Naród – czyli największy problem opozycji
Tomasz Wróblewski 28.10.2018

To, czego PO i Nowoczesna nie cierpią w PiSie to cechy większości Polaków. Trudno jest pozyskać względy kogoś kogo się brzydzimy.

 

Wszystkie wybory są fascynujące, a te ostatnie szczególnie. Głównie dlatego, że zabrakło w nich opozycji. Nie mówię o tych partiach, które usiłowały odebrać PiSowi samorządy, ale o klasycznej opozycji, której racją bytu powinna być alternatywna oferta programowa. PiS przejął rządy w 2015 roku dzięki nieudolności i intelektualnej jałowości PO i PSL. W trzy lata później, PO, PSL i Nowoczesna dalej nie mają żadnego przesłania.

Płonne były nadzieje pokładane w unijnych instytucjach, agencjach ratingowych i kryzysie gospodarczym. Mimo najlepszych chęci komisarzy, czarnych proroctw S&P i Balcerowicza, kraj kwitnie i nic nie zapowiada rychłego końca PiS. Jedyne, co opozycja oferuje wyborcom to: „nienawidźmy razem PiSu”. Problem w tym, że to, czego PO i Nowoczesna nie cierpią w PiSie to cechy większości polskich wyborców.

Nie, żeby każdy kto ma dosyć PiSu nienawidził Polaków, ale każdy wyznawca PO/N którego poznałem, bardziej niż polityki PiSu, nienawidzi Polaków dla których ta polityka została stworzona. Podoba im się 500 plus, ale nienawidzą i brzydzą się Polakami, którzy daliby się za te 500 złotych pokroić, nie mówiąc o głosowaniu na obecny rząd. Nienawidzą prymitywizmu, buty, anty-elitarności i ludyzmu Polski, która popiera narodowe przesłania PiSu i jego antyeuropejską retorykę. To nie PiSem się brzydzą, ale jego elektoratem, który kupuje przesłanie PiSu.

Absolwenci erazmusów, wygrzani słońcem Hiszpanii, i światłem odbitym filozofii państwa postnarodowego, nie mogą znieść ostentacyjnego patriotyzmu prawicy. Pochodów na 11 listopada, rac, flag i całej tej pretensjonalnej pompy narodowej, której przecież PiS nie wymyślił, co najwyżej dołączył się do pochodu. Im względy estetyczne i wychowanie Gazety Wyborczej na to nie pozwolą.

Żeby zobrazować ten konflikt nie trzeba nawet sięgać po PiSowską narrację. Nikt tego lepiej nie opisał niż sama Gazeta Wyborcza – tajemniczy czytelnik wczuwający się w duszę redakcji:

Rządźcie sobie spokojnie z proboszczami w Tłuszczu i Małkini, w Szczuczynie i Jaśle, (… ) ODCZEPCIE się od miast – nie próbujcie nam narzucać swojej endecko-moczarowskiej, woniejącej pleśnią i naftaliną narodowo-katolickiej ideologii, nie próbujcie nam odbierać NASZYCH teatrów i kin, naszych gazet i rozgłośni, telewizji, które lubimy! Wara wam od tego! Skupcie się na Podlasiu, Podkarpaciu.

Opozycja nie atakuje PiSu za to, że zmarnował niepowtarzalną szansę, do przeprowadzenia autentycznej reformy sądownictwa. Atakuje plebs za to, że wszedł do sądów. Nie dostrzega powszechnej niechęci Polaków do sędziów, ich żenującego poziomu merytorycznego, pogardy dla zwykłych obywateli. Nie zauważa, że sądy dawno już zatraciły swoją rolę niezależnego arbitra stojącego w obronie słabego obywatela. I tego, że właśnie oni, z całym swoim intelektualnym potencjałem, kontaktami na najlepszych uczelniach świata, mogliby przeprowadzić właściwe reformy. Ale nie, żadnej propozycji naprawy, najmniejszej refleksji, wyłącznie nienawiść i obraza na prymitywny lud.

Tak jak PO, Nowoczesna nie ma własnego programu naprawy sądów, tak też nie ma własnego programu naprawy szkół. Kolejnej zmarnowanej szansy PiSu, czyli reformy edukacji, gdzie cała para i mnóstwo pieniędzy, poszły w bezproduktywne przesunięcia administracyjne zamiast na naprawę systemy edukacji. Rozumiem, że PO nie może się przyznać , że przez 8 lat tylko trwało, ale Nowoczesna? Gdzie jej liberalne pomysły na świat, jej akademickie doświadczenie, jej światowe obycie w wychowaniu dzieci. Zero, żadnego programu, tylko obraza i obrona status quo, a w przypadku uczelni wyższych – obrona profesorów którzy nasze uczelnie zaprowadzili na dno światowych rankingów. System podatkowy – ta sama historia. Opozycja nie wytyka rządowi, że zamiast autentycznej reformy systemu podatkowego zajęła się wyłącznie ściganiem mafii VATowskiej, zatykaniem dziury w podatkach, która swoje istnienie zawdzięcza wyłącznie pokrętności VATowskiego systemu. Opozycja przedrzeźnia Morawieckiego i kpi z jego wyliczanki odzyskanych podatków, ale czy proponuje coś w zamian? Na rynku jest kilka gotowych projektów naprawy systemu podatkowego – wystarczy sięgnąć do dowolnego Think Tanku z WEI włącznie, żeby zacząć dyskusję nad autentyczną naprawą systemu podatkowego, nad podniesieniem kwoty wolnej od podatku dla młodych zaczynających karierę zawodową, nad naprawą ZUS i horrendalnego opodatkowania pracy. Co robi opozycja? Staje w obronie związkowców LOTu i krytykuje zatrudnianie pracowników na firma-firma, czyli chce więcej kosztów pracy, więcej tego wszystkiego, co dobija polskich przedsiębiorców. PO/ Nowoczesna nie rozumie i nudzą ich problemy właściciela sklepu w Tłuszczu, kierowcy ciężarówki w Małkini, wstydzi się przed „swoją Europą” fryzjerki w Szczuczynie, która nie mówi po angielsku. PO nie ma programu naprawy systemu podatkowego dla właściciela małego zakładu wymiany opon w Białej Podlaskiej, bo i po co, skoro mechanik żyje gdzieś na tym Podlasiu.

Opozycja ze swoją pogardą dla Tłuszcza i Małkini nie stanowi dla PiSu konkurencji. Stąd, nawet jeżeli Kaczyński lepiej rozumie mechanika z Podlasia, to w swoim etatystycznym widzeniu polityki, woli uzależnić go od siebie i dać mu pieniądze na wyprawkę szkolną, albo mieszkanie plus, niż przeprowadzić autentyczną, rynkową reformę podatków. Każdy nowy program socjalny zbliża „pogardzanych wyborców” do PiS i każdy kolejny „datek” oddala ich od PO Nowoczesnej, a im bardziej ich oddala, tym bardziej opozycja i jej elity gardzi elektoratem.

Za każdym razem kiedy PO i jego wyznawcy szydzą z terminu „suweren”, zastanawiam się, czy są tak ograniczeni w swojej ocenie reakcji społecznych, czy tak bardzo gardzą społeczeństwem, że nie potrafią nawet powstrzymać śmiechu na myśl o podmiotowości narodu. Co by nie było przyczyną, to konsekwentnie przypominają wyborcom, że dla PiSu są istotni, a opozycja ich lekceważy. Nie dotrzymuje obietnic, nie słucha, nie ma dla nich żadnej oferty. Nawet najbardziej karkołomne, z punktu widzenia państwa obietnice, jak obniżenie wieku emerytalnego, zostały przez PiS dowiezione. PO może uważać to za absurd, ale nie ma ani przekonujących kontr argumentów ani poczucia winy, że ich jedynym wkładem w system emerytalny była przymusowa nacjonalizacja funduszy emerytalnych.

Kaczyński z uporem maniaka przypomina kim jest zwykły Polak. Podkreśla jego przywiązanie do narodowej tradycji, choćby to było tylko przywiązanie do dnia wolnego od pracy 12 listopada. Powtarza ślusarzowi z Jasła i sprzedawcy z Małkini, że im się ten dzień należy, bo to oni są prawdziwymi patriotami. Opozycja nie ma pomysłu jak przekonać wyborców, że nagle wprowadzany dzień wolny nie patriotyzmem, tylko pustym gestem który nie przedsiębiorca, ale wyborca będzie opłakiwał, kiedy na koniec roku nie dostanie zapowiadanej podwyżki. Wszystko, na co stać opozycję to przymiotniki – prymitywny nacjonalizm, gomułkowszyczyzna, ludyczne świętowanie. To nie jest atak na PiS ale na ludzi, którzy cieszą się z wolnego dnia. PO na FB wytyka rządowi podwyżki cen, w tym wyższe ceny energii. Coś, za co PiS odpowiada całą swoją rozciągłością i fatalnie prowadzonymi rozmowami w Brukseli. Czy ktoś widział opozycyjną strategię polityki energetycznej? Program jak ochronić gospodarstwa domowe przed podwyżkami cen energii ? Czy ktoś wytłumaczył wyborcom, że dopłaty do energii elektrycznej dla najbiedniejszych Polaków, nic im nie dadzą, bo z nawiązką zapłacą za to wyższymi cenami w sklepach ? Wszystko to, na co stać opozycję to naśmiewanie się z wyborców – chcieliście to macie.

Eksperci od przepowiadania przyszłości na podstawie teraźniejszości, rozrysowują dziś dziesiątki scenariuszy, wykresów i prognoz na kolejne wybory. Statystyka rządzi się swoimi prawami, ale jeżeli coś w naszej polityce ma się zmienić, to najpierw musi się pojawić opozycja która umie lubić Polaków. I zamiast pławić się w pogardzie – ma dla nich autentyczną ofertę.