MzdPPFiIUToPIN nTRNERWazwnB, czyli miś, którym otwieramy oczy naszym niedowiarkom
Dariusz Matuszak 22.02.2018

Mamy wreszcie nasz szczery, polski, piastowski, prasłowiański akronim – taki odpowiednik LGBTQ, który w Kanadzie rozwinął się już do LGGBDTTTIQQAAPP. Wiadomo – chodzi o lesbijki, gejów, podwójnie seksualnych, zmiennopłciowych etc. – nawet nie podejmuję się tłumaczyć i zrozumieć co tam dalej w tym skrócie się mieści.

Ale revenons à nos moutons, czyli wracając do naszych baranów – wcale nie chodzi o zwierzęta, czy o swojskie określenie przygłupów, tylko o główny temat – oto premier powołał MzdPPFiIUToPINnTRNERWazwnB.

To taki zgrabny skrót od: Międzyresortowy Zespołu ds. Przeciwdziałania Propagowaniu Faszyzmu i Innych Ustrojów Totalitarnych oraz Przestępstwom Inspirowanym Nienawiścią na Tle Różnic Narodowościowych, Etnicznych, Rasowych, Wyznaniowych albo ze względu na Bezwyznaniowość.

Już na pierwszy rzut oka widać, że nad tym pracował ktoś kto idzie w awangardzie postępującego postępu i wie, że należy budować społeczeństwo otwarte i wykluczać wszelkie wykluczenia. I tak jak w LGBTQ…..RTVAGD muszą mieścić się wszelkie dotychczas wymyślone płcie (jest ich coś około 55), orientacje seksualne i część ludności, która lubi się przebierać, tak zespół ten światłymi ideami postępu inspirowany, obejmuje wszystkie motywacje, jakie akurat urzędnikowi przyszły do głowy , które mogłyby spowodować, że ktoś się podle zachowuje i głosi kretyńskie poglądy.

Baczny obserwator rzeczywistości zauważy jednak, iż Zespół ten nie uwzględnia „Przestępstw Inspirowanych Nienawiścią na Tle Różnic” płciowych, seksualnych, genderowych i jakich tam, czyli krótko mówiąc nie chroni osób LGGBDTTTIQQAAPP…..RTVAGD. Tak więc nazwę Zespołu należałoby rozwinąć o jeszcze ileś tam wyrazów i pozostawić otwartą na wypadek, gdyby odkryto 56 płeć.

Z formy szydzić łatwo, ale ona jest także funkcją znacznie groźniejszej treści. Rząd zaczyna ulegać, jednej z dewastującej Zachód, idei dzielenia społeczeństw na coraz mniejsze grupki, które są jakoby ofiarą jakiejś dyskryminacji i prześladowań z racji właśnie tego, iż są mniejszością.

Jako mniejszość zasługują więc, na szczególna ochronę przed tyranią większości. Dlatego mówi się o prawach kobiet, które akurat są większością, grup etnicznych, pracowników, klientów, konsumentów, homoseksualistów, zmiennopłciowych etc., i przestaje się traktować społeczeństwo jako wspólnotę wszystkich, a staje się ono zlepkiem poszczególnych grup interesów. Lewica, która w ciągu ostatnich lat wygrała wojnę kulturową zdołała wmówić, iż najlepszym sposobem zapewnienia równych praw jest dzielenie i nadawanie przywilejów, bądź praw, kosztem prześladującej większości. Tak naprawdę, to chodzi o zmaterializowanie się zasady: dziel i rządź.

Całe społeczeństwo staje się zakładnikiem poszczególnych mniejszości. Komuś wyda się to zbyt daleko idąca paralela, ale taka filozofia stała u podstaw wprowadzenia zakazu handlu w niedzielę. Oto trzeba chronić jakąś mniejszość – w tym przypadku panie pracujące w sklepach i dlatego kosztem wszystkich niepracujących zakaz się wprowadza.

W przypadku owego Zespołu uznano, że należy uwzględniać kryteria ideologiczne, rasowe, wyznaniowe , narodowościowe, etniczne by walczyć z przestępczością.

Kolejny aspektem tej sprawy jest nieprzemyślana, gorączkowa decyzja o powołaniu takiego ciała, jakkolwiek idiotycznie ono by się nie nazywało. To efekt ostatniej międzynarodowej awantury o ustawę penalizującą „antypolskie” kłamstwa i emisji reportażu o grupce kretynów pląsających w lesie na cześć Hitlera.

Jacyś spece od PR w przypływie gorliwości postanowili podjąć ruchy wyprzedzające i przygotować na oskarżenia o antysemityzm, które bez wątpienia pojawią się przy okazji 50 rocznicy Wydarzeń Marcowych. To ma być sygnał dla świata, że Polska walczy z demonami faszyzmu, rasizmu i czego tam jeszcze. Nie przyszło do głowy, że to oczywiście przyznanie, iż takie demony po Polsce hulają.

Pomińmy biurokratyczny wątek. Wiadomo, że urzędnicy uważają, że aby rozwiązać problem to trzeba powołać komisję, zespół, czy co tam i zrobić zebranie aktywu. Sprawa jest znacznie poważniejsza niż samo powołanie zbędnego ciała. Chodzi nadal o nieprzemyślaną strategię postępowania w sprawie oszczerstw jakie padają pod adresem Polski. Powołanie zespołu oznacza właśnie przyznanie się do winy. Rząd jednocześnie wpisuje się w obraz z którym tak bardzo walczy, że o to jest jakiś ciemny, ksenofobiczny polski lud i rząd, może nawet Unia muszą go pilnować, aby właściwie postępował.

Od początku uważam, że dobrze, iż doszło do wielkiego sporu z Izraelem i społecznościami żydowskimi. Wreszcie wyszło na jaw jak bardzo nieskuteczna była nasza polityka historyczna i jak bardzo próbując przypodobać się światu zapomnieliśmy o własnej pamięci i tożsamości. To, co było ładne z wierzchu, bo przypudrowane konferencjami, zlotami intelektualistów i wymianą wszelkiej światłej myśli, tak naprawdę gniło i pęczniało od środka. Teraz tylko się rozlewa, ale przynajmniej przestaje truć i daje szansę na oczyszczenie. Oczywiście pod warunkiem, że nie będziemy podejmować kolejnych pochopnych działań, których celem jest przypodobanie się światu i chęć pokazywania, że oto zapadliśmy na te same choroby co Zachód. Popatrzcie jacy jesteśmy zachodni – też mamy te same głupie, przez samych siebie wymyślone i wykreowane problemy co Zachód.

W Polsce nie ma problemu faszyzmu, antysemityzmu, prześladowań za wiarę, upodobania seksualne i wszystko to co znajduje się w wielkim menu rożnych organizacji zawodowo zajmujących się walką o jeszcze równiejszą równość i bardziej tolerancyjną tolerancję. 30 lat wmawiania wystarczy. Nie przekonają mnie żadne ckliwe, rozdęte do nie wiadomo jakich rozmiarów historyjki o zwymyślanym w tramwaju Niemcu, pobitym homoseksualiście i chamskim kelnerze co to coś tam coś i klienci byli oburzeni. Jak ktoś uważa, że da się zbudować społeczeństwo, w którym nikt nikogo nie pobije, zelży i obrazi, to jak najszybciej należy go w imię wprowadzanych przez niego zasad o walce z totalitaryzmami aresztować, bo to totalitaryzmu piewca i czempion.

O polskim antysemityzmie, co to go niby wyssaliśmy z mlekiem matki, napisano tysiące tomów. Nie dam już sobie wcisnąć tych bzdur i nie będę traktował wrzasków bandy stadionowych przygłupów w stylu „Łódzki Żydzew”, mazania durnych napisów na ścianach, ani nawet nędznych żartów, czy ględzenia dziadków o cebulowym zapachu jako czegoś co określa nasz zbiorowy stosunek do nacji żydowskiej.

Z danych Europejskiej Agencji Praw Podstawowych wynika, że w 2016 roku doszło w Polsce do 101 incydentów o charakterze antysemickim. Dla porównania: Niemcy 1468 , Wielka Brytania 1308, Austria 477 , Holandia 428, Francja 335, Szwecja 277

O niesłychanej eksplozji polskiego antysemityzmu pisze ostatnio prawicowy Breitbart Jerusalem i wskazuje kilka strasznych przykładów. Otóż jedna pani znalazła na śniegu napis „Żyd”, a dwóch mężczyzn próbowało się wysikać przed synagogą. No to powiadam wam, szczęśliwy to naród, którego obywatele tak manifestują swój antysemityzm. Te incydenty zapewne zostaną uwzględnione w statystykach za 2018 rok. Tymczasem ledwie kilka dni po tym artykule sąd we Frankfurcie skazał na drugie dożywocie Niemca oskarżonego o zabicie matki i córki za to, że były Żydówkami i za próbę zabójstwa kolejnych 10 osób.

Nikt też nie przekona mnie o jakiś prześladowaniu ze względu na „Bezwyznaniowość”, bo mieszkam w kraju, w którym dwóch prezydentów i kliku premierów było zdeklarowanymi ateistami.

Powołanie tego Zespołu to duży błąd, nie tylko dlatego, że fałszuje rzeczywistość, ale też pokazuje, iż zaczynamy używać narzędzi, które nie tylko nie rozwiązują problemów, ale wręcz kreują nowe. To orwellowska formuła w czystej postaci, która tak jak w wielu innych krajach, pozwoli ścigać każdego obywatela za czyny podpadające pod kryterium „nienawiści” nawet jeśli nie są przestępstwem W Wielkiej Brytanii trwa ponad 3 tysiące dochodzeń związanych z używaniem „mowy nienawiści”. Chodzi oczywiście o durne wpisy w mediach społecznościowych.

W Szwecji obywatele obawiają się zgłaszać przestępstwa popełniane przez imigrantów w obawie o posądzenie o islamofobię i rasizm. Po masakrze w kalifornijskim San Bernardino, w której zginęło 14 osób, okazało się że mnóstwo znajomych morderczej pary – Syeda Rizwana i jego żony Tashfeen Malik podejrzewało, że szykują zamach terrorystyczny. Wszyscy się jednak bali powiadamiać władze z obawy o oskarżenie o rasizm i czekającą w związku z tym infamię.

Wejście w świat politpoprawności zawsze się kończy tak samo. Kreowane z pobudek ideologicznych kodeksy i instytucje stają się narzędziem opresji i tłumienia wolności myśli i słowa. Określenia faszysta, rasista stały się pałą do okładania nią każdego kto ma odmienne poglądy. Sam rząd PiS czuję ją na własnej skórze, a postępuje tak, jakby mu było mało tych razów wymierzanych przez Unię oraz większość zachodnich mediów i teraz chciałby nimi obdzielić jeszcze obywateli.

Premierze Morawiecki i Międzyresortowy Zespole ds. PPFiIUToPINnTRNERWazwnB nie idźcie tą drogą.