Cywilizacja banału
Jerzy Marek Nowakowski 16.10.2018

Usiłowałem ostatnio pójść za modą i zabrać się do lektury dziel jednego z proroków lewicy, izraelskiego historyka i filozofa Yuvala Harariego. Harari taśmowo produkujący książki o przyszłości gatunku ludzkiego został okrzyknięty „jednym z najwybitniejszych umysłów XXI wieku”. Wszelako próba krytycznej lektury jego książek w każdym przypadku kończyła się znudzeniem. Opowieści o tym, że przyszłość człowieka jest wysoce niepewna i zje nas sztuczna inteligencja albo manipulacje genetyczne mają – rzecz jasna – pewien sens. Każdy myślący człowiek obawia się, iż film „Matrix” mógł okazać się proroczą wizją. Skoro sztuczna inteligencja wygrywa z nami w szachy czy w go, na dodatek, w ciągu zaledwie kilku dni znajdując rozwiązania na które ludzkość nie wpadła przez kilkanaście stuleci, to trzeba się bać. Kiedy zacznie grać z nami w grę pt: „życie” może się okazać, że jak w filmie braci Wachowskich, jesteśmy wyłącznie pożytecznym źródłem energii dla maszyn.

 

Podobnie rzecz wygląda gdy spojrzymy na możliwość manipulacji genetycznych. Harari z głębokim przekonaniem głosi tezę, iż już niedługo człowiek stanie się bogiem. Piszę to z małej litery, gdyż autor doprecyzowuje, iż nie ma na myśli wszechmocnego Boga religii monoteistycznych tylko raczej mitologicznych bogów greckich dysponujących licznymi nadprzyrodzonymi mocami, ale generalnie bardzo ludzkich w swoich działaniach i popędach. I rozwija to w złotej myśli: Kiedy inżynieria genetyczna i sztuczna inteligencja objawią swój pełny potencjał, liberalizm, demokracja i wolny rynek mogą okazać się równie przestarzałe, jak krzemienne noże, kasety magnetofonowe, islam i komunizm.

Rzecz jasna Harari dowodzi przy okazji bezsensowności religii, a jego młodość i styl życia (weganizm, medytacje, homoseksualizm) dodatkowo przekonują do niego lewicowych czytelników. Tylko, że jego książki są zbiorem banałów i anegdot w istocie nie wnosząc niczego nowego do – górnolotnie mówiąc – skarbnicy myśli. Ot intelektualna konfekcja, którą można poczytać w niedzielne popołudnie.

I nie byłoby w tym nic zdrożnego, gdyby nie fakt, że Harari został okrzyknięty wielkim intelektualistą. Podobnie jak wielu innych proroków postprawdy, postnowoczesności i wszelkich innych post-, jakie rozpleniły się we współczesnym świecie.

Wypada dodać uczciwie, że na manowce intelektualnej płycizny sprawnie i szybko zmierza także myśl konserwatywna. Z dużym rozczarowaniem przeczytałem niedawno wywiad z moim kolegą ze studiów i historykiem, którego bardzo cenię: Andrzejem Nowakiem. Mniejsza o to, że sam się definiuje jako konserwatywny rewolucjonista, co jest wewnętrzną sprzecznością. Ale argumentacja używana przez profesora (dziennikarz prowadzący rozmowę swoją drogą powinien się wstydzić własnej ignorancji i nieprzygotowania) jest dosyć często równie głęboka jak myśli Haririego. Oto na przykład wybitny historyk dowodzi, ze dzięki periodycznym powstaniom Polacy przetrwali jako naród. Inaczej groziło nam rozmycie się w masie Niemców i Rosjan. Otóż drogi Andrzeju, nieopodal Twojego macierzystego Instytutu Historii jest Biblioteka PAU, gdzie przechowywane są wspomnienia Juliusza Zdanowskiego, który (cytuję, a raczej streszczam z pamięci) napisał, że „wówczas gdy my przelewaliśmy krew w Powstaniach, Czesi robili swoje piwo i kiełbasy, a niepodległość odzyskali razem z nami. Pytanie, kto miał rację?”. A już całkiem serio, Ormianie, Żydzi, Czesi, Słowacy i parędziesiąt innych nacji przetrwali jako narody bez powstań niewolę czasami trwającą ponad 1000 lat a nie 123. Użycie takiego argumentu jest klasycznym przykładem wpłynięcia na mieliznę intelektualną.

Nie sądzę, że Yuval Harari jest idiotą. Tym bardziej nie podejrzewam Andrzeja Nowaka o nieznajomość historii. Oba przykłady świadczą natomiast o zabójczym dyktacie banalności w debacie publicznej. Żeby dotrzeć ze swoim przekazem do szerszego kręgu odbiorców trzeba upraszczać, upraszczać i upraszczać, aż z mniej lub bardziej głębokiej myśli zostanie pusty banał.

Debata publiczna i znaczna część dyskursu naukowego zamieniła się w zawody: kto krzyknie głośniej lub zachowa się w sposób bardziej szokujący. Kiedy Hariri w „Homo Deus” wyprowadza swój wywód o tym, że ludzie staną się bogami i przy okazji deprecjonuje sens religii, to zapomina o filozofii Teilharda de Chardin, który uważał, że Boski plan prowadzi człowieka do punktu Omega, czyli – banalizuję oczywiście – swoistego zlania się człowieka z Bogiem. Zapomina też o starotestamentowej historii Wieży Babel i kary za dążenie człowieka na skróty ku boskości.

Te wszystkie zapiski można oczywiście odczytywać jako marudzenia pogrobowców tradycyjnej inteligencji. Tyle, że banał ma wielką siłę uwodzenia. Rozkwit ruchów populistycznych w świecie zachodnim jest pochodną kultury banału i tyranii poprawności politycznej. Leszek Kołakowski w swoich „Głównych nurtach marksizmu” napisał o kluczowej tezie Marksa dotyczącej tego, że gospodarka determinuje wszystkie elementy życia społecznego, iż „jeśli odczytywać ją jako stwierdzenie, że wszystko zależy tylko od czynników gospodarczych jest to bzdura, jeżeli zaś jako stwierdzenie, że gospodarka ma istotny wpływ na społeczeństwo, to jest to prawda zdrowego rozsądku”. Co nie zmienia faktu, że marksizm tak zbanalizowany uwiódł znaczną część ludzi zachodu przynosząc morderczo krwawe żniwo. Podobnie zbanalizowana filozofia Nietschego uwiodła Niemców pod postacią nazizmu.

Współcześnie banał łączy się z radosnym przekonaniem o mądrości zbiorowej Internetu powtarzającego fake newsy i kreującego rzeczywistość beki ze wszystkiego. Uwodzicielska siła banału łączy się z podprogową manipulacją i instynktem stadnym. Jesteśmy jako społeczeństwa świata zachodniego bardzo blisko zbiorowego ogłupienia. A od tego stanu do krwawej wojny plemion jest tylko jeden krok.