Którędy płyną ścieki w Waszyngtonie, czyli jak Brett Kavanaugh kandydował do Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych
Dariusz Matuszak 02.10.2018

Mark Twain zakończył swą humoreskę „Jak kandydowałem na gubernatora” podpisem „Z szacunkiem Mark Twain niegdyś porządny człowiek, dziś ohydny krzywoprzysięzca, złodziej z Montany, profanator zwłok, deliryk, brudny łapownik, podły szantażysta itp.”.

 

Była to zabawna opowiastka o tym jak postanowił ubiegać się o fotel gubernatora stanu Nowy Jork i już następnego dnia został oskarżony o pijaństwo, kradzieże etc. Amerykański pisarz nie przypuszczał pewnie, że ponad sto lat później epitety i kalumnie z fikcyjnej humoreski będą brzmiały niewinnie jak z dziecinnej wyzywanki.

A to za za sprawą mediów i postępująco postępowych Demokratów, dzięki którym dyskusja polityczna w Stanach Zjednoczonych sięgnęła dna. Już nawet nie wiadomo gdzie owego dna szukać i jak je określić: szambo, kloaka, ściek etc., albo słowa, których na potrzeby wypowiedzi pisemnych nawet się nie używa. Szanowni Państwo nie wierzą? No to niech Szanowni Państwo posłuchają. Będzie długie, ale o orgiach, gwałtach zbiorowych, alkoholowych i narkotykowych imprezach, fizjologii i czym tam jeszcze.

Od kilku tygodni Stany Zjednoczone żyją sprawą sędziego Bretta Kavanaugha, którego Donald Trump wskazał jako swego kandydata do Sądu Najwyższego. Wybór nominata to jedna z najważniejszych decyzji jaką podejmuje prezydent Ameryki. 9 nieusuwalnych, pełniących swą funkcję dożywotnio sędziów Sądu Najwyższego decyduje o kształcie amerykańskiego prawodawstwa i orzecznictwa. Ich władza jest porównywalna z tą, którą w kwestiach wewnętrznych ma prezydent Stanów Zjednoczonych. (To Sąd Najwyższy przesądził o zwycięstwie Busha w wyborach prezydenckich w 2000 roku).

Do powołania potrzebne jest jeszcze głosowanie w Senacie, w którym Republikanie mają minimalną większość – 51 do 49. Demokraci liczą na zwycięstwo w listopadowych wyborach i zdobycie większości w Senacie. Wtedy mogliby odrzucić kandydaturę konserwatywnego sędziego, więc za wszelką cenę chcą opóźnić głosowanie.

Pierwsza metoda to oczywiście obstrukcja wszelkimi możliwymi sposobami. Kavanaugh przez kilka dni był przesłuchiwany był w Senacie. Zadano mu więcej pytań niż wszystkim razem wziętym poprzednim kandydatom do Sądu Najwyższego w całej historii USA. Przesłuchaniom towarzyszyły najazdy na Senat wrzeszczących band, które co rusz przerywały procedurę. W sumie aresztowano ponad 200 osób. W czasie jednej z sesji na Kapitolu wystąpiła pani, która krocze i bieliznę miała uwalane krwią, czy czerwoną farbą, co wszystkim zaprezentowała. Pani jest feministką, a Kavanaugh konserwatystą, więc w ten sposób chciała zaprotestować przeciwko niemu, bo pozbawi on kobiety jakichś praw.

Kiedy skończyły się przesłuchania i miano przystąpić do głosowania, 85-letnia demokratyczna senator Dianne Feinstein oznajmiła, iż od dwóch miesięcy posiada list, w którym anonimowa autorka oskarża sędziego o napaść seksualną w 1982 roku (wspominam o wieku senator, bo to ciekawy rys pokazujący stan Partii Demokratycznej. Średnia wieku liderów tej partii w Kongresie jest mniej więcej taka jak Biura Politycznego Komunistycznej Partii Chin za czasów Deng Xiaopinga). List przecieka do prasy i nagle objawia się ofiara chuci sędziego pani psycholog Christine Ford.

Jak twierdzi w 1982 roku, kiedy oboje jeszcze chodzili do liceum, na jakiejś imprezie, nie wiadomo kiedy i gdzie (pani nie pamięta) Kavanaugh wraz z kolegą mieli ją zwabić do sypialni, po czym przyszły sędzia położył się na niej, zaczął dotykać i próbował rozbierać. Kiedy próbowała krzyczeć zasłonił jej usta. Jak zeznała w czasie kolejnej rundy przesłuchań myślała, że ją zabije.

Na szczęście uratował ją kolega Kavanaugha Judge. Tymczasem Judge twierdzi, że jej nie ratował, bo nie było takiej sytuacji. Pani psycholog nikomu o tym nie mówiła przez ponad 30 lat, aż w 2012 zwierzyła się z tego swemu psychoterapeucie. Jak jednak wynika z jego zapisków, napastników miało być czterech, a nie jeden. Pani psycholog stwierdziła, że terapeuta się pomylił. I tak oto sprawa sprzed 36 lat licealnej imprezy, która odbyła się jakoś latem, ale psycholog nie pamięta gdzie i kto na niej był, trafiła na czołówki gazet i do głównych programów. Polowanie z nagonką zaczęło się.

W tym momencie na scenę wkracza niejaki Michael Avenatti, prawnik, idol, gwiazdor i główny autorytet moralny CNN i MSNBC, który w 2020 roku chce wystartować na prezydenta jako kandydat Demokratów. Avenatti stał się sławnym odkąd zaczął reprezentować niejaką Stormy Daniels, która zajmowała się kopulowaniem za pieniądze z czego kręcono pornosy. W 2006 roku miała mieć przygodę sypialną z Trumpem. W 2016 roku już wtedy kandydat na prezydenta Trump miał jej zapłacić 130 tysięcy dolarów, by nie latała po mediach i mieście i nie opowiadała o tym na lewo i prawo.

Kiedy Trump został prezydentem kobieta poczuła pieniądz. Opowieści o łóżkowych ekscesach prezydenta są więcej warte niż marne 130 tysięcy, więc chce zerwać umowę. Avenatti zaś chce udowodnić, że Trump zapłacił z pieniędzy na kampanię, nie wykazał tego w sprawozdaniach, czym złamał prawo. Avenatti z miejsca więc stał się bohaterem Demokratów i mediów. Wywiady, spotkania, wiece, występy w głównych stacjach. Nie mogło go więc zabraknąć przy sprawie o molestowanie sprzed 36 lat.

Kiedy pojawiły się rewelacje pani Ford sędzia Kavanaugh wszystkiemu zaprzeczył, stwierdził, że nigdy nic takiego nie miało miejsca. W wywiadzie dla Fox News dał do zrozumienia, iż nie tylko nie molestował, ale jeszcze przez długi czas, nawet na studiach był prawiczkiem.

CNN zaprosiło więc do swego głównego programu autorytet w tych sprawach – Avenattiego, który zaczął snuć na antenie rozważania na temat dziewictwa sędziego i tego co to znaczy być prawiczkiem. Skoro sędzia nie odbywał stosunków seksualnych, to czy w takim razie uprawiał seks oralny i w którą stronę, inaczej mówiąc czy on komuś, czy ktoś jemu. I Ameryka ma prawo o tym wiedzieć – wywodził Avenatti.

Prawnik zapowiedział, że ma również świadków jakoby Kavanaugh miał się dopuścić zbiorowego gwałtu. Avenatti znów więc zaczął błyszczeć w mediach. Ma nową wspaniałą klientkę. Poprzednia, po wyeksploatowaniu i gdy okazało się, że już więcej nie da się jej sprzedać, dorabia teraz w najpodlejszych barach ze striptisem. Rozbiera się w nich, a faceci rzucają w nią różnymi przedmiotami i jedzeniem.

Na scenę więc wkracza kolejna ofiara zboczonego licealisty Kavanaugha – niejaka Julie Swetnick. Ta twierdzi, że w 1982 roku kiedy już sama studiowała, chodziła na imprezy organizowane przez licealistów, w tym przyszłego kandydata do Sądu Najwyższego. Na imprezach zbiorowo gwałcono odurzone dziewczyny. Jak opowiada Swetnick, nazywało się to pociąg. Chłopaki ustawiali się w kolejce, by wykorzystać nieprzytomne dziewczę. Takich imprez z gwałtami miało być 7, albo 10 – Swetnick dokładnie nie pamięta, ale na wszystkich była. I niestety, albo stety na owej 10-ej imprezie sama też została zgwałcona m.in. przez Kavanaugha. Można powiedzieć, że wreszcie doczekała się swojej kolejki.

Wkrótce okazuje się, że Swetnick przegrała proces ze swym pracodawcą, którego oszukała co do swego wykształcenia i doświadczenia w pracy. W kolejnej sprawie z kolegą z pracy, którego fałszywie oskarżała o molestowanie. Że jest oszustką, która pobierała zasiłek dla bezrobotnych równolegle z ubezpieczeniem w czasie gdy była na zwolnieniu lekarski, że jej były partner uzyskał od sądu zakaz zbliżania się przez nią do niego i jego rodziny, bo „wariatka” nachodziła go i groziła mu i jego bliskim.

Czy to dość by całkowicie podważyć wiarygodność takiego świadka? Ależ skąd. Media i Demokraci mają nową bohaterkę – Swetnick i jej prawnika Avenattiego. Kobietom należy wierzyć, a wśród białych mężczyzn w Ameryce panuje „kultura gwałtu”, z którą wreszcie trzeba skończyć – dowodzą Demokraci i tabuny ekspertów i autorytetów moralnych zaludniających media. Senator z Hawajów Mazie Hirono publicznie oświadcza, że „biali mężczyźni „powinni się zamknąć i nie zbierać głosu w tej sprawie, a autorytet feministek, niejaka profesor Christine Fair z Uniwersytetu Georgetown pisze, iż biali mężczyźni republikanie „powinni wymrzeć nędzną śmiercią”. Po śmierci zaś należy ich „wszystkich wykastrować i to co się obcięło rzucić świniom na pożarcie”. Dziennikarz USA Today sugeruje, że skoro Kavanaugh od 30 lat trenuje amatorskie, dziewczęce zespoły koszykówki to jest pedofilem.

W Senacie zaś dochodzi do kolejnego przesłuchania – tym razem pani psycholog Ford i sędziego – na okoliczność zdarzeń sprzed 36 lat. Demokraci są świetnie przygotowani i odpytują sędziego, czy pił, ile pił, czy miał luki w pamięci, czy jak pił to tracił przytomność, wymiotował etc. Senator Sheldon Whitehouse ma nawet jakieś zapiski wspomnieniowe z licealnych roczników, w których pojawiły się wpisy, że Kavanaugh z kolegami mieli dla zabawy puszczać bąki. No więc dawaj przesłuchiwać sędziego na temat tego czy w liceum popierdywał. Wszystko to jest transmitowane i szczegółowo relacjonowane. Demokraci dochodzą do wniosku, że sędzia jest alkoholikiem, degeneratem i zboczeńcem, więc stanowczo sprzeciwiają się jego powołaniu i domagają się śledztwa FBI.

Kim zaś jest Kavanaugh. To taki harcerz – typ konserwatysty najbardziej znienawidzony przez jasno oświeconych i postępująco postępowych Demokratów. Najlepszy uczeń w liceum, najlepszy w collegeu, najlepszy student prawa na Uniwersytecie Yale. Jedna żona, dwoje dzieci, co niedziela do kościoła, a po pracy rozdawanie jedzenia ubogim w swojej parafii. Do tego za darmo trenujący młode koszykarki. I tak od ponad 30 lat. W Senacie pojawiają się delegacje kobiet z którymi uczył się, studiował, pracował. Wszystkie wystawiają mu jak najlepsze świadectwo. Przyjaciele z dawnych lat piszą listy. Setki osób poświadcza jego nieposzlakowaną opinię. Wcześniej jego przeszłość aż 6 razy sprawdzało FBI, gdy ubiegał się o różne stanowiska w tym w administracji Busha. Nikt nigdy nic nie znalazł, nikt nie powiedział o nim złego słowa aż do czasu kiedy wskazał go Trump. Kavanaugh, jego żona, dzieci, przyjaciele wszyscy przeciągnięci są przez szambo rozlewane przez media i Demokratów.