Co dalej z odszkodowaniami dla ofiar Holocaustu
Tomasz Wróblewski 26.04.2018

Zgiełk publicystyczno-polityczny wokół ustawy Kongresu o odszkodowaniach dla ofiar Holocaustu i ich rodzin mocno utrudnia poważną analizę problemu. A problem jest i zostanie z nami przez dobrych kilka lat.

Nasi politycy, ze swadą godną strażaka co ugasił pożar i nie myśli o słomianym dachu nad głową, powtarzają, że rzecz ma znaczenie czysto symboliczne. Nic nie wydarzy się w sprawie w najbliższych dniach i miesiącach – problem z głowy. Skrajnie narodowe organizacje aż wzdęło z oburzenia. Planują serię protestów przed ambasadą amerykańską. Zdjęcia z hasłami i symbolami, z pewnością posłużą w przyszłości do eskalacji roszczeń wobec Polski. Oczywiście nie wytłumaczysz tego rozpalonym głowom, ani tym bardziej rosyjskiej agenturze podjudzającej do działania. Opozycja – wiadomo – każdy spór rozpatruje w zero jedynkowym systemie. Rząd oberwie – tym lepiej. Media i izraelscy publicyści ustawiają się w roli obserwatorów. Kogoś kto z góry wie jak to się skończy, kiedy udało się już uruchomić amerykańską machinę.

Nie chcę wracać do istoty samej ustawy zwanej „restytucyjnej”, która z restytucją nie ma nic wspólnego. Z gruntu jest niesprawiedliwa i prawnie niewykonalna. Sporo już o tym napisano i WEI wydał osobne stanowisko w sprawie. Włącznie z rekomendacjami jak wyjść z opresji. Większość z naszych propozycji dziś już byłaby spóźniona. Trzeba było myśleć rok temu. Choćby o stworzeniu funduszu dla polskich obywateli II Rzeczpospolitej, rozrzuconych po świecie i pozostających w trudnej sytuacji majątkowej, niezależnie od pochodzenia etnicznego. Dziś taki fundusz byłby tylko dowodem na uznanie słuszności roszczeń. Za późno.

Dobrze jednak wiedzieć co dalej będzie się działo z ustawą. Analizować podobne przypadki innych państw. Wyciągać wnioski i planować strategie na przyszłość. Zacznijmy od tego, że prezydent Trump nie ma wyboru – musi podpisać ustawę. Projekt przyjęty jednomyślnie przez Senat i Izbę Reprezentantów stanie się prawem. I to prawem, które wbrew zapewnieniom polskich polityków, będzie egzekwowane. Poparcie jest porażające. Dla osób zorientowanych w politycznych niuansach Kongresu, uderzające jest to, że projekt został wniesiony pod głosowanie przez Tammy Baldwin – senator z Wisconsin, stanu, który od początku lat 90 tych we wszystkim wspierał Polskę. Pierwszy za restrukturyzacją naszych długów, pierwszy za przyjęciem nas do NATO, za pomocą finansową na zbrojenia i za amerykańskim kontyngentem w Polsce. To tylko taki probierz tego jak słabi jesteśmy dziś w Ameryce.

Oczywiście ustawa nie jest skierowana przeciwko Polsce. Tekst mówi o wszystkich państwach europejskich. Ale to w naszym kraju żyła większość Żydów. Zarówno tych pomordowanych przez Niemców jak i tych którzy dziś mienią się ofiarami Holocaustu. Dodatkowo Polska jest krajem na świeczniku. Uważa się, że to tu Żydzi najwięcej ucierpieli i tu najwięcej zagrabiono im dóbr. Przykro to pisać, ale jesteśmy narodem, który amerykańscy Żydzi kochają nienawidzić.

Politycy, którzy twierdzą, że ustawa niczego nie zmieni maja o tyle rację, że w najbliższym roku, nic spektakularnego się nie wydarzy. Z perspektywy rządu, który widzi jedynie kryzysy tu i teraz, to faktycznie nie jest problem. Z perspektywy tych, którzy patrzą dalej niż kolejny sezon wyborczy, rzecz jest poważnym zagrożeniem.

Najpierw Departament Stanu poleci swoim ambasadom sporządzenie raportów. Te wyślą pytania do odpowiednich urzędów i ministerstw. Przeprowadzą własną analizę, zbiorą opinie. Raporty będą spływały powoli na Dupont Circle w Waszyngtonie. Tam będą analizowane. Część zostanie odesłana z prośbą o uzupełnienie. Na zewnątrz spokój.

W rocznice uchwalenia ustawy Kongres otrzyma zbiorczy raport. Sążnisty dokument analizujący każdy kraj z osobna. Opisze w szczegółach historie relacji dotyczących mienia post żydowskiego. Jedne kraje wypadną w ocenie lepiej inne gorzej. Amerykanie kochają rankingi. Będą prymusi i będą czarne owce. Ale końcowy wniosek będzie, że dodatkowych pieniędzy nie ma i nie ma woli na honorowanie roszczeń społeczności żydowskiej. Warto pamiętać, że w ocenie skutków ustawy senatorowie wpisali 500 mln dolarów jako spodziewane wypłaty dla rodzin ofiar. Z tego będzie rozliczany Departament Stanu.

Organizacje żydowskie pochylą się nad raportem, rozłożą go na czynniki pierwsze, wzbogaca o własne refleksje i zorganizują konferencję. Opowiedzą o tragicznej sytuacji niektórych „survivors” . O tym jaką cierpią nędzę i jak niewiele zostało im czasu żeby żyć nadzieją na lepsze życie. Grupa Kongresmenów wyrazi swoje poważne zaniepokojenie, amerykańskie gazety i izraelskie media opublikują kilkanaście tekstów i opinii na temat – pewnie głównie Polski. Stąd będą mieli najlepsze zdjęcia do poparcia swojej tezy o nienawistnych Polakach antysemitach. Zaopatrzą je kilkoma nieszczęsnymi antysemickimi cytatami, ale też cytatami z Ziemkiewicza, które w normalnych okolicznościach nie miałyby nic wspólnego z antysemityzmem, ale wyjęte z kontekstu mogą być użyteczne.

Minie tydzień i grupa Kongresmenów – Republikanów i Demokratów zaprosi na przesłuchanie przedstawiciela Departamentu Stanu. Poprosi o rekomendacje działań, które zmuszą wskazane rządy do uznania roszczeń i wypłatę „należności”. Departament Stanu zobowiąże się, że przy każdym spotkaniu z polską stronę i innymi państwami, dyplomaci będą podnosić kwestie „restytucji” . Na tym nie koniec, przy okazji potkań z sekretarzami do spraw obronności, rolnictwa, handlu, kongresmeni i senatorzy również będą przypominać, że sprawa musi być podnoszona na każdym spotkaniu z Polakami.

Na wzajemnych przypominankach minie kolejny rok. Kolejny raport z ambasad trafi do Departamentu Stanu i dalej do mocno podirytowanego już Kongresu, nieustannie ponaglanego przez żydowskie lobby – najlepiej zorganizowaną grupę nacisku, nigdy nie zapominającą i zawsze skuteczną, zażąda przeglądu programów współpracy polsko-amerykańskiej. To będzie nowy Kongres, z na nowo zaciągniętymi zobowiązaniami wobec lobbystów w czasie kampanii wyborczej. Rzecz stanie się znowu gorąca. Wiem, że trochę nudnawo to wygląda, ale prześledziłem historię podobnych ustaw w działaniu na przykładzie Pakistanu, Turcji, Birmy. Proces wygląda właśnie tak i koniec też może być podobny.

Za jakieś dwa lata sprawy naprawdę ruszą z miejsca. Dwa lata, które znając naszą klasę polityczną, zostaną zmarnowane. Zaprzyjaźnieni z rządem publicyści będą bezmyślnie powtarzali, że sprawa umarła śmiercią naturalną, a opozycyjni dziennikarze, będą cytowali amerykańskich kongresmenów zapewniających, że pamiętają. Dla przeciętnego oglądacza świata z perspektywy telewizora problem nie będzie istniał. Do czasu.

Gdzieś w połowie 2020 roku, niespodziewanie gruchnie informacja, że Kongres wstrzymuje dostawy tej czy innej broni, że Polska nie otrzymuje preferencyjnej stawki celnej w handlu z Ameryką, że ograniczone zostają wydatki na utrzymanie amerykańskiego kontyngentu w Polsce.

Wtedy, ku naszemu zaskoczeniu przeczytamy długi raport z którego dowiemy się, że Waszyngton od dwóch lat usiłuje dojść do porozumienia, że zwracał uwagę, że prosił, że pisał. Przywołane zostaną wszystkie spotkania i wypowiedzi polskich polityków. Zwłaszcza te wskazujące na kpiący stosunek do kwestii restytucji. Ktoś w kancelarii premiera powie wtedy – powołajmy sztab kryzysowy, zatrudnijmy firmę lobbystyczną w Waszyngtonie. No zróbmy coś wreszcie…

Jak już pisałem, wiele rzeczy zostało już zaniedbane i mamy w tej chwili ograniczoną liczbę narzędzi. Rzecz nie jest jednak do końca stracona. Bardzo ważne będzie jak Polska będzie prowadziła te rozmowy. Czy obrazi się, nadąsa i będzie opowiadała o naszej własnej martyrologii, czy podejdzie do tego pragmatycznie. Warto pamiętać, że najgorszym co możemy zrobić to uciekać w moralizatorstwo, w stylu – Polska również ucierpiała, Polacy byli takimi samymi ofiarami. To nie zadziała. Dla społeczności żydowskiej to jak płachta na byka. W tej licytacji nikt nie wygrywa z ofiarami Holocaustu, a przynajmniej nie w Ameryce. Niezależnie od faktów historycznych i naszych własnych opinii. Oczywiście możemy się obrazić, ale też możemy też rozegrać to mądrze.

Kiedy Ministerstwo Spraw Zagranicznych otrzyma pytanie z ambasady dotyczące restytucji mienia, bez zbędnej zwłoki powinno odesłać gruby, bardzo gruby dokument, który pokarze, że to Polska jest prymusem a nie inne państwa w Europie. W kwerenda MSZ powinna się składać z czterech części:

1. Kwerenda wszystkiego co polski rząd zrobił dotychczas w sprawie żydowskiego mienia. Chodzi o mienie należące do wspólnot religijnych, organizacji żydowskich, pieniądze na restaurowanie cmentarzy, miejsc historycznych. Wiele z nich przekazywane w ramach specjalnego zapisu ustawowego, specjalnie nagiętego do społeczności żydowskiej.

2. Kwerenda prywatnych majątków zwracanych na podstawie wyroków sądów. Tu oczywiście pojawią się trudności ze stwierdzeniem czy spadkobiercy byli Żydami czy nie. Przy dobrej woli i mądrości autorów raportu, jest to do zrobienia.

3. Statystyczne zestawienie działań jakie wykonała Polska w kwestii „restytucji” a jakie zrobiły inne państwa, a w szczególności w Europie Środkowej.

4. Opis złożoności prawno-własnościowych w związku z chaosem wojennym. Uwaga – unikajmy tu argumentów, że to jest niemożliwe w prawnie w żadnym kraju. W Ameryce prawo jest inaczej skonstruowane w tym względzie i to nie będzie przekonujący argument.