Dochody Rosjan spadają, gospodarkę czeka recesja
Marek Budzisz 27.01.2019

Po koniec ubiegłego tygodnia Rosstat opublikował najnowsze wyniki dotyczące dochodów Rosjan. Władza musi być niemile zaskoczona, bo według oficjalnego komunikatu w ubiegłym 2018 roku, realne dochody jakimi dysponują obywatele Federacji spadły w ujęciu rok do roku o 0,2%. I jest to już piąty rok z rzędu spadku dochodów. Przypomnijmy. W roku 2017 spadek dochodów Rosjan wyniósł 1,2%, w 2016 5,8%, w 2015 3,2% a w 2014 0,7%. Gdyby dane te porównywać z ostatnim rokiem sprzed czasów kryzysu (2013) to Rosjanie mają mniej pieniędzy do dyspozycji o 11%, a w odniesieniu do roku 2011 dzisiejsze dochody są o 2% mniejsze. Przy czym, na co zwracają uwagę rosyjscy analitycy, tak długiego cyklu ekonomicznej dekoniunktury, przynajmniej patrząc z punktu widzenia dochodów ludności nie było w Rosji od lat 90-tych.

 

Jest to dla rosyjskich władz niemiłe zaskoczenie również i z tego względu, że w grudniu ubiegłego roku, prezydent Putin, w trakcie swej corocznej konferencji prasowej mówił, ze dochody Rosjan wzrosną o 0,5%. Jak można przypuszczać, władze po raz kolejny nie doceniły wzrostu inflacji, głównie cen artykułów konsumpcyjnych. Nie pomogła wymiana szefa rosyjskiego odpowiednika GUS, który „zrezygnował na własną prośbę” po tym jak jego instytucja w listopadzie opublikowała wyniki z których wynikało, że trudno spodziewać się wzrostu dochodów ludności w 2018 roku. Wówczas Minister Finansów Anton Siulianow, najwyraźniej rozzłoszczony, niepomyślnymi nowinami, stwierdził, że „należy zmienić metodykę badania”. Niewiele to pomogło, a co gorsze, najnowsze informacje napływające z rynku zdają się świadczyć, że i ambitne plany podniesienia dochodów Rosjan w 2019 roku, jakimi przechwala się rząd, są zagrożone.

Po koniec roku i w pierwszych dniach stycznia inflacja, szczególnie artykułów konsumpcyjnych oraz paliwa, zaczęła niebezpiecznie przyspieszać. W styczniu rosyjski związek producentów artykułów konsumpcyjnych „Rosprodsojuz” informował, że na początku lutego ceny chleba sprzedawanego w Rosji winny wzrosnąć przynajmniej o 6-7%. Przede wszystkim z tego względu, że cena mąki w ciągu ubiegłego roku skoczyła o 30%. Winne są niższe tegoroczne zbiory zbóż, ale również dewaluacja rubla (spadek wartości rosyjskiej waluty w ciągu roku osiągnął poziom 20%), w efekcie czego producenci zboża wolą eksportować niż sprzedawać na rodzimym rynku.

Jeśli idzie o inne artykuły, to wzrost cen wywołany został z jednej strony wzrostem cen benzyny, z drugiej zaś ewidentnym impulsem inflacyjnym jest polityka fiskalna władz. Od 1 stycznia w Rosji wzrosły stawki podatku VAT o 2 punkty procentowe, jednak jak zauważają rosyjscy eksperci, wpływ tego posunięcia na poziom cen będzie z pewnością większy, bo trzeba brać jeszcze pod uwagę skłonność producentów i dystrybutorów, aby przy okazji wzrostu stawek podatkowych nieco przy okazji „zarobić”. Jest to zjawisko dostrzeżone przez ekonomistów, choćby w krajach, które przechodziły z walut narodowych na euro. W Rosji, jak twierdzą, występowało podobne zjawisko już pod koniec ubiegłego roku, i silniejszy niż zwykle skok cen odnotowano też w pierwszych tygodniach stycznia. Jak będzie skala tego impulsu, trudno oszacować. Tylko w ciągu pierwszych 9 dni stycznia, według oficjalnych informacji Rosstatu, ceny w Rosji wzrosły o 0,5%, ale gdyby brać pod uwagę wyłącznie towary konsumpcyjne, to skok był wyższy.

Inne zapowiedziane posunięcia władz też powodowały będą spadek dochodów ludności. I tak w 2019 roku zapowiedziano podniesienie podatku akcyzowego na papierosy (10%), słabe alkohole (25%) oraz mocne alkohole i papierosy gorszych gatunków (nawet 70%). Dodatkowo rząd podnosi podatek akcyzowy od paliw, co powinno spowodować wzrost cen najpopularniejszych paliw o ok. 3,5 rubla na litrze. Biorąc pod uwagę obecne ceny (ok. 58 rubli za litr), będziemy mieli do czynienia ze wzrostem o co najmniej 6%, ale realnie zapewne wyższym, bo już pojawiają się informacje, że najwięksi producenci kasują systemu ulg i bonifikat dla dużych firm transportowych. O około 7% średnio w całej Rosji rosną ceny biletów w transporcie zbiorowym, podniesione są też stawki opłat komunalnych (zapowiedziano ich wzrost w dwóch turach, razem o 4,1%) oraz opłaty parkingowe.

Z pewnością nie wpłyną korzystnie na wzrost dochodów do dyspozycji zapowiedziane podwyżki składek na ubezpieczenie społeczne dla przedsiębiorców i samozatrudnionych oraz podniesienie najniższych ulgowych stawek podatkowych. W ostatnich tygodniach Bank Rosji w związku z większą, niż planowano, stopą inflacji, dwukrotnie podnosił referencyjne stopy procentowe. Warto to też brać pod uwagę, jeśli się mówi o dochodach Rosjan i ich wydatkach konsumpcyjnych. Przede wszystkim z tego powodu, że poziom zobowiązań kredytowych ludności osiągnął w ubiegłym roku w Rosji historyczne maksimum – 14 bln rubli (tylko kredytów hipotecznych udzielono w ubiegłym roku w Rosji ok. 3 bln rubli) i podniesienie stóp procentowych o 1,5 – 2% „kosztować” będzie rosyjskich konsumentów ok. 200 mld rubli więcej.

Władisław Inoziemcow, profesor ekonomii z Petersburga, a przy tym opozycjonista wobec obecnej ekipy rządzącej Rosja oszacował, ile kosztowały będą rosyjskich konsumentów zapowiedziane przez rząd podwyżki. Jego zdaniem łącznie od 2 do 3 bln rubli, co przy łącznych dochodach Rosjan na poziomie 43,5 bln w 2017 roku stanowi ok. 4,5 – 5%.

Wynika z tego, a trzeba pamiętać, że szacunki te nie uwzględniają spodziewanej dewaluacji rubla, że nominalne dochody Rosjan w bieżącym roku musiałyby wzrosnąć przynajmniej w takim właśnie stopniu, aby nie notować kolejnego, szóstego już z rzędu roku w którym Rosjanie będą ubożeli. Ale Inoziemcowa interesowało również jak tego rodzaju wskaźniki będą wpływały na perspektywy rosyjskiego wzrostu gospodarczego. Tym bardziej, że rząd nie ma zamiaru odchodzić od polityki realizowanej w ubiegłym roku polegającej na tym, że nadwyżki budżetowe przeznacza na powiększanie rezerw. Mało tego, zapowiedziano już zaostrzenie kursu. W rosyjskich mediach w związku z tym pojawiają się sarkastyczne uwagi, że dla rządzących ludzie to „ropa naftowa”, czyli zasób, który można eksploatować.

Wydatki rosyjskiego budżetu federalnego w relacji do PKB w ubiegłym roku były na historycznie niskim poziomie – 16,4%, podczas gdy w latach 2014 – 2016 wynosiły 19 – 20%, a poniżej 18% nigdy nie spadały. Kontynuowanie takiej polityki wzbudza krytykę już nawet Aleksieja Kudrina, szefa odpowiednika rosyjskiego NIK-u, w przeszłości wicepremiera, który uważa, iż rząd winien przeznaczyć nieco więcej środków na wzrost konsumpcji wewnętrznej. Inoziemcow, obliczył, że jeśli wydatki konsumpcyjne Rosjan spadną w roku przyszłym o 4%, to nie ma co marzyć o tym, aby gospodarka wzrosła, jak chce rząd o 1,5 – 1,8%. Wynika to z prostego rachunku – wydatki konsumpcyjne Rosjan stanowią około połowy PKB (dokładnie 48%) i jeśli one w tym stopniu spadną, to recesja jest nieuchronna. Nie potrzeba do tego ani zachodnich sankcji, ani spadku cen ropy naftowej. Wystarczą błędy w polityce gospodarczej.