Great Deal
Robert Gwiazdowski 12.09.2018

Dziś w „Rzepie” – ale zdaje się, że tylko w „papierze – mój felieton o jednym z paneli w Krynicy na temat oszczędzania i banków. Plus trochę wspomnień co o tym pisałem o tym 5-10 lat temu.

 

Wszyscy paneliści byli „na tak”. Miłą atmosferę popsułem pod koniec stwierdzeniem, że trudno jest jednak prowadzić kampanię na rzecz oszczędzania wprowadzając jednocześnie przepisy, na podstawie których pieniądze oszczędzających na rachunkach bankowych mogą być ukradzione przez banki – jak to się już stało na Cyprze w 2013 roku. Oberwało mi się za to strasznie od prezesa Związku Banków Polskich. Jak banki (czyli oczywiście Ojczyzna ukochana) są w niebezpieczeństwie, mówienie o kradzieży jest po prostu nieodpowiedzialnością, a może nawet trącić zdradą stanu!

Statystyczny obywatel nie ma się co martwić. Ukraść będzie można jedynie kwotę powyżej 100 tys. euro – czyli na dziś nieco ponad 430 tys. zł. Rachunki opiewające na takie kwoty to raptem 1% oszczędności Polaków. 99% nie ma się więc czym przejmować! No ale jak procedowana właśnie w Sejmie ustawa wejdzie w życie to można się spodziewać, że ten 1% nie zostawi swoich oszczędności na rachunkach bankowych. Bo skoro ktoś ma na rachunku powyżej 430 mln zł, i jeszcze nie został aresztowany za ich kradzież, to można wnosić, że głupi nie jest. I wtedy może się okazać że nie starczy pieniędzy na ratowanie banków – to znaczy Ojczyzny. Więc się szybciutko przegłosuje, obniżenie tej kwoty – do poziomu, do jakiego będzie trzeba. W końcu racja stanu! Żeby jednak nie było, że oto rząd PiS-owski szykuje razem z „banksterami” skok na naszą kasę. Tym razem rząd nie będzie się spierał z Unią Europejską – jak w sprawie reformy sądownictwa – tylko po cichutku się zgodzi na implementację unijnej Dyrektywy BRRD (Bank Recovery and Resolution Directive) – bo to ona nakazuje wprowadzenie takich regulacji w ustawodawstwach krajowych. Z całą pewnością „totalna opozycja” tym razem nie będzie protestowała pod siedzibą Narodowego Banku Polskiego ze świeczkami, bo nad projektem ustawy o zmianie ustawy o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym razem z PiS w Sejmie w najlepsze pracuje. PO może się kłócić z PiS o to czyj sympatyk będzie sędzią Sądu Najwyższego. Ale jeśli chodzi o okradanie obywateli z pieniędzy, koalicja POPiS działa cały czas. I ma za sobą specjalistów z „rynku finansowego” – czyli od GetBack. Jak się zdarzy jakiś kryzys to banki zrobią sobie „cash back”. Z naszych pieniędzy oczywiście. I dla naszego dobra oczywiście.

Ale spokojnie! Żadnego kryzysu nie będzie i ta cała ustawa jest procedowana bez rozgłosu tylko tak na „wszelki wypadek”, który z pewnością się nie zdarzy! Nieprawdaż?

Z potwierdzeniem tej tezy mam jednak kłopot – pamiętając co się stało w roku 2008 i 2013 i co wtedy pisałem.

W roku 2008 pisałem: „pozwólcie im zbankrutować”. Bankrutujące przedsiębiorstwa to nie jest wada kapitalizmu, tylko jego zaleta. Życie nie zna próżni. Jak upadną jedni w ich miejsce przyjdą inni, którzy potrafią robić to samo, tylko lepiej i taniej. W Polsce gdy wszyscy obawiali się kryzysu finansowego rozpoczął działalność nowy bank – Alior. Po roku działalności zyskał w kilku kategoriach prestiżowe nagrody jako jeden z najlepszych (choć mały). Ratowanie źle zarządzanych molochów z kieszeni podatników źle się kończy dla podatników a dobrze jedynie dla pracowników tych molochów. Nie pozwolili. I po niespełna pięciu latach, w sobotę 16 marca 2013 roku, świat obiegła wiadomość, że „ministrowie finansów strefy euro i szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego – Christine Lagarde – uzgodnili w nocy „pakiet ratunkowy” dla zagrożonego niewypłacalnością Cypru w wysokości 10 mld euro”.

Pakiet polegał na tym, że prawie 6 mld euro zabrać mieli Cypryjczykom z kont bankowych. Nazwali to „wkładem do pakietu”. Ten „jednorazowy” (?) „wkład do pakietu” w przypadku depozytów do 100 tys. euro miał wynieść 6,75%, a powyżej tej kwoty – 9,9%.

Podobno Cypr „ma duże znaczenie dla przyszłości całej strefy euro”. Ale PKB Cypru to zaledwie 0,2% PKB całej UE. Jak duże znaczenie w dochodach gospodarstwa domowego mają dochody ze źródła przychodu przynoszącego 0,2% całego dochodu??? Odpowiedź kryła się w kolejnym eufemizmie: „ewentualna niewypłacalność Cypru odbiłaby się niekorzystnie na nastrojach inwestorów i zaufaniu do krajów strefy euro a także wywołałaby negatywne reperkusje na rynkach finansowych. Pokrzyżowałaby też starania EBC przywrócenia stabilizacji finansowej strefy euro”!!! W tłumaczeniu „na nasze” znaczyło to, że kradzież pieniędzy z banków przez rządy – i to jeszcze zagraniczne – nie miała podważać zaufania „inwestorów” do krajów strefy euro, a wręcz przeciwnie – i „reperkusje” na „rynkach finansowych” miały być pozytywne.

Jak pamiętamy z lekcji marksizmu, klasa robotnicza mogła sobie nie uświadamiać swojego prawdziwego interesu i dlatego „kierowniczą rolę” w budowaniu dla niej komunistycznego raju musiała odgrywać jej awangarda. Jako, że cypryjscy ciułacze też mogli sobie nie uświadomić swojego prawdziwego interesu w zwalczaniu „negatywnych reperkusji na rynkach finansowych”, uświadomił ich w tym Goldman Sachs – czyli „awangarda” rynków finansowych. Opodatkowanie cypryjskiej klasy robotniczej w celu poprawienia „nastrojów inwestorów” i budowaniu ich „zaufania do krajów strefy euro”, tak by nie pokrzyżować starań EBC „przywrócenia stabilizacji finansowej strefy euro” miało być dla nich „Great Deal”!

Ta zapowiedź zalegalizowania grabieży pieniędzy z kont bankowych Cypryjczyków mająca służyć poprawie „nastrojów inwestorów i zaufaniu do krajów strefy euro” oraz wspieraniu starania „EBC przywrócenia stabilizacji finansowej strefy euro” nie za bardzo się powiodła, bo w poniedziałek 18 marca giełdy poszybowały w dół!

Pisałem wówczas, że grabiąc cypryjskim ciułaczom 6 mld euro na ratowanie cypryjskich banków, które musiały ratować wcześniej Grecję nie rozwiążemy żadnego problemu, a tylko je pogłębimy. Nie można wiecznie leczyć objawów choroby, która dręczy światową gospodarkę, a która jest chorobą systemu finansowego, a nie całej gospodarki.

Podobno ta „fala oburzenia w polskich mediach, a zwłaszcza w Internecie” (także moje felietony) na Unię Europejską, którą się wówczas wylała, wynikała „z niezrozumienia tego, co się stało lub stanie na Cyprze”. Tak przynajmniej pisał Witold Gadomski w Gazecie Wyborczej a wtórowali mu przedstawiciele „rynków finansowych”.

To prawda, że „państwo może na papierze gwarantować, co mu się żywnie podoba – na przykład pełne zatrudnienie, dobrobyt i wysokie emerytury”, i „pełną wypłacalność wkładów bankowych”. I to prawda, że „z góry było wiadomo, że z tych gwarancji rządy nie mogą się wywiązać, bo wkłady (bankowe) wielokrotnie przekraczają budżety państw, a w niektórych przypadkach – jak na Cyprze, w Irlandii czy Islandii – wielokrotnie przekraczają PKB”, więc gwarancje te „są gwarancjami pana Zagłoby, który królowi szwedzkiemu oferował Niderlandy”.

Gadomski dziwił się jednak, że „do grona oburzonych na złodziejskie rządy europejskie dołączają osoby biegłe w ekonomii i finansach”. Ja do grona osób biegłych w finansach bankowych sam się nie zaliczam więc dlatego do banków, nie tylko cypryjskich, mam takie samo zaufanie jak do rządów, dzięki którym te banki mogą robić to co robią. „Zawierając umowę z bankiem, ryzykujemy” – to prawda. „Warto, byśmy o tym wszyscy pamiętali” – to też prawda. Przypomnijmy ja sobie dziś, jak już Sejm pracuje nad implementacją Dyrektywy o okradaniu klientów banków.

Podobno „aktywa” banków przewyższają w poszczególnych krajach ich PKB! Ale jakie, na litość Boga, są to aktywa?! Te „aktywa” to głównie wierzytelności. Owszem, jak mam wierzytelność u sąsiada, który ma ładny dom to mam aktywo – tak długo, jak wartość wszystkich innych długów zaciągniętych przez sąsiada nie przewyższa wartości jego domu. Ale jak pożyczam sąsiadowi „na gębę” to mam problem.

A komu banki pożyczają „na gębę”? No komu? Gównie rządom i innym bankom (no i znajomym – ale w nie takiej skali). Nikt inny bez zabezpieczenia tak dużego kredytu nie dostanie. Czyżby istniało jakieś podejrzenie, że te „aktywa” banków w postaci wierzytelności wobec rządów i innych banków są zagrożone? Może dlatego właśnie rządy wprowadzają prawa pozwalające bankom ukraść depozyty klientów?

Jeśli cypryjskie banki „nie dostaną pomocy zagranicznej, zbankrutują i wówczas depozytariusze stracą nie 7-10%, ale znacznie więcej” – pisał Gadomski, podobnie jak analitycy z Goldmana. Dla tych samych powodów ratowano w 2008 roku banki amerykańskie. Co się stało z pieniędzmi przeznaczonymi na ten ratunek? Powędrowały na giełdy, indeksy których biły potem historyczne rekordy, dzięki czemu banki odnotowały zyski, a bankierzy otrzymywali „historycznie” wysokie premie.

Przykład cypryjski spowodował, że w nocy (znowu w nocy) z 20 na 21 maja 2013 roku Komisja Parlamentu Europejskiego ds. gwałtów i rozbojów działająca pod nazwą „Komisji ds. gospodarczych”, przyjęła stanowisko w sprawie naprawy upadających banków w UE. Uzgodniono, że „w kosztach naprawy mogą brać udział właściciele depozytów powyżej 100 tys. euro”, choć… „w ostateczności”.

Czyżby ta „ostateczność” nadchodziła?

Przypomnę, że gdy w Islandii próba przerzucenia kosztów na podatników się nie powiodła i odbyły się przedterminowe wybory, po których nowy parlament przyjął ustawę gwarantującą zobowiązania banków jedynie wobec islandzkich obywateli (a nie innych banków) udało się Islandczykom powstrzymać zarówno wzrost bezrobocia, jak i spadek PKB. Tania korona spowodowała, że islandzkie towary stały się bardziej konkurencyjne, zaś kraj – uchodzący wcześniej za bardzo drogi – stał się atrakcyjniejszy dla turystów. Bezrobocie spadło, tempo wzrostu PKB wzrosło. Można? Można! Tylko nie można być niewolnikiem schematycznego myślenia. Jak pisał Stanisław Jerzy Lec „tylko z jednego układu nie wyrwiemy się nigdy. To jest układ słoneczny”. Bój nie toczy się więc o depozyty w bankach, tylko o sposób myślenia o gospodarce i naszej przyszłości.