Już niedługo w Polsce pierwszej prędkości
Dariusz Matuszak 01.02.2019

Wysłuchałem świetnych felietonów Tomka Wróblewskiego na podcaście WEI. Spóźniłem się ze swoją pisaniną, ale sprawa jest na tyle ważna, że wtrącę swe trzy grosze, choćby i podrabiane.

 

Gonimy Zachód, więc nie ma takiej głupoty i tandety intelektualnej, której byśmy stamtąd nie importowali. Od lat mamy swój ludowy, swojski antysemityzm, który mimo paskudności jest w naszym wykonaniu w gruncie rzeczy niegroźny, zwłaszcza jeśli porównać ze standardami tak wytęsknionego Zachodu. Teraz, jak się okazuje, cierpimy jeszcze na przypadłości, których jeszcze kilka lat temu istnienia nawet nie podejrzewaliśmy.

I tak dotknęły nas: transfobia, romofobia, homofobia, islamofobia, ageizm, a nawet ableizm. Gratulacje dla wszystkich, którzy wiedzą co znaczy ten ostatni termin. W największym skrócie, chodzi o przekonanie, że inwalidzi są gorsi, ale też uznawanie, że niepełnosprawność należy w jakiś sposób leczyć, korygować, czy specjalnie traktować (nie podejmuję się rozstrzygnąć, czy budujący podjazdy dla wózków inwalidzkich są ableistami).

Kolejną zabawką z Zachodu, jaka staje się ostatnio niezwykle modna jest oczywiście mowa nienawiści, czy też walka z nią. Wszystko wskazuje na to, że tak jak postępująco postępowe kraje zaprowadzimy sobie cenzurę. Nie taką spontaniczną jak w mediach i jaśnie oświeconym towarzystwie, ale zinstytucjonalizowaną z siedzibą w Warszawie na Mysiej, gdzie niegdyś mieścił się Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, który za PRL decydował o czym wolno mówić, pisać i co pokazywać.

Oczywiście taka cenzura będzie prawdziwie europejska, a nie jakaś tam przaśna PRL-owska zza Żelaznej Kurtyny. Jak więc będzie to wyglądać? Można już przewidywać, bowiem mamy już wzorce z niedoścignionego, umiłowanego Zachodu.

Rocznie będziemy mieli kilka tysięcy spraw i dochodzeń związanych z mową nienawiści. W samej Wielkiej Brytanii jest ich co roku ponad 3500, czyli 10 dziennie. Jedne będą groteskowe, jak śledztwo w sprawie nienawistnie szczekającego psa, inne tragiczne jak choćby sprawa nieszczęśnika skazanego na więzienie, za obrzucenie meczetu boczkiem. Ów nieszczęśnik z więzienia już nie wyszedł. Został w nim zamordowany.

Policja i prokuratura zamiast łapać prawdziwych przestępców zajmować się będzie właśnie sprawami z mowy nienawiści. Burmistrz Londynu Sadiq Khan, za którego kadencji doszło do bezprecedensowego wzrostu najbardziej brutalnej przestępczości, właśnie skierował dodatkowych 900 stołecznych, podlegających mu funkcjonariuszy do zajmowania się takimi sprawami.

Przestępcami okaże się spora liczba emerytów, którzy jak na Zachodzie mając w pamięci jeszcze wolność słowa zapomną w jakich czasach żyją i będą jej używać. Za co będą ścigani? Za zdanie na temat różnic pomiędzy płciami i twierdzeniu, że są dwie, za opinie o imigracji, małżeństwach homoseksualnych i ich prawie do adopcji, kpin z LGBTRTVAGD, sprzeciw wobec aborcji, czy np. ostentacyjne manifestowania przywiązania do chrześcijaństwa. Katalog poglądów, słów, opinii kwalifikowanych jako nienawistne, więc przestępcze będzie rósł w nieskończoność.

Policja i prokuratura oczywiście będą się musiały skądś dowiadywać się o używaniu mowy nienawiści, więc w internecie zaroi się od patroli strażników poprawności mowy. Będą nimi samozwańczy arbitrzy od tego co wolno a co nie, jak choćby Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, czy tam tego i owego, założony przez licencjonowanego oszusta Rafała G. („Licencjonowanego”, bo sąd prawomocnym wyrokiem skazującym dał mu papiery, że jest oszustem).

Takie ośrodki monitorowania tego i owego oczywiście rozmnożą się, bo tam gdzie jest paragraf musi być i przestępstwo. Utrzymywane będą z naszych podatków. Dotacje dadzą gorliwi prezydenci miast, jacyś ministrowie od kultury, edukacji, sprawiedliwości. Skapnie tez coś z 2 miliardów euro, które Unia właśnie postanowiła przeznaczyć na promowanie tolerancji i postępu.

Jeśli będzie zbyt mało dochodzeń w sprawie owej mowy nienawiści, to przeprowadzona zostanie kampania propagandowa. Jej pierwszy wątek będzie dotyczył tego, że policja i wymiar sprawiedliwości lekceważy te problemy. Żadne tłumaczenia, że jest wiele innych znacznie poważniejszych spraw, które trzeba rozwiązać nie pomoże. Drugim wątkiem kampanii propagandowej będzie uświadamianie, że policjanci i prokuratorzy są zbyt głupi, by mowę nienawiści i naganne postawy rozpoznawać. Np. nie będą wiedzieć co to jest romofobia, albo ableizm. Dlatego też za nasze pieniądze do komend i prokuratur ruszą plutony edukatorów, którzy będą głupim policjantom i prokuratorom wyjaśniać czym jest mowa nienawiści i dlaczego trzeba porzucić inne sprawy i zająć się właśnie nią.

Tutaj klasyką gatunku, na którym można się wzorować, jest raport unijnej Agency For Fundamental Rights, z którego jednoznacznie wynika, że Polska spośród wszystkich krajów Wspólnoty ma najmniejszy problem z przemocą wobec kobiet. Raport Agencji Praw Podstawowych UE został opracowany w oparciu o rozmowy z 42 000 kobietami 28 państw członkowskich UE. W każdym przeprowadzono ich średnio 1500. Respondentki zostały wybrane losowo.

Raport stoi w jawnej sprzeczności z jakże mile widzianą opowieści, iż ciemni, nieobyci i nieeuropejscy Polacy mają szczególną skłonność wyżywania się na Polkach. Dlatego też publikacji raportu towarzyszyła kampania w postępująco postępowych mediach i organizacjach. Jej wnioski jak dla mnie były jednoznaczne: Polki są nie tylko bite, ale też głupie, tchórzliwe i kłamią. Propagandziści tłumaczyli bowiem, że Polki nie uświadamiają sobie, że są ofiarami przemocy – czyli są głupie, bądź też ze strachu przed mężami/partnerami nie poświadczyły prawdy w anonimowych ankietach, czyli nakłamały z tchórzostwa.

Na marginesie. Raport potwierdził słuszność myśli towarzysza Stalina, że wraz z rozwojem komunizmu walka klasowa zaostrza się. Okazało się, że najwięcej problemów z przemocą wobec kobiet jest w tych krajach, gdzie walka z nią jest najbardziej zaawansowana.

Edukatorzy politpoprawności będą rekrutowali się z różnych fundacji i ośrodków monitorowania tego i owego. Świadomość funkcjonariuszy wzrośnie, więc wzrośnie też wykrywalność przestępstw. Oczywiście jak już przewidział towarzysz Stalin wraz z nasilaniem się walki z mową nienawiści będzie rosła liczba przestępstw z nią związanych. Kolejne kategorie czynów, czy wypowiedzi będą uznawane za nienawistne. We Francji np. można iść na 2 lata do więzienia za zniechęcanie do przeprowadzenia aborcji. Plakat, wypowiedź wskazująca na zagrożenia zdrowotne, czy stwierdzenie, że aborcja jest zabijaniem nienarodzonych podlegają cenzurze i sankcji karnej.

W mediach będzie trwała nieustanna walka wrogich obozów, które będą tropiły mowę nienawiści u przeciwników politycznych, składały donosy i broniły swoich partyjnych towarzyszy. Klasyczny przykład to scena z przedstawienia „Klątwa” w czasie której robiona jest zrzuta na wynajęcie zabójcy, mającego „odwalić” Kaczyńskiego. Dla plemienia Szoszonów jest to ekspresja artystyczna, fikcja teatralna, dla Arapaho zaś „hate crime”. I na odwrót. Szoszoni wściekną się na widok zwisających z szubienic w czasie manifestacji portretów drogich wodzów. Uczeni w prawie, eksperci, publicyści i politrucy zaś będą nieustająco analizować, czy mówienie o cuchnięciu naftaliną jest nienawistne, czy nie.

Zapatrzymy się też na Niemcy, gdzie z inicjatywy socjaldemokratycznego ministra sprawiedliwości wprowadzono kary dla mediów za „fake news” i mowę nienawiści. Media mają obowiązek w ciągu 24 godzin prostować owe fałszywe wiadomości i usuwać komentarze internautów zawierające mowę nienawiści. Inaczej mogą być ukarane grzywną w wysokości nawet 50 milionów euro. Jesteśmy biedniejsi, więc pewnie dycha u nas starczy.

Jak się będą zachowywać w internecie media zagrożone takimi karami nietrudno zgadnąć. O samorzutnej cenzurze stosowanej już przez Facebook, Twitter, Google czy Amazon wiedzą już wszyscy.

Wraz z usankcjonowaniem cenzury wzrośnie wrażliwość społeczna na ową nienawiść. Wiele spraw jeszcze nie będzie kwalifikowało się do prokuratury, ale przecież zawsze można napisać donos obywatelski do jakichś tam władz, organizacji, pracodawcy, czy mediów i rozpętać aferę.

Przykładów na to jak działa mechanizm są już tysiące. Profesor Hesslung, neurofizjolog ze Szwecji stracił pracę na Uniwersytecie Lund, bo na wykładach mówił o naturalnych różnicach pomiędzy mężczyznami, a kobietami. Komik Kevin Hart miał prowadzić galę Oscarów w 2019 roku, ale nie poprowadzi. Odkryto, że przed laty w mediach społecznościowych żartował z homoseksualistów. W Wielkiej Brytanii nie odbyły się polskie targi książki, bo uznano, że ich organizatorami są prawicowi siewcy nienawiści znad Wisły. Po donosach lewicowych organizacji odmówiono wynajęcia sali. Brendan Eich, szef Mozilli został zmuszony do rezygnacji po nagonce, która rozpętała się po tym jak odkryto, że niegdyś wspierał finansowo organizacje sprzeciwiające się uznawaniu małżeństw homoseksualnych. Ostatniego laureata Nagrody Nobla z fizyki Gérarda Mourou niemal zaszczuto za nagranie sprzed 8 lat promujące prace nad laserem ELI. Francuski fizyk tańczył w otoczeniu seksownie ubranych współpracownic.

Pobocznym rezultatem takiego spontanicznego, społecznego uwrażliwienia na nienawiść jest też zanik debaty publicznej i to nawet w miejscach, które z natury są przeznaczone do tego ją toczyć. Blisko 60% amerykańskich studentów boi się ujawniać swe poglądy polityczne, czy nawet o nich rozmawiać. Tacy pisarze i mówcy jak oskarżany m.in. o antysemityzm ortodoksyjny Żyd Ben Shapiro nie mogą się pojawiać na amerykańskich uczelniach bez ochroniarzy. Kwestionujących polityczną poprawność czekają ataki, także na rodziny, ostracyzm, pozbawienie grantów i pracy.

Tomek Wróblewski w felietonie o mowie nienawiści mówił m.in o badaniach dotyczących tego, czy rzeczywiście mowa nienawiści przekłada się na wzrost liczby brutalnych, agresywnych zachowań. Okazuje się, że może być dokładnie odwrotnie. To możliwość „wyżycia się” w internecie, ulania żółci, rozładowania frustracji i gniewu sprawić może, że publicznie jesteśmy spokojniejsi. Zwykły rozsądek podpowiada, że nie rozładowywana agresja narasta, więc może lepiej dać jej upust w choćby głupich, obraźliwych i nienawistnych komentarzach w sieci, niż czekać aż wybuchnie na wolnym powietrzu.

Przy okazji warto zauważyć, że niemal całkowicie pomija się kwestie gier komputerowych, czy filmów, które epatują przemocą. Oglądanie czy granie jakoś niby nie przekłada się na agresywne zachowania, a przynajmniej nie na tyle, by ktoś chciał filmy, widowiska i gry cenzurować. Za tym stoją bowiem ogromne pieniądze producentów. Gra w krwawą nawalankę, z litrami wirtualnej krwi zalewającej ekran nie sprawia, że ktoś wychodzi na ulicę z morderczymi zamiarami. Co innego jednak oglądanie Wiadomości TVP, albo czytanie wpisów na portalach. Za producentami stoją wielkie pieniądze, za zwykłymi internautami nie ma zaś żadnych. Sojusznikami w dziele zaprowadzania cenzury, będą oficjalne media, czy to w sieci, czy tradycyjne. Cenzura oznaczać będzie bowiem likwidację konkurencji.

Krok po kroku rezygnujemy z jednej z największych zdobyczy wolnego świata, czyli wolności słowa. W Polsce ma to zgoła wymiar tragiczny, bo ledwie 30 lat temu znieśliśmy cenzurę. Uznaliśmy, że swoboda wypowiedzi jest wartością tak cenną, że nie wolno jej administracyjnie ograniczać, choćby komuś miałoby być niemiło. Że prawo daje instrumenty, by ścigać podżegających do przestępstw, grożących i oszczerców. Da się bowiem w jasny sposób zdefiniować każde z tych pojęć . Co innego mowa nienawiści, której definiowanie zawsze będzie zależało od obowiązujących trendów politycznych, czy kulturowych, lub odbywać się będzie na potrzeby aktualnych konfliktów.

Prawdopodobnie najbardziej znany w tej w chwili na świecie psycholog, Kanadyjczyk Jordan Peterson, którego kariera wystrzeliła po tym jak sprzeciwił się narzucaniu mu tego jak ma zwracać się do transseksualistów uważa, że najlepszym sposobem na walkę z mową nienawiści jest dopuszczenie jej do debaty. Tak, by każdy mógł ją ocenić. Wtedy bowiem to co nienawistne zostanie zrozumiane i odrzucone. Takie stwierdzenie oznacza też, że wspólnota wbrew temu jak widzą ją elity jest w gruncie rzeczy mądra i rozsądna. (Istotą demokracji jest uznawanie, że tak właśnie jest i dlatego decyzje oddaje się ludowi).

Według Petersona jednym z podstawowych problemów walki z nienawiścią, jest to, kto ową nienawiść definiuje. A to właśnie ci, którzy najmniej się do tego nadają, czyli rządzący. Konsekwencje regulacji będą znacznie gorsze niż problem z którym miały się uporać. Ostateczną będzie zanik rozmowy na jakiekolwiek trudne tematy, bo zawsze ktoś może poczuć się urażony.

Żadnego z tych pojęć jak mowa nienawiści, transfobia, romofobia, homfobia, ageizm, mizoginizm, kultura gwałtu etc. nie ukuliśmy tu, nad Wisłą. Wszystkie one zostały bezmyślnie zaimportowane jako kolejne zdobycze lepszego zachodniego świata. I przyswajamy je mimo, iż możemy obserwować jak fatalny, wręcz dewastujący społeczeństwa, mają one wpływ. Jak ograniczają demokrację, niszczą debatę i wolność słowa. Możemy przekonać się, że nie tylko nie rozwiązały one żadnych konfliktów społecznych, czy grupowych, ale tylko spotęgowały je, lub wywołały nowe, co tak dobrze możemy obserwować na ulicach Francji, Belgii, Wielkiej Brytanii, czy Niemiec.

Stłumienie debaty o imigracji, zakwalifikowanie jej przeciwników jako rasistów, islamofobów, ksenofobów w żaden sposób nie sprawiło, iż społeczeństwa patrzą przychylniej na niekontrolowany napływy przybyszy. Jednym z efektów jest tylko postępujące oderwanie się rządzących elit od społeczeństw. Stłumiono głos sprzeciwu, więc go nie słychać. Skoro go nie słychać, to politycy uznają, że go nie ma. Budzą się dopiero, gdy na ulicach płoną samochody, a każdej demonstracji muszą towarzyszyć funkcjonariusze w bojowym rynsztunku. Nie ma złudzeń, że ostatecznym beneficjentem cenzury są ci, którzy mają władzę, bo wtedy oni decydują o kształcie każdej debaty.

Chyba nikt nie ma wątpliwości, że w Polsce są złodzieje i należy z nimi walczyć. Zafundujemy więc sobie kraty na każdych drzwiach i w każdym oknie w każdym budynku w Polsce?