Negocjacje zacznij za wysoko…
Sławomir Jastrzębowski 28.06.2018

Wyobraźcie sobie Państwo, że macie do sprzedania samochód. Wiecie, że są potencjalni chętni, ale nie zaczęliście jeszcze rozmów. Na początek podajecie w świat, że pojazd jest według Was wart pięć razy więcej niż w rzeczywistości. Potencjalni kupcy przypuszczają na Was gwałtowny szturm. Piszą o Waszych rodzinach, o Waszej inteligencji, takie straszne rzeczy, że wstyd powtórzyć. Krótko mówiąc dostajecie łomot za tę wygórowaną cenę. Boli. Oj boli. Tracicie chwilowo reputację solidnego sprzedawcy i wtedy bum. Ogłaszacie, że samochód nie jest wcale wart pięć razy więcej, tylko sprzedacie go sporo taniej od ceny podanej pierwotnie. I co? I znajduje się kupiec, dostajecie cenę, o której początkowo nie moglibyście nawet pomarzyć. Tak działa znany handlowcom mechanizm nieracjonalnego podwyższania ceny, żeby ją obniżyć i pokazać kupcom, że to okazja. Sztuczka negocjacyjna.

 

Abstrahując od wszelkich niedoskonałości analogii, od demonów, które zawsze analogiami rządzą, proszę zwrócić uwagę na mechanizm i spróbować odpowiedzieć na pytanie. Czy wyobrażają sobie Państwo sytuację, w której premier Polski i Izraela jednocześnie wygłaszają wspólną deklarację, w której słyszymy między innymi „Zawsze zgadzaliśmy się, że określenie „polskie obozy koncentracyjne, polskie obozy śmierci” jest w sposób znaczący złe i pomniejsza odpowiedzialność Niemców za stworzenie takich obozów”, czy „Oba rządy wyrażają odrzucenie antypolonizmu oraz innych negatywnych stereotypów narodowych”. Otóż jest niezwykle mało prawdopodobne, żeby do takiej korzystnej deklaracji doszło bez fatalnej w swej pierwszej wersji ustawy o IPN straszącej karą więzienia za oczernianie Polski, naszej pamięci i naszych bohaterów. Błyskawicznie przegłosowana korekta ustawy wzbudziła oczywiście (należało się tego spodziewać) silne negatywne emocje szczególnie w dwóch grupach. Pierwsza, to najtwardszy elektorat PiS bardzo uczulony, czy wręcz przeczulony na sprawy polsko-żydowskie. Ta grupa akcentowała naszą rzekomą słabość, niesuwerenność i stroszyła butnie piórka. Do przewidzenia. Druga grupa to opozycja, która z kolei akcentowała zbytnią restrykcyjność pierwotnej wersji ustawy o IPN, a także przywoływała, jak to PiS bronił tej wersji twierdząc, że ani kroku wstecz. To także było do przewidzenia, takie są prawa opozycji. W wyniku zmian w ustawie o IPN mamy więc dwie konsekwencje. Po pierwsze rozhuśtane emocje środowisk nie tylko endeckich i narodowych, które jednak powoli ucichną, bo nie ma nikogo, kto mógłby je skanalizować na przykład tworząc nową partię. Po drugie mamy twardy, niezwykle dla nas korzystny dokument, który poszedł w świat. Ta deklaracja została już zauważona z uznaniem między innymi przez Stany Zjednoczone. Śmiem twierdzić, że otwiera nowy rozdział między Izraelem a nami, nie tylko z ważnego powodu oficjalnego potępiania przez Izrael antypolonizmu, ale przede wszystkim z powodu zadeklarowanych dobrych intencji obu stron między innymi przy badaniach naukowych. Pokazaliśmy, że jesteśmy w stanie błyskawicznie przeprowadzić koronkową dyplomatyczną akcję, jawiąc się, jako parter rozsądny, realizujący własne cele, ale zdolny do kompromisu. Dzięki korekcie ustawy o IPN nie może być już mowy o jakimkolwiek marginalizowaniu Polski, a jak mówi najprawdziwsze z wszystkich prawdziwych przysłów: Ten się śmieje, kto zarabia pieniądze.