Czego dowiedzieliśmy się z przesłuchań w amerykańskim Senacie
Tomasz Wróblewski 13.01.2017

Kiedy większość polskich dziennikarzy uganiała się po Sejmie, jak za pokomenem, w poszukiwaniu jakiegoś lidera opozycji, w Waszyngtonie trwały przesłuchania członków gabinetu przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych – przyszłego Sekretarza Stanu Rexa Tillersona i przyszłego sekretarza obrony Generała Jamesa Mattisa. Tych samych, którzy jeszcze trzy tygodnie temu mieli nas ponoć zaprzedać Rosji. Jeżeli Putin szukał jakichś sygnałów amerykańskich ustępstw i dowodów przyjaźni, to na pewno nie usłyszał ich na senackiej Sali przesłuchań.

Od początku do końca wystąpienia Tillersona byliśmy zapewniani, że Putin nie jest jego miłością, a próba nawiązania dialogu z Rosją w żadnym wypadku nie oznacza przyjaźni ani zgody na jej agresywną politykę Rosji. Tillerson wyraźnie i powoli wycedził, że zajęcie Krymu było aktem przemocy w wyniku którego Rosja zajęła ziemie, które do niej nie należą. Wtargnięcie na Ukrainę było „nielegalnym posunięciem”. Tillerson zapowiedział, że jak tylko zostanie nominowany to wyśle do Moskwy wyraźny sygnał, że Ameryka nie będzie w przyszłości tolerować aktów agresji na miarę Krymu i że Putin musi się liczyć z twardą odpowiedzią, która zmusi go do zrobienia kroku w tył.

I jeszcze w tym samym kontekście Generał James Mattis stwierdził, że wysłanie wojsk  amerykańskich i NATO do państw Europy Środkowej było dobrym posunięciem, koniecznym działaniem wobec „wrogich intencji Rosji”. Z kolei rosyjskie bombardowania Aleppo były „niedopuszczalnych zachowaniem”. Sankcje nałożone na Rosję w ramach ustawy im Magnickiego były właściwą odpowiedzią na udział rosyjskich przywódców w łamaniu praw człowieka. Jeżeli chodzi o sankcje nałożone na Moskwę po agresji na Ukrainę, to zostały one źle zaprojektowane według Tillersona, ale głównie z uwagi na różnice między zapisami UE a Ameryki. Są jednak potrzebne i powinny być skuteczne…

W ciągu ostatnich kilku dni przesłuchań wielokrotnie usłyszeliśmy, że Rosja jest państwem, które nie podziela amerykańskiego systemu wartości i przywiązania do wolności osobistych. Mattis określił politykę Rosji jako wrogą i wymierzoną w interesy Stanów Zjednoczonych. Tillerson wypowiedział słowa, których nigdy nie usłyszeliśmy ani od Obamy ani od Hillary Clinton – „Rosja nie jest państwem prawa”.

Daleki jestem od naiwnej wiary, że te słowa nie ulegną z czasem dewaluacji czy kompromisom. To w końcu tylko polityka. Z całą pewnością jednak po ośmiu latach dobrodusznej naiwności Obamy Putin nie może już liczyć na użytecznych idiotów w Białym Domu.