Ja to się na klimacie znam, czyli zlot Globalnej Apokaliptycznej Sekty Ocieplenia
Dariusz Matuszak 13.12.2018

Na klimacie, podobnie jak 99,99999% wypowiadających się na ten temat, nie znam się. Nie szkodzi. Nie wiem, ale się wypowiem.

 

W Katowicach trwa zlot Globalnej Apokaliptycznej Sekty Ocieplenia, czyli Szczyt Klimatyczny. Wygląda jakby nawet termin i miejsce dobrano tak, by nawet samo otoczenie sprzyjało opowieściom o zbliżającej się zagładzie. Wszystko spowite w mroku i w błocie. Ze zlotu płyną hiobowe wieści o niechybnie zbliżającym się załamaniu/ociepleniu klimatu i końcu świata. Celowo używam zwrotu niejednoznacznego, bo w opowieściach o klimacie termin ocieplenie coraz częściej zastępowany jest określeniem zmiana.

Tak, czy owak cała ludzkość musi uwierzyć naukowcom, którzy twierdzą, że jeśli nie powstrzymamy owego ocieplenia, to czeka nas apokalipsa. Cała zaś wiedza o klimacie przekazywana jest nam za pośrednictwem jeszcze większych ignorantów niż my zwykli nieoświeceni śmiertelnicy, czyli dziennikarzy. Jedyny aparat jakim dysponujemy do oceny owych naukowych twierdzeń, to zwykły, trywialny zdrowy rozsądek i jako taka wiedza ogólna.

A więc dowiadujemy się, że jeśli średnia temperatura na Ziemi wzrośnie o 2 stopnie, czekają nas nieodwracalne klęski. Już na pierwszy rzut oka wiadomo, że pojęcie „średnia temperatura na Ziemi” nie ma najmniejszego sensu. Np. w Radomiu nie ma żadnej cywilizacji, więc tym bardziej nie ma termometrów. Sam wynik pomiarów oczywiście łatwo zmienić wkładając choćby termometr pod pachę, czy gdzie tam. Jak wiadomo pacha i czy co tam też są na Ziemi. (pachy mają bardzo duży związek z ochroną Ziemi, o czym poniżej).

Ja szydzę, ale o bezsensowności terminu „średnia temperatura na Ziemi” mówi choćby laureat nagrody Nobla z fizyki profesor Ivar Giaever. Pan ma 89 lat i jest noblistą, więc nie obawia się, że za głoszenie herezji zostanie wyklęty przez środowiska naukowe. Twierdzi on, że średniej temperatury na całej Ziemi w skali całego roku zwyczajnie nie da się ustalić. Zwłaszcza, że np. na Antarktydzie mierzona jest ona tylko w 8 miejscach (a nie zapominajmy o Radomiu). Ba, z precyzją głoszona przez proroków apokalipsy nie da się jej ustalić nawet w zwykłym pomieszczeniu.

Termin średnia temperatura na Ziemi można by traktować jako przemawiający do wyobraźni myślowy skrót na potrzeby publicystyki. Ale nie. Wieszcze od zagłady traktują go dosłownie. I tak prorocy z Międzyrządowego Zespołu ds. Zmiany Klimatu (IPCC) ogłosili, iż ustalili w drodze jakiegoś kompromisu i głosowania, że jeśli ludzkość nic nie zrobi, to do końca wieku owa średnia temperatura wzrośnie od 1,5 do nawet 6,4 stopni Celsjusza. Jednocześnie obwieszcza się, w tym na zlocie w Katowicach, że już przy wzroście temperatury pomiędzy 1 a 2 stopnie czeka nas zagłada. Niezły więc mamy rozrzut. W przypadku IPCC nawet 5 stopni.

Przyjrzyjmy się owym proroctwom dotyczącym powiedzmy 2 stopniom ocieplenia. Np. w perspektywie 82 lat jakie zostały do końca wieku. Otóż wedle proroków, jak były prezydent Gore, czy Szwarceneger de facto musimy kontrolować temperaturę na całej Ziemi przez cały rok z dokładnością mniej więcej do 0,022 stopnia, by nie dopuścić do wzrostu o 2 stopnie do końca XXI wieku. A to przecież ma być proces ciągły, dynamiczny. Geniusze więc de facto podliczyli kontrolę temperatury na całej planecie z precyzją 0,00006 stopnia dziennie. Tak, tak, wiem, że to brzmi idiotycznie, ale takie są konsekwencje absurdów, które są nam obwieszczane. Taki mamy sobie narzucić reżim – rok do roku temperatura nie może rosnąć średnio więcej niż o owe 22 tysięczne stopnia.

To nie pierwsze apokaliptyczne wizje jakimi się nas raczy. Całkiem niedawno naukowcy obwieszczali, że czeka nas okres lodowcowy. Od kilkunastu zaś lat miały być już całkowicie wyczerpane wszystkie surowce energetyczne. Tymczasem mamy ich do dyspozycji coraz więcej. Odkrywane są nowe złoża, a nowe technologie pozwalają je dobywać z miejsc, z których niegdyś było to niemożliwe.

Powinniśmy też wiedzieć, że to cud, iż nadal żyjemy. A wszystko to dzięki temu, że są teraz inne aerozole i lodówki, przez co załatano dziurę ozonową. To ja się grzecznie pytam gdzie są pomniki owego zbawcy ludzkości, który odkrył, że trzeba zmienić spraye do pach i lodówki. Jego monumenty powinny stać w każdym mieście i każde dziecko powinno znać jego imię, wszak zawdzięczamy mu swe istnienie.

Na czym dokładnie miałaby polegać owa apokalipsa, mędrcy od globalnego ocieplenia nie wyjaśniają. W największym skrócie chodzi niby o to, że m.in. podniesie się poziom mórz i woda zaleje tereny na których mieszkają ludzie. Będzie poza tym migracja szkodników, a na północy pojawią się choroby, z których słynie południe.

Problem polega jednak na tym, iż wiemy, że w całkiem nieodległej przeszłości było znacznie cieplej, a apokaliptycznych klęsk nie odnotowywano. Było jak było. Już w l. 60-ych na Grenlandii archeolodzy wykopali szczątki ludzi pochowanych tam w średniowieczu. Dziś z powodu wiecznej zmarzliny nie dałoby się kopać im grobów. Znaleziono szczątki poprzerastane korzeniami drzew. Tak. To oznacza, że mniej więcej tysiąc lat temu na Grenlandii rosły drzewa. Liche, ale zawsze. W tym samym czasie winorośle rosły swobodnie na terenach dzisiejszej środkowej Kanady i na północy Anglii. Wikingowie osiedlali się na Islandii i zaczynali zajmować się pasterstwem. Było znacznie cieplej, a skoro piszę, a ktoś to może przeczyta to znaczy, że ludzkość przetrwała.

Dlaczego więc to ewentualne ocieplenie w przeciwieństwie do tego sprzed setek lat miałoby się dla ludzkości zakończyć tragicznie, tego wieszcze apokalipsy nie wyjaśniają. Za to pokazują skutki każdej jednej burzy, każdego huraganu, czy śnieżycy tłumacząc, że wszystko to związane jest z globalnym ociepleniem/zmianą klimatu. Propagandowo to bardzo proste zadanie – każdego poruszy np. zdjęcie białego misia samotnie dryfującego na krze lodowej. Sens jest taki – miś zginie, bo wywołane przez nas globalne ocieplenie odebrało mu dom.

Wszystkim tym niby naukowym bzdurom towarzyszy religijnego uniesienie. Dla sekt to typowe. Zapisać się może każdy i każdy może zostać Zbawcą. Chrześcijanie znają tylko jednego, a w sekcie globalnego ocieplenia zbawców mogą być miliony. Któż nie chciałby ratować Ziemi i ludzkości? Nie ma piękniejszego zadania.

Sekciarskie, religijne uniesienie wyklucza wszelką dyskusję. Dogmaty wiary się przyjmuje, a odstępców ucisza, albo niszczy. Dlatego też tak naprawdę naukowcy milczą. Z obawy o utratę kariery, grantów etc. wolą nie wychylać się, chyba, że mają już tyle lat co noblista Giaever, który sam wystąpił z Towarzystwa Amerykańskich Fizyków. Milczą dziennikarze i normalni obywatele, bo nikt nie chce uchodzić za głupka podważającego ustalenia „nauki”.

Coraz częściej padają też propozycje, by zaprzeczanie globalnemu ociepleniu stało się przestępstwem. Takie propozycje składano już legislaturze kilku amerykańskich stanów, przedłożył je także prokurator generalny stanu Nowy Jork, czy gwiazda TV, popularyzator nauki w USA Bill Nye. (sam naukowcem żadnym nie jest, ale dobrze wygląda w profesorskiej muszce). I nie chodzi o zwykłe pozbawianie stanowisk i pracy, cenzurowanie publikacji, usuwanie ich z sieci, ale o grzywny i kary więzienia.

Dogmat ocieplenia staje się też poręcznym narzędziem politycznym. Oto zaczyna mówić się o „uchodźcach klimatycznych”. Imigranci mogą szturmować granice innych państw, bo im we własnym za duszno. Nowo wybrana kongresmenka Alexandria Ocasio-Cortez wzywa do ustanowienia „Nowego Zielonego Paktu”, by walczyć z rasizmem i osiągnąć sprawiedliwość społeczną. To są tezy zaczynające funkcjonować w głównym obiegu świadomości. Nową ludzkość miał niegdyś wykuć socjalizm naukowy (jak sama nazwa wskazuje w oparciu o naukę) a teraz ekologia.

Za tym idą decyzje elit, których ustalenia mają obowiązywać wszystkich. Na szczęście ludzie zachowują jeszcze zdrowy rozsądek o czym przekonał się ostatnio Emmanuel I „Micron”, kiedy to podwyżka podatków na paliwa stała się iskrą wywołującą bunt poddanych. (W uzasadnienie podniesienia podatków – względy ekologii – nie wierzy sam Macron. Jest na to zbyt cyniczny i inteligentny. Zwyczajnie potrzebował skądś ściągnąć haracz).

Władca Francji nie potrafił zająć się problemami swego ludu tu i teraz, ale zbawiać chciał ludzkość na dziesiątki lat do przodu i zostać w miejsce Gorea światowym czempionem ekologii

A na koniec zwierzenia. Uważam, że trzeba zrobić wszystko by zlikwidować problem smogu, nawet jeśli miałoby to kosztować kwoty gigantyczne. To jednak zjawisko lokalne i nie ma nic wspólnego z jakimś tam ociepleniem, albo paleniem węgla w elektrowniach. Podobnie jak praktycznie żadnego wpływu nie mają na to samochody.

Ludzkość powinna też zaprzestać noszenia futer. Mamy tkaniny, które je zastąpią, więc można darować sobie męczenie w klatkach kolejnych pokoleń futerkowców. Bardzo szanuje postawę tych, którzy nie jedzą mięsa z hodowli, bo uważają, że w ten sposób zmniejszają cierpienia zwierząt. Los świnki Chrum Chrum jest straszny. Całe życie w chlewni i okrutny koniec w ubojni. Jedzą więc to co wyłowione, albo upolowane, ale nie obnoszą się ze swa wyższością moralną.

Nie chcę żyć w brudzie i smrodzie, więc każdego kto swój ściek wypuszcza do rzeki kazałbym w nim wykąpać, potem zanurzyć nagiego w smole, wytarzać w pierzu i batami pędzić przez główną ulicę miasta.

To jednak nie oznacza, że będę słuchał głupków nie znających podstawowych praw fizyki, którzy twierdzą, że jak pływający w wodzie lud roztopi się, to jej poziom wzrośnie. Albo tych, którzy ostrzegają, że jak roztopią się lodowce Skandynawii, to ta, uwolniona od ciężaru, wypiętrzy się, więc Bałtyk się przechyli i wleje do Polski.