Nowej Jałty nie będzie
Andrzej Talaga 17.07.2018

Wiele już napisano o szczycie Putin – Trump, niestety głównie na podstawie tego, co się autorom analiz wydaje, nie zaś tego, co w Helsinkach rzeczywiście powiedziano. Problem bowiem w tym, że bardzo niewielu ludzi wie, o czym obaj przywódcy rozmawiali i czy spotkanie zakończyło się czymkolwiek innym niż uścisk dłoni. Uczciwie stawiając sprawę, wobec braku wiedzy, szczytu po prostu nie da się rzetelnie komentować.

 

Można za to przedstawić potencjalny katalog zdarzeń, które mogłyby się w wyniku dalszych kontaktów dyplomatycznych wydarzyć, a które byłyby dla Polski niekorzystne. Dodajmy od razu, że ich prawdopodobieństwo nie jest wielkie.

Zarówno Putin jak i Trump są politykami czynu, preferują politykę faktów dokonanych, możliwe do wyobrażenia jest zatem zawarcie między nimi kontraktu wiązanego na zasadzie „coś” za „coś”. Groźne dla Polski byłoby zrealizowanie rosyjskich celów w zamian za koncesje poczynione dla Amerykanów na innych polach obojętnych z punktu widzenia polskiej racji stanu, na przykład w Syrii. Katalog tych celów zawiera się w owym „coś”, co Rosjanie mają do ugrania z Trumpem, o ile ten będzie w ogóle zainteresowany taką grą, co nie jest wcale przesądzone. Nie ma bowiem obecnie i nic nie zapowiada, by szybko miał się wydarzyć, jakiegoś resetu w stylu tego, ogłoszonego swego czasu przez prezydenta Obamę.

*

Po stronie rosyjskiej „coś” do uzyskania to:

– Uznanie Rosji za mocarstwo światowe, partnera do układania nowego ładu międzynarodowego.

– Uznanie prawa Moskwy do kształtowania sytuacji politycznej w jej strefie wpływów, głównie na Ukrainie.

– Zadeklarowanie przez USA, że nie będą w przyszłości wspierać odśrodkowych ruchów demokratycznych w rosyjskiej strefie wpływów i samej Rosji.

– Uznanie jeśli nie de jure to de facto aneksji Krymu.

– Wycofanie sił amerykańskich z Europy Środkowej stacjonujących tam na podstawie umów dwustronnych.

– Zniesienie amerykańskich sankcji nałożonych za ingerowanie w wybory.

– Spowodowanie wycofania z flanki wschodniej grup batalionowych NATO.

– Zaprzestanie NATO-wskich ćwiczeń wojskowych w państwach bałtyckich.

– Podzielenie między siebie światowego rynku eksportu gazu z dominująca rolą Rosji w Europie.

*

Po stronie amerykańskiej „coś” do uzyskania to:

– Ograniczenie rosyjskiego arsenału taktycznej broni nuklearnej. Rosjanie mają w tym zakresie przewagę nad Amerykanami, ponadto ich doktryna wojenna zakłada nuklearne uderzenie odstraszające, jeśli wojska konwencjonalne zaczną przegrywać konflikt.

– Pomoc Rosji w wyparciu Irańczyków z Syrii, Iraku i Libanu.

– Ewentualne wycofanie Rosjan z Syrii i przywrócenie dawnego status quo na Bliskim Wschodzie.

– Wycofanie Rosjan z Donbasu i uznanie integralności Ukrainy w Donbasie.

– Zaprzestanie przez Rosję ingerowania w amerykański system polityczny, szczególnie w czasie kampanii wyborczych.

– Powstrzymanie się przez Rosjan od agresywnych działań zagranicą, także tych o charakterze hybrydowym, w rodzaju próby zamachu stanu w Czarnogórze, czy separatystycznych ruchów na wschodzie Ukrainy.

– Sojusz taktyczny przeciwko Chinom.

*

Jeżeli Amerykanie zrealizują część lub wszystkie punkty ze swojego zestawu w zamian za część lub wszystkie punkty z rosyjskiego zestawu będzie to dla nas niekorzystne. Najbardziej niekorzystne jednak będzie, gdy stanie się to bez konsultacji z NATO i Polską. Nie widać jednak takich ciągot u prezydenta Trumpa, stąd ostrzeżenie przed możliwą nową Jałtą, pojawiające się po szczycie i przed szczytem, wydają się mocno chybione.

 

Powyższy tekst wyraża prywatne poglądy autora