Inwigilacja, czy zwykła głupota
Jerzy Wysocki 10.12.2018

Stara, odrestaurowana kamienica w centrum Warszawy. Eleganckie pomieszczenia kancelarii notarialnej. Akt notarialny w związku z zakupem mieszkania od dewelopera na rynku pierwotnym. Czynność rutynowa i beznadziejnie nużąca. Notariusz czyta akt, z którego zwykły człowiek i tak niewiele zrozumie. Cała historia działki na której nieruchomość powstała, wypisy z rejestru gruntów, z miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, numery ksiąg wieczystych, coś o współwłasności drogi przylegającej… Trwająca godzinę nuda a na końcu rachunek dochodzący do jednego procenta wartości transakcji.

 

Ale od niedawna pojawiła się pewna atrakcja. A konkretnie oświadczenie wynikające z ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu – tu jest takie oświadczenie, które trzeba podpisać – wyjaśnia notariusz przedkładając dodatkowy dokument, na szczęście niezbyt obszerny.

Ustawa z dnia 1 marca 2018 (weszła w życie 13 lipca br.) przywędrowała do nas z Europy, podobno na wniosek USA. Kancelarie notarialne mają obowiązek przyjąć stosowne oświadczenie przy transakcjach na rynku nieruchomości. Pewnie ma to jakiś sens, a walka z praniem pieniędzy i działaniami terrorystycznymi godna jest nawet pochwały. Problem w tym, co zawiera owo oświadczenie i jaki sens mają jego zapisy. Jeden zapis jest prosty, konkretny i groźny: „ Oświadczam, że jestem świadomy odpowiedzialności karnej za złożenie fałszywego oświadczania”.

A więc sprawę trzeba potraktować poważnie, a nie przysypiać jak przy odczytywaniu standardowego aktu nabycia nieruchomości, z detalami o współwłasności jakiejś drogi, która do niej prowadzi. Oświadczenie jest pozornie proste, choć nijak się ma do prania pieniędzy czy finansowaniu terroryzmu. Mam tylko wpisać swoje dane i zaznaczyć czy „jestem” czy „nie jestem”… i tu tylko 3 punkty a), b), a). Moje przeświadczenie, że w polskim alfabecie po a i b jest litera c, okazuje się mylne. Może coś mi umknęło, ze zmiany kolejności liter, a może to tylko na użytek owego tajemniczego oświadczenia.

Pierwsze a) jest proste: „Jestem/nie jestem osobą zajmującą eksponowane stanowisko polityczne”. Tu odesłanie do pouczenia, że mowa o osobach od Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, poprzez członków parlamentu, członków zarządów i rad nadzorczych spółek z udziałem Skarbu Państwa do „kierowników urzędów terenowych organów rządowej administracji specjalne.” (pisownia dosłowna; co niby specjalne?). Zgodnie z prawdą, i świadomy odpowiedzialności karnej zaznaczam „nie jestem”. Podobnie nie ma problemu z punktem a) (tym drugim a) po literze b). Tu pytają, czy jestem członkiem rodziny osoby zajmującej eksponowane stanowisko polityczne. „Nie jestem” – odpowiadam z pełnym przekonaniem i wiedzą.

Ale został jeszcze punkt b) (ten umiejscowiony pomiędzy dwoma punktami a). Czyli: jestem, nie jestem (trzeba zaznaczyć) „osobą znaną jako bliski współpracownik osoby zajmującej eksponowane stanowisko polityczne”. W pouczeniu oprócz mętnych sformułowań, zapis „ lub utrzymujące z taką osobą inne bliskie stosunki związane z prowadzoną działalnością gospodarczą”. Pytam sympatycznego pana notariusza o interpretację i dla ułatwienia wysyłam link z Wikipedii o sobie i witrynę swojej strony internetowej gdzie wszystko jest precyzyjnie opisane.

– No tak, rozumiem, w czym problem, rzeczywiście to niejednoznaczne zapisy. Sam pan musi ocenić czy współpraca była/jest bliska czy incydentalna – wyjaśnia, dając do zrozumienia, że zawracam mu głowę. – Ale wie pan, tam jest też o bliskich stosunkach, więc lepiej chyba podpisać – sugeruję. Kończę rozmowę konstatacją, że potrafię zdefiniować tylko bliskie stosunki seksualne, gdyż z definicji są bliskie. I wyrażam obawę, że ustawa o praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu, pozostaje w dość luźnym związku z owymi stosunkami, tym bardziej aktem notarialnym ws. nabycia nieruchomości. – Proszę się nie przejmować, to oświadczenie nigdzie nie jest przekazywane. Mam tylko obowiązek włożyć je do teczki z aktem – uspokaja notariusz i nie odpowiada na mail z formalnie zadanymi pytaniami w trybie dziennikarskim. Nadal nie wiem, co to bliska współpraca i bliskie stosunki.

Pytani przeze mnie prawnicy, w tym wybitny adwokat, także rozkładają ręce. „Osobą znaną jako bliski współpracownik ….” – Przez kogo znaną, czy bliski współpracownik potwierdzi czy zaprzeczy bliskiej współpracy, a bliskie stosunki to nie jest termin prawny – usłyszałem.

Szanowni,

Morał z tego taki, nim wypijecie z kimś wódkę lub wino na jakiejś imprezie czy ślubie kolegi, upewnijcie się czy nie jest jakimś tam kierownikiem urzędu terenowego. Na przykład głównym geodetą. Nawalisz się z nim, i będzie problem. Bliska współpraca w obaleniu flaszki. Bo przecież, to z najbliższymi się upijamy.