Moskwa tnie wydatki na zbrojenia, bo gdzie indziej trzeba podsypać nieco gotówki
Marek Budzisz 04.05.2018

Pewnym zaskoczeniem są ostatnie dane opublikowane przez renomowany szwedzki Instytut Badań nad Problemami Pokoju (SIPRI), badający światowe wydatki na zbrojenia. Jak co roku opublikował on raport, z którego wynika m.in. i to, że Rosja w 2017 roku zmniejszyła swój budżet wojskowy o 20% wydając na armię 66,3 mld dolarów. I stało się to w czasie, kiedy państwa NATO, zwłaszcza znajdujące się w naszej części kontynentu, powiększyły o 12% swe wydatki na obronność. Gdyby liczyć cały Sojusz jak jedno państwo, to wydał on na cele militarne 900 mld dolarów. Informacje te potwierdził w gruncie rzeczy rzecznik Kremla Pieskow mówiąc, że program modernizacji uzbrojenia rosyjskiej armii jest już praktycznie na ukończeniu i w związku z tym nie ma potrzeby wydawać tyle, co w ubiegłych latach.

Tego samego dnia odbyło się w Moskwie posiedzenie kolegium Ministerstwa Obrony w trakcie, którego minister Szojgu poinformował, że na zakup broni w tym roku Rosja rosyjska armia planuje wydać dokładnie tyle samo, co w roku ubiegłym. Eksperci policzyli, że z kwot przeznaczonych na uzbrojenie (1,05 bln rubli) ok. 70% pójdzie na zakup broni produkowanej seryjnie, 11% na naprawy bieżące, a reszta (18%) na badania nad nowymi cudownymi typami uzbrojenia, o których tak lubi mówić rosyjski prezydent. Pewną informacją na temat powodów zastanawiającej stagnacji w tym względzie są słowa ministra o konieczności przeprowadzenia indeksacji wynagrodzeń rosyjskich żołnierzy, wojskowych emerytów i pracowników cywilnych, bo nie były one podnoszone od 2012 roku.

Ale jest też druga strona medalu. Rosja ma dziś tyle palących potrzeb, że nawet większe dochody ze sprzedaży ropy naftowej i gazu przestają wystarczać. Kilka przykładów z brzegu. Rosyjski Bank Centralny kolejny już rok z rzędu realizuje politykę ratowania chwiejących się banków prywatnych. W tym celu powołano specjalny fundusz restrukturyzacyjny, który uzupełnia kapitały i pokrywa straty znacjonalizowanych w ramach programów naprawczych i uzdrawianych pięciu banków. Tylko w ubiegłym roku działalność funduszu pochłonęła 1,59 bln rubli. A końca nie widać, bo jak sygnalizują specjaliści z Agencji Fitch z pierwszej setki rosyjskich instytucji finansowych prawie 50 się chwieje i będzie potrzebowała wsparcia. Z bankami „od zawsze” państwowymi też nie jest o wiele lepiej. Finansujący transakcje handlowe Wnieszekonombank odnotował w ostatnich dwóch latach 750 mld rubli strat i wystąpił o pomoc do rosyjskiego rządu. A w kolejce ustawiają się już oligarchowie dotknięci sankcjami. Tylko jeden z nich, właściciel koncernu Renova Wakselberg, zwrócił się do rządu o pomoc w refinansowaniu zaciągniętych w zachodnich instytucjach kredytów – bagatela 820 mln euro i 350 mld rubli. Skąd na to wszystko brać? Tym bardziej, że jak w ubiegłym tygodniu informował Gazprom, jedna z jego sztandarowych inwestycji – wiodący do Chin gazociąg Siła Syberii – będzie jednak droższy niźli pierwotnie zakładano, o 100 mld rubli (wartość inwestycji „na dziś” to 1,1 bln). A zapowiada się budowę North Stream 3. Jedna z rosyjskich gazet komentując te doniesienia napisała sarkastycznie, że Rosjanie wymyślili nową dyscyplinę – sportowe układanie rur, bo robią to, jej zdaniem, bez oglądania się na rachunek ekonomiczny.