Bo rynek to gra i nie zawsze fair play
Marek Budzisz 08.07.2018

Konkurencja na rynku to nie jest jakaś tam zabawa dla dzieci, ale męska twarda przygoda. Jak się ma wygrać to nie można sobie pozwolić na jakieś tanie sentymenty czy skrupuły. Jednym słowem, chcesz wygrać, chcesz zdobyć rynek, licytuj wysoko i rozgrywaj twardo. Tak chyba we współczesnej Rosji myślą przedsiębiorcy, no może nie wszyscy, ale z pewnością pogląd tego rodzaju nie jest odosobniony.

 

Kilka przykładów. Pochodzący z Azerbejdżanu, ale działający w Rosji biznesmen Achmedow jest dziś jednym z większych graczy na rosyjskim rynku importu owoców. Jego firmy miały w ubiegłym roku 12 mld rubli obrotów, czyli bez mała 200 mln dolarów. Ale teraz okazało się, że w 2015 roku on i managerowie jego firm dokonali napadu z bronią w ręku. Ofiarą była siedziba, trzeba przyznać, znacznie mniejszej firmy z branży, z biur, której zamaskowani przestępcy mieli zrabować 12 mln rubli. Oskarżeni wszystkiemu zaprzeczają, ale rosyjscy prokuratorzy wiedzą swoje i działają. Niedawno w towarzystwie uzbrojonych po zęby oddziałów komandosów przeprowadzili rewizje w firmach i domach Achmedowa, jego rodziny i managerów. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że biura napadniętej firmy są pod stałą ochroną, a co więcej, na nagraniach z monitoringu brak jest jakichkolwiek ujęć owego napadu. Obrońcy przekonują, że żadnego napadu w istocie nie było, Achmedowa nawet nie było w biurze rzekomo zaatakowanej firmy, a na dowód swych słów przedstawiają świadectwo na piśmie zarządu firmy – ofiary, które potwierdza, że żadnego napadu nie było. Ale rosyjska prokuratura wie swoje, bo przecież po prawie trzech latach można było zapomnieć, czy był u was napad czy nie. W tle całej sprawy przewijają się jakieś finansowe rozliczenie między byłymi biznesowymi partnerami. Achmedow miał ponoć nie oddać należności i jego koledzy z branży najwyraźniej postanowili na niego „trochę nacisnąć”. Ale nie do końca się to udało, bo biznesmen, chyba przypadkowo, a może nie, wyjechał za granicę „na leczenie”.

A teraz przykład z trochę innej branży i o innej skali. Pod koniec upływającego tygodnia rosyjski rząd ujawnił, że zmienia zasady opodatkowania koncernu Gazprom. Bo myli się ten, kto sądzi, że w Rosji są takie same podatki dla wszystkich. Otóż tak nie jest. Gazprom jest tego przykładem. Wprowadzono specjalną nowelizację w rosyjskim kodeksie podatkowym i w efekcie takiego posunięcia, wskaźnik na podstawie którego oblicza się Gazpromowi podatek od wydobycia węglowodorów, uległ zmianie. Efektem tej zmiany będzie wyższy o 72 mld rubli (ponad miliard dolarów) dochód budżetu. To, że firma jest spółką publiczną, mało rosyjski rząd obeszło. Dywidend nie będzie, albo będą znakomicie niższe niż do tej pory można było przypuszczać. To kolejna zła informacja dla akcjonariuszy rosyjskiego giganta. Kilkanaście tygodni temu ukazał się raport analityczny rosyjskiego Sbierbanku, którego autor dowodził, że firma daje dobrze zarobić kooperantom budującym dla niej rurociągi gazowe, bo prostu przepłaca za ich usługi, na czym tracą akcjonariusze. Analityka wywalono z pracy i dziś kierownictwo koncernu zdaje się uważać, że „tematu nie było”. Ale teraz nastąpiła historia z podniesieniem podatku. Co ciekawe, niemała część rosyjskich analityków jest zdania, że ruch z podatkiem, to wynik wrednych działań konkurencji – zarówno firm prywatnych kontrolowanych przez zaprzyjaźnionych z Putinem biznesmanów, jak i państwowego koncernu Rosnieft. Bo co z tego, że państwo dostanie więcej pieniędzy, chodzi o to, żeby zagraniczni inwestorzy poczuli się jak frajerzy, którzy zainwestowali kapitały, a dywidend brak. I w przyszłości lepiej powstrzymać się od takiego ruchu.

Ale niemal w tym samym czasie Rosnieft też zaczął mieć problemy. Z ekologią, a wiadomo jak wpływa to na reputację firmy, zwłaszcza w oczach zachodnich inwestorów. Otóż rosyjski Greenpeace, zaprosił dziennikarzy na wycieczkę, aby pokazać im, w jakim stanie są rurociągi do przesyłania ropy kontrolowane przez państwowego giganta. A nie są w najlepszym. Akcja ta zbiegła się z raportem władz autonomicznego okręgu Jugra, w którym zlokalizowane są instalacje Rosnieftu. Informują one, iż z powodu złego stanu rurociągów, tylko w ubiegłym roku miało miejsce prawie 3,5 tysiąca wycieków ropy. Centrala koncernu jest wręcz przeciwnego zdania i kolportuje informacje, że żadnych wycieków nie było. Wszystko jest idealnie a Rosnieft mógłby być stawiany za wzór tego jak należy obchodzić się ze środowiskiem naturalnym. O co zatem ten cały hałas? Zdaniem władz firmy to wynik wrogich knowań konkurencji, która w ten sposób chce zohydzić Rosnieft i utrudnić mu życie. Oj nie jest łatwą dola przedsiębiorcy w Rosji.