Dłużej przeora niż klasztora
Dariusz Matuszak 27.08.2018

Publiczna dyskusja na temat TVP publicznej wygląda mniej więcej tak:

– Nie oglądam TVP, bo to tuba propagandowa pisowskiego reżimu.

– To skąd wiesz, że to propagandowa tuba.

– Inni mi mówili.

– Czyli oni ją oglądają.

– Nie oglądają, bo to propagandowa tuba.

 

Z tej uniwersalnej zasady recenzowania TVP nie skorzystał jednak były dziennikarz m.in. TVP Krzysztof Leski, który dla dobra wszystkich poświecił się i postanowił oglądać przez rok Wiadomości TVP1. Swe recenzje publikuje on na Twitterze. Jak się okazało Leski uznał, że jedna z reporterek Wiadomości to suka, i że pracują w nich jej, albo jakiejś innej suki syny.

Twitterowe recenzje okazały się tak ważne, że wywiad z Leskim na ich temat przeprowadził nawet Dziennik. Z ciekawości zajrzałem do nich i dowiedziałem się o też o kilku osobach występujących w Hejtomościach, jak pisze Leski, na które można co najwyżej splunąć. I tak to sobie leci w setkach wpisów.

Ponieważ na telewizji znają się wszyscy, a ja się do zbioru wszystkich zaliczam, to postanowiłem się wypowiedzieć. Różnic pomiędzy programami informacyjnymi, albo informacyjnymi innych stacji nie dostrzegam, być może dlatego, że zgodnie z uniwersalną zasadą recenzowania nie oglądam ich.

Nie widzę ich w poziomie propagandy i emocjonalnym zaangażowaniu po którejś ze stron politycznego sporu toczącego Polskę. Różnice dotyczą raczej warsztatu. I tak w sondach pokazywanych w TVP wypowiadają się mniej eleganckie osoby niż w tych np. z TVN. Może chodzi o to, że TVP za wszelką cenę chce się dystansować od tzw. elit i uznaje, że prawdziwy Polak to Polak zaniedbany. Różnią się też eksperci. Ci z TVP mówią prostszym językiem, bo kierują się z założenia do zdrowego zaniedbanego polskiego ludu, zaś ci z innych stacji mają bardziej wystudiowane pozy, lepszy makijaż i głębszy tembr głosu co ma znamionować powagę i głębokość refleksji. To też da się zrozumieć – wszak zwracają się do oświeconych Europejczyków.

Tak czy owak, nie widzę jakiegoś specjalnego powodu, by uznawać, że na pracujących w TVP jak uważa Leski i inni, którzy stracili pracę w niej można pluć, a na pracowników innych stacji nie. Być może przy pluciu na tych ostatnich, by zachować ową elegancję, która oddziela ich od pracowników prostackiej TVP należałoby używać przed splunięciem odświeżacza do ust.

TVP pada ofiarą sporu politycznego, w którym wszystkie chwyty są dozwolone. Informacyjne i publicystyczne programy stanowią zaledwie ułamek tego co nadaje TVP, ale to nie przeszkadza, by wszystko co jest w niej emitowane było zwalczana z jakąś chorą obsesją. Ofiarą może paść festiwal opolski z Kielc, sylwestrowy koncert, mecze reprezentacji piłki nożnej, czy Bogu ducha winny Babiarz, za to, że się ośmielił komentować paradę na Święto Wojska Polskiego.

Tymczasem TVP udaje się jednak odzyskiwać pozycję, czego dla mnie przykładem jest choćby powrót do transmisji sportowych, czy nadawanie w poniedziałkowe wieczory teatru telewizji. To po latach odchodzenia od wyszydzanej misji ma wartość. Niezależnie od innych rzeczy i od wiecznych kłótni na temat sposobu finansowania TVP, to dobrze, że widz z Kostomłotów może obejrzeć teatr, czy zawody sportowe.

Uznaję, że „dłużej klasztora i przeora” i nie warto niszczyć instytucji, tylko dlatego, że się w niej straciło pracę, albo rządzi ugrupowanie, którego nie znosimy. I dlatego też doceniam, że Kurski nie nadstawia się, tylko oddaje ciosy, już nie nawet swym przeciwnikom, tylko jakimś psychostalkerom wywlekającym sprawy rodzinne, czy osobiste każdemu, kto w TVP pracuje.

Ta sytuacja chorego podziału będzie się pogłębiać. Nawet z powodów psychologicznych nastąpi jakieś swoiste zapętlenie. Ci, którzy dziś pracują w TVP wiedzą, że są objęci anatemą i przyszłości dla nich poza publiczną telewizja nie ma. Bronić będą więc tego co robią do ostatniej kropli potu i wódki. Ci zaś, którzy do TVP chcą wrócić, będą ja niszczyli, aż może się okazać, że uda się im się i po zwycięstwie wracać nie będzie do czego.