Już za niecałe dwa tygodnie w Polsce zostanie wprowadzona cenzura
Dariusz Matuszak 23.10.2018

Zakończyły się dwa dni obowiązującej w całej Polsce cenzury. Sformalizowanej, zalegalizowanej, pilnowanej przez organy państwa które złapią i ukarzą każdego kto się ośmieli ją złamać. Na dwa dni zakazano informowania o partiach, wyborach, polityce w Polsce etc. Za niecałe dwa tygodnie cenzura wróci, bo w wielu miastach odbędzie się II tura wyborów. Przy okazji zostanie też zawieszona wolność zgromadzeń. Nie znam się na przepisach i nawet nie chce mi się sprawdzać, czy cenzura będzie obowiązywać tylko tam gdzie będą wybory. Dla oceny kretyńskich przepisów o tzw. ciszy wyborczej nie ma to znaczenia. Możliwości są zasadniczo dwie. W Radomiu będzie cenzura dlatego, że w Gdańsku są wybory. Albo też w Radomiu cenzury nie będzie więc z Radomia będzie można sobie agitować za kimś z Gdańska. W dobie internetu żadna trudność.

 

Należy się tylko cieszyć, że tak rzadko w Polsce idziemy do urn. Wyobraźmy sobie co działoby się gdybyśmy mieli jak w USA wybierać jeszcze sędziów, prokuratorów, kuratorów, szeryfów etc.

Przepisy o ciszy wyborczej są głupie i nie do egzekwowania. Uczą pogardy wobec prawa. Dla wszystkich jest jasne, że w dobie internetu, telefonii komórkowej są całkowicie anachroniczne. Wiadomo też, że w piątek o godz. 0.00 z miast nie znikną plakaty. Obklejone tramwaje i autobusy wyjadą na miasto. W niedzielę wyborczą znów po sieci będą krążyć jakieś infantylne wpisy iż na rynku ryż po 40, a pomidory po 30 czy coś tam jeszcze. W Warszawie zabawa zakończona, więc przynajmniej nikt nie będzie wklejał kretyńskich tekstów w stylu „W warszawskim ZOO są wspaniałe Jaki”, albo „Idę trzaskać drzwiami”.

Tyle na temat bezsensowności tych przepisów. Za uchwaleniem ich stoi jednak nie tylko zwykła głupota ustawodawców, ale coś znacznie gorszego – pycha i arogancja. Cenzura bowiem zwana ciszą wyborczą wprowadzona została jakoby z troski o obywatela. O to, by zapewnić mu spokój, by w ciszy i skupieniu mógł się namyślić, rozważyć za i przeciw i po głębokim zastanowieniu zdecydował kogo wybrać. Oto politycy pochylają się nad głupiutkimi, słabiutkimi, bezradnymi obywatelami jak jakaś ciotka, która dziecku tłumaczy, żeby jadło zupkę kiedy ciepła, położyło się spać, bo już mu się oczka kleją i nie siedziało na kamieniu bo wilka złapie.

Bez polityków obywatel zginąłby przytłoczony wyborczą agitacją i tematami politycznymi. Sam nie potrafiłby przełączyć kanału w telewizji na ten gdzie emitowany jest program kulinarny, albo film przyrodniczy o bekasach w Irlandii. Sam nie potrafiłby odłożyć gazety, która kłułaby w oczy informacjami o kandydatach. Albo nie daj Boże ktoś w czasie spaceru wręczyłby ulotkę. Wtedy już taki durny i słabowaty obywatel na pewno nie byłby w stanie namyślić się i mądrze wybrać. Kto wie, może jeszcze powodowany jakimś nagłym impulsem zmieniłby zdanie. Ktoś musi więc zadbać o stan ducha i umysłu bezradnego obywatela. Zrobi to państwowy cenzor.