Jak pomagać niepełnosprawnym
Robert Gwiazdowski 26.04.2018

„Pan Bóg pomaga tym, którzy potrafią pomóc sobie sami” – mawiał Thomas Jefferson. Dlatego państwo powinno działać na zasadach subsydiarności (od łac. subsidium – pomoc, wsparcie, odwód i i subsidiarius – rezerwowy, posiłkowy, służące do wsparcia lub uzupełnienia). To ta, którą można wyprowadzić z filozofii Arystotelesa, którą można odnaleźć w katolickiej nauce społecznej (u Tomasza z Akwinu encyklikach papieskich – zwłaszcza w Quadragesimo anno, i u ojców liberalizmu – zwłaszcza w Teorii uczuć moralnychSmitha).

Na każdym szczeblu organizacji społeczeństwa realizowane są TYLKO te zadania, które nie mogą być skutecznie zrealizowane przez szczebel niższy lub same jednostki społeczeństwo to tworzące.

Jako, że Suweren ponoć wierzący jest, i mamy Jezusa Chrystusa za swojego króla, to do autorytetu Świętego Kościoła Katolickiego się odwołam. W encyklice Quadragesimo anno Suweren mógłby przeczytać, że „jednostkom ludzkim nie wolno odejmować i przekazywać społeczności tego, co jednostki te z własnej inicjatywy i własną mogą wytworzyć pracą (…) Sprawy zatem niniejszej wagi i zabiegi skądinąd zbyt drobiazgowe powinna władza państwowa pozostawić niższym zespołom. Tym swobodniej, usilniej i skuteczniej sprosta tym zadaniom, które do niej wyłącznie należą”

Nawet w preambule naszej Konstytucji odwołujemy się – „My, Naród” – do zasady pomocniczości „umacniającej uprawnienia obywateli i ich wspólnot”. Oczywiście zasada ta nigdy nie była przestrzegana. Nigdy! Państwo utrudniało działania jednostek, rodzin, wspólnot zawodowych i samorządowych, a „pomoc” niosło silniejszym.

Ludzie bywają niezdolni do pracy. Z powodu jakiejś choroby lub na skutek procesu zwykłego starzenia się. Czy powinna być jakaś różnica, między tym, że ktoś nie może pracować bo się nie może ruszać mając lat 19 bo jest sparaliżowany, czy nie może się ruszać bo ma lat 90 i już po prostu nie może? Z punktu widzenia tej jednostki, jej rodziny, społeczeństwa i państwa różnicy nie ma żadnej! W pierwszej kolejności pomagać im powinna rodzina. Ale rodzina nie może, bo państwo w tym przeszkadza. Jeżeli w rodzinie osoby niepełnosprawnej pracuje choćby jedna osoba za średnie wynagrodzenie, to w postaci PIT, składek, VAT i podatków, które wpływają na ceny netto towarów i usług (jak akcyza) oddaje państwu 3 tys. zł!!! Miesięcznie!!! A państwo się zastanawia, czy tej rodzinie może 0,5 tys. oddać.

Ale wcześniej państwo postanowiło obniżyć wiek emerytalny – czyli lekką ręką oddało pieniądze pochodzące z podatków i składek tych członków rodzin osób niepełnosprawnych, którzy pracują, tym którzy pracować jeszcze by mogli, ale już im się nie chce. Państwo pomagało też zdrowym jak konie górnikom – kosztem innych grup społecznych. A ostatnio nawet gorszym aptekarzom, chroniąc ich przed konkurencją ze strony aptekarzy lepszych. Państwo zajmuje się nawet listą lektur szkolnych. Pensje ekspertów, którzy listy te układają finansowane są z podatków, które płacą pracujący gdzieś w handlu, usługach lub przemyśle członkowie rodzin mających na otrzymaniu osoby niepełnosprawne. No i z podatku VAT wydawanego na pieluchy dla tych bardziej niepełnosprawnych, których to pieluch osoby sprawne nie potrzebują.

Państwo zabiera więc ludziom za dużo i wydaje za dużo. Zabiera z tego, z czego zabierać tak dużo nie powinno – jak wynagrodzenia za pracę – a wydaje na to, na co wydawać nie musi i na co wydawać nie powinno, a nie wydaje na to, na co może i powinno.

„Niech więc – jak Kościół naucza – kierownicy państw będą przekonani, że im doskonałej hierarchiczny porządek z zachowaniem pomocniczej interwencji państwa panuje wśród rozlicznych zrzeszeń, tym wybitniejszy będzie i autorytet społeczny i społeczna działalność, tym lepszy i szczęśliwszy byt państwa”.

No ale to trzeba Ojców Kościoła czytać, a nie ojca Rydzyka słuchać.

Amen.