Lewicowi konkurenci ONR-u
Kamil Rybikowski 03.08.2018

Obóz Narodowo-Radykalny to organizacja łatwa do atakowania, a trudna do obrony. Dlatego też panuje przyzwolenie, aby przeciwko niej stosować różne środki prawne i pozaprawne, nie zawsze racjonalne i uzasadnione. W praktyce wywołują one skutek odwrotny od założonego i mogą stanowić niebezpieczny precedens, groźny dla swobód obywatelskich.

 

Warszawski ratusz podjął decyzję o delegalizacji Marszu Powstania Warszawskiego, organizowanego przez środowiska narodowe. Pretekstem do tego miałaby być koszulka z przekreślonym sierpem i młotem. Albo więc urzędnicy magistratu nie rozumieją, że w powszechnej świadomości przekreślenie czegoś oznacza dezaprobatę, albo, czego także nie można wykluczyć, twierdzą że bycie antykomunistą to oznaka bycia faszystą. Biorąc pod uwagę, że osoby określające się jako antyfaszyści są przeważnie komunistami, logika ta wcale nie musi być pozbawiona całkowicie sensu. W drugą jednak stronę ta analogia nie działa, wbrew twierdzeniom niektórych lewicowych działaczy, którzy sformułowania „faszysta” używają jako epitetu na ideowych oponentów.

Mówiąc całkiem serio: działanie ratusza wyglądało na próbę znalezienia pretekstu, by móc zablokować marsz ONR-u. Musiał on pierwotnie zostać przez miasto zarejestrowany bo ONR jako legalna organizacja ma prawo do organizowania takowych wydarzeń. Podobnie jak może wynajmować odpłatnie sale na spotkania, zamawiać mszę w Kościele, prowadzić agitację w internecie i wiele innych rzeczy. Od jakiegoś czasu jednak ośrodki lewicujące (zarówno organizacje, jak i media) próbują w każdym przypadku piętnować wszelkie aktywności tej organizacji. Ironią losu jest to, że największym beneficjentem tejże kampanii jest sam Obóz Narodowo-Radykalny, gdyż dostaje dzięki temu darmową reklamę, a atak ze strony tych środowisk brzmi w ustach jej zwolenników jako pochwała. Dzięki temu ONR, jeszcze nie tak dawno marginalna organizacja, zwiera szeregi i przez wszechobecny ostracyzm się radykalizuje. Jeśli więc kiedyś faktycznie w Polsce będziemy mieć do czynienia z jakąś brunatną falą, to będzie to zasługa przede wszystkim autorów tych histerycznych reakcji.

Główny zarzut do ONR-u to rzekome propagowanie przez nich rasizmu, szowinizmu a nawet nazizmu. Wznoszenie apeli o delegalizację jakiekolwiek organizacji w państwie, w którym w Konstytucji mamy zagwarantowane prawo do swobody zrzeszania się, musi być poparte szeregiem argumentów udowadniających, że organizacja ta faktycznie narusza szeregiem swoich działań porządek prawny. Zwolennicy delegalizacji ONR-u zasadniczo poza utartymi kalkami o faszystach nigdy takowych argumentów na podparcie swoich żądań nie przedstawiają, poza pokazywaniem starych fotek ze skinowskich imprez. W oficjalnych dokumentach ONR-u totalitaryzm i rasizm nie dość, że nie są propagowane, to nawet są potępiane.

Oczywiście nie oznacza to dojścia do konkluzji, że ONR jest niewinną, chwalebną organizacją, zwalczaną przez niegodziwe siły. Wiele postulatów głoszonych przez nią jest wysoce szkodliwych i niebezpiecznych.  W ich wizji  państwo ma pełnić funkcję opiekuńczą, walczyć z rzekomym wyzyskiem stosowanym przez przedsiębiorców, wiele obszarów gospodarki ma być znacjonalizowanych a edukacja scentralizowana, z jednym dominującym programem nauczania. Problem polega na tym, że większość lewicowych krytyków ONR-u pod tymi hasłami ochoczo by się podpisała. Pod paroma innymi, jak zakaz aborcji czy sprzeciw wobec regulowania związków jednopłciowych już zapewne nie, ale i tak punktów zbieżnych grup stojących podobno po dwóch stronach ideowej barykady jest nad wyraz dużo, przede wszystkim na polu gospodarczym.

I jakby to nie było zadziwiające, istnieje spora część społeczeństwa, podatna na populistyczne obietnice rozrosłego państwa, zajmujące się wszystkim, która nie skupia się sprawach światopoglądowo-tożsamościowych. Ci ludzie wybiorą między ONR-em a dajmy na to Partią Razem. W dużej mierze więc przyklejenie łatki „faszyzmu” jest próbą wyeliminowania konkurencji politycznej w walce o rząd dusz nad populistycznymi hasłami, które mają rozbić obowiązujące zasady społeczno-gospodarcze. Rozbić w sposób szkodliwy, więc nie należy tych ruchów lekceważyć. Nieroztropnością byłoby jednak skupienie się jedynie na jednej z dwóch szkodliwych grup, gdy to ta lewicowa, choć równie groźna, ma dziś zdecydowanie lepszy wizerunek, więcej środków i przychylność mainstreamu.