nie mogli telefonicznie dowiedzieć w szpitalu po katastrofie autobusu co się dzieje z ich dziećmi. A jak w coś są zaangażowani politycy, a na szali leży wolność, to można mieć pewność, że coś pójdzie źle – czyli w kierunku ograniczenia tej wolności.

A przepisy RODO, w porównaniu ze słynnym art. 13 nowej Dyrektywy, to bardzo jasne i precyzyjnie napisane prawo!

Artykuł 13 Dyrektywy dotyczy „Korzystania” z treści nie tylko utworów, ale i „innych przedmiotów” objętych ochroną zamieszczanych przez „użytkowników”. „Dostawcy usług społeczeństwa informacyjnego” podejmują „środki” takie jak „stosowanie skutecznych technologii rozpoznawania treści”.

Dokładnie brzmi to tak: „Dostawcy usług społeczeństwa informacyjnego, którzy przechowują i zapewniają publiczny dostęp do dużej liczby utworów lub innych przedmiotów objętych ochroną zamieszczanych przez swoich użytkowników, we współpracy z podmiotami praw podejmują środki w celu zapewnienia funkcjonowania umów zawieranych z podmiotami praw o korzystanie z ich utworów lub innych przedmiotów objętych ochroną bądź w celu zapobiegania dostępności w swoich serwisach utworów lub innych przedmiotów objętych ochroną zidentyfikowanych przez podmioty praw w toku współpracy z dostawcami usług”

Ale spójrzmy na przepisy ustaw: o policji, o kontroli skarbowej, o CBA, o ABW i Agencji Wywiadu! Na ich podstawie służby specjalne będą miały dostęp do tego wszystkiego, do czego chcą mieć dostęp „podmioty praw”, nie na zasadzie „współpracy” tylko z mocy prawa. I jeszcze sami zapłacimy za rozwój tych „środków” i „technologii” w rachunkach od „dostawców”.

Jak zawsze pokazywane są krótkookresowe dobroczynne skutki regulacji – te które widać. Ci którzy korzystają z czyjejś twórczości mają za to twórcom płacić. Ale są i takie skutki, których początkowo nie widać. Tylko ilu zwolenników „sprawiedliwego dzielenia” czytało Bastiata „Co widać i czego nie widać”? A nie widać, że jesteśmy na „Drodze do Poddaństwa”, o której pisał Hayek. Dopiero za jakiś czas zobaczymy, że nie możemy czegoś opublikować lub przeczytać z powodu „ochrony praw autorskich”. Więc hasztag #Acta2 jest jak najbardziej adekwatny – choć jeszcze tego nie widać.