Nieszczęścia lubią chodzić parami
Marek Budzisz 24.09.2018

Pod koniec ubiegłego tygodnia napłynęły trzy informacje z rosyjskiego świata finansów i władzy, które być może zwiastują nadciągające kłopoty. Oczywiście, o ile aktualny trend na światowym rynku ropy naftowej się utrzyma, to Rosja może sobie ze wszystkim poradzić. Przypomnijmy, że ostatnio ceny ropy znów zaczęły rosnąć, a po ostatnich atakach terrorystycznych w Iranie, które zdaniem niektórych mogą być zapowiedzią destabilizacji sytuacji w tym kraju, niektórzy analitycy wieszczą, że rychło cena baryłki ropy przekroczy 100 dolarów. Ale jeśli Arabia Saudyjska ulegnie presji Waszyngtonu (na razie wraz z Rosją odmawiają) i zwiększy wydobycie, to ceny nie wzrosną i Moskwa może mieć kłopoty.

 

O co chodzi? Otóż rosyjski minister wice – finansów poinformował w piątek, że do końca roku najprawdopodobniej jego kraj nie będzie zabiegał o nowe środki na światowych rynkach finansowych. Oznacza to, że plany pozyskania nie mniej niźli 4 mld dolarów do końca roku odłożono na lepsze czasy. Ale specjaliści pytają skąd Moskwa weźmie pieniądze na sfinansowanie ambitnych projektów w zakresie rozbudowy infrastruktury? W tym roku rosyjski rząd chciał uplasować dwie emisje obligacji – pierwszą w kwietniu (3 mld dolarów) i drugą, o wartości 4 mld dolarów, pod koniec roku. Ale w związku z amerykańskimi sankcjami, nawet z tej pierwszej, sprzedanej puli, do kas rządowych wpłynęło jedynie 800 mln, bo resztę trzeba było przeznaczyć na spłatę wcześniejszych zobowiązań.

Ale w sobotę okazało się, że w trakcie niedawnego spotkania kanclerz Merkel i prezydenta Putina, ten ostatni złożył deklarację, że jeśli Waszyngton wprowadzi sankcje obliczone na zablokowanie Nord Stream 2, to rosyjski rząd sfinansuje budowę rury z własnych środków. Z finansowego punktu widzenia oznacza, że podpisane wiosną ubiegłego roku porozumienie z zachodnimi inwestorami przewidujące, że pożyczą oni Rosjanom 50 % na potrzeby sfinansowania wartej 9,5 mld euro inwestycji, może nie dojść, albo nie w całości dojść do skutku (bo Francuzi już podobno wpłacili). Cóż oznacza deklaracja Putina, potwierdzona zresztą przez jego rzecznika Pieskowa? Z pewnością nie to, że to Gazprom, który nie jest objęty sankcjami, wyemituje papiery dłużne na międzynarodowych rynkach. Z tego prostego powodu, że niedawno przegrał przed arbitrażem w Sztokholmie spór o 2,6 mld dolarów z ukraińską firmą. I z tego powodu musiał odwołać zaplanowaną na czerwiec emisję obligacji w Londynie, bo bał się, że środki zostaną aresztowane. Poradzono sobie w ten sposób, że wypuszczono obligacje o wartości 800 ml dolarów w rublach na rodzimym rynku, które w 80% objęte zostały przez kontrolowane przez państwo fundusze emerytalne.

Ale rynek jest zbyt płytki i z pewnością rosyjski rząd nie zdoła wycisnąć z niego 7 mld dolarów na projekty rozbudowy infrastruktury (tzw. pakiet majowy prezydenta Putina nr 2) oraz następne 4 mld dolarów na dokończenie budowy Północnego Potoku.

Tym bardziej, że nastroje mogą nieprzyjemnie zaskoczyć władze. Właśnie podano informację, że w sierpniu ludzie wycofali z największego rosyjskiego banku (Sbierbank) 1,2 mld dolarów depozytów. W części zapewne z powodu planów urlopowych, ale znacznie więcej z powodu obaw, co dalej z kursem rubla i czy czasem rząd nie planuje jakichś szacher macher z pieniędzmi (ostatnie pogłoski o wymianie mówią, że ma ona nastąpić na koniec roku). I zamiast rząd ściągać pieniądze (tzn. walutę) z rynku, co dotychczas robił, musiał na gwałt zasilić system bankowy, który był na granicy utraty płynności walutowej.

Rosyjski rynek finansowy generalnie rzecz biorąc jest w stanie przedzawałowym. Świadczą o tym nie tylko dane o koncentracji akcji kredytowej statystycznego banku (prawie 50% całej puli dla 20 największych kredytobiorców), ale również dane z rynku kredytów dla ludności. W pierwszym półroczu, w którym wg oficjalnych statystyk dochody realne ludności spadły, wolumen kredytów konsumpcyjnych wzrósł o ponad 2%. Ale to nie wszystko. Ostatnie dane dotyczące zobowiązań Rosjan na rynku mikrokredytów mówią, że w pierwszym półroczu przyrosły one o ponad 1,1 mld dolarów. A trzeba pamiętać, że średnie roczne oprocentowanie wynosi tam 555%.

Oczywiście, wysokie ceny ropy mogą ułatwić władzom przebrnięcie przez trudny czas i uspokojenie sytuacji. Jednak, jak napisał niedawno Władysław Inoziemcow, jeden z najbardziej znanych i cenionych rosyjskich ekonomistów, polityka gospodarcza i budżetowa państwa, która opiera się na założeniu, że ceny ropy będą wysokie, przypomina trochę rodzinę domykającą swój budżet nadzieją na wygraną w totolotka.