Jak zepsuć ideę
Tomasz Wróblewski 30.05.2016

Czasem wielka idea może odmienić losy narodów, ale wielka idea głupio użyta zawsze kończy się klęską. Warto o tym pamiętać w chwili, kiedy wydaje nam się, że nasze racje mogą wyrastać ponad głowami zwykłych wyborców.

1. Za każdym razem, kiedy wyborcy mają czelność wątpić w wielkość europejskiego projektu, Jean-Claude Juncker i jego komisarze odbierają to jako osobisty afront. Grecy nie zapomną wykładu Junckera o zdradzie i lojalności na dzień przed referendum, w którym mieli przyjąć długą listę wyrzeczeń wywracających ich świat do góry nogami. Kiedy przyszedł czas na debatę o brytyjskim członkostwie w Unii, Juncker ostrzegał: „Będziecie traktowani jak dezerterzy”, a kiedy to nie pomogło, przepowiadał Brytyjczykom, że staną się „trzecim światem, jak narody, które kiedyś podbijali”.

Hasła o marginalizacji Polski, blokowaniu funduszy unijnych dla „niesfornego” rządu albo braku „katolickiego miłosierdzia” w polskim narodzie, który nie chce uchodźców, doskonale wpisują się w metody wcześniej testowane na Irlandczykach czy na Szkotach. Głębokie przekonanie o wielkości idei i nieuchronności wiecznie zacieśniającego się unijnego gorsetu zwalnia euroelity z choćby próby zrozumienia, skąd bierze się ta eurosceptyczna fala.

2. Opozycja w Polsce kpi z PiS-owskiego programu naprawy państwa, z reform, które Węgrzy rzekomo porzucają, co ma świadczyć o wyższości socjalliberalnej wizji świata. Pomińmy fakt, że odchodzenie od np. podatku bankowego zaczęło się po tym, jak banki zaczęły płacić regularne podatki, co było celem samym w sobie. Pomińmy też i to, że na przekór ekspertom węgierska gospodarka zamiast leżeć w gruzach, rośnie. Ciekawsze od porównywania programów wydaje się podobieństwo między węgierską opozycją a naszym KOD.

Mało kto już pamięta, że węgierska opozycja swego czasu wyprowadzała na ulice setki tysięcy ludzi, co w tak małym państwie było lepszym wynikiem niż manifestacje KOD. Hasła jako żywo przypominały te z naszych ulic, oskarżenia o zniewolenie mediów, niszczenie konstytucji, straszenie faszyzmem i nade wszystko błaganie o pomoc Unii. Podobnie jak to robi dziś KOD, węgierski ruch Milla nie zbudował żadnego pozytywnego programu, żadnej alternatywy. Cała energia szła w gwizdek i tak zostało do dziś.

3. Kiedy PiS doszedł do władzy, wielu wartościowych ludzi odżyło po latach marginalizacji. Odsuwani od stanowisk, często pozbawieni równych szans w konkurencji z przedsiębiorcami i firmami będącymi pupilkami władzy, powracali do gry. W biznesie, spółkach Skarbu Państwa, w mediach. Wielu do dziś nosi w sobie sporo goryczy po upokorzeniach,szyderstwach, odrzuceniu. Platforma Obywatelska w swojej socjotechnice i upolitycznianiu każdej gałęzi życia doszła do perfekcji. Czego nie zauważyła, to tego drugiego wymiaru państwa, który powstał obok jej oficjalnych struktur, w cieniu zielonej wyspy. Zepchnięci do mediów społecznościowych, debat w opustoszałych kawiarniach i salach katechetycznych niespodziewanie stali się siłą mogącą rządzić. I rządzą. Ku oburzeniu dawnych elit wymiatanych z urzędów, mediów, agencji, tracących dofinansowanie. Ale są wśród nich i ci, którzy tracą pracę za sam fakt, że w nieodpowiednim czasie znaleźli się w nieodpowiednim miejscu. Eksperci, ludzie z wieloletnim doświadczeniem, którzy chcąc nie chcąc, wypychani są teraz na margines, jak niegdyś wypychani byli ludzie o konserwatywnych poglądach. PiS ma swoją wizję państwa, którą musi forsować wbrew twardej lewicy i dawnemu establishmentowi. Na koniec wygrana zależeć będzie od tego, ilu ludzi zdoła przeciągnąć na swoją stronę, a nie ilu przy okazji zgubi.

***
Tekst ukazał się we WPROST

Fot. Kancelaria Premiera