Nowy Kongres a Polska
Tomasz Wróblewski 07.11.2018

Zmiany w amerykańskim Kongresie mogą znowu odsunąć w czasie zniesienie wiz dla Polaków. Żadnych poważniejszych jednak przesunięć w naszych czy europejskich relacjach z Ameryką nie spodziewajmy się.

 

Amerykanie wybrali. Kongres podzielił się na jeszcze bardziej republikański Senat i demokratyczną Izbę Reprezentantów. Przesunięcie równie dobrze może być efektem mobilizacji anty-trumpowskiego elektoratu, a w szczególności kobiet, które stanowiły w tym roku 52 proc. wyborców, co specyfiki wyborów do każdej z izb. Mieszkańcy liberalnych przedmieść, które więcej ważą w wyborach do Izby Reprezentantów, kontra mieszkańcy prowincjonalnej Ameryki, których konserwatyzm mocniej rysuje się w wyborach do senatu. To nie przeszkadza europejskim środowiskom liberalnym przepowiadać diametralny zwrot w stosunkach atlantyckich. Zneutralizowanie „szaleństw” Trumpa, a w przypadku polskiej opozycji, nadzieja na pogorszenie relacji Waszyngtonu z Warszawą.

Wybory do Kongresu będą oczywiście miały znaczenie i wpływ na politykę, ale głównie wewnętrzną. Politykę podatkową, migracyjną czy wpływ na  dochodzenie w sprawie rosyjskich powiązań Trumpa. I to może prezydenta faktycznie zaboleć. Ale polityka zagraniczna i polityka obronna zdają się być bezpieczne. Zaczynając od sporu o sankcje dla Iranu, których co prawda większość europejskich państw nie ma zamiaru honorować, ale amerykańscy Demokraci nie mają zamiaru występować tu przeciwko prezydentowi. Sankcje mają poparcie obu partii przekonanych co do zagrożenia jakie może stanowić nuklearny Iran. Kolejna linia sporu dotyczy amerykańskich ceł nałożonych na metale a potencjalnie samochody i niektóre usługi. Tu problem jest bardziej złożony, bo co prawda Trump znalazł się za to pod obstrzałem politycznym, ale głównie ze strony własnej partii. To Republikanie zawsze byli zwolennikami otwartości i wolnego handlu, a Demokraci, jak światem, byli protekcjonistami. I to oni przez lata prowadzili kampanię przeciwko międzynarodowym korporacjom, naciskając jeszcze, za rządów Obamy, na opodatkowanie zamorskich firm, likwidacje rajów podatkowych i ochronę miejsc pracy przed ucieczką do Chin czy Meksyku. Tu nikt nie spodziewa się, że akurat Demokraci będą stawiali prezydentowi opór. Podobnie rzecz wygląda z sankcjami nakładanymi na Chiny. Ostatnie informacje, że Xi jednak chce negocjować, otwierać szerzej swój rynek i respektować prawa autorskie, była dla całego świata szokiem poznawczym. Po setkach misji, prób perswazji i wyrafinowanej dyplomacji, Pekin ostatecznie abdykuje i to pod brutalną presją Trumpa. Tu ani Europa, ani demokratyczna opozycja nie chciałaby powrotu do dawnych praktyk, niezależnie od wojowniczej retoryki europejskich mediów, to wszystkim zależy na tym, żeby Trumpowi się powiodło. Płonne są też nadzieje, że po przegranych wyborach, Trump nie będzie w stanie przeprowadzać swoich projektów przez Kongres. Z pewnością będzie mu trudniej, ale z drugiej strony, z Senatu odeszli wszyscy umiarkowani , przeciwnicy Trumpa w partii Republikańskiej. W Izbie Reprezentantów Republikanie będą w defensywie, ale przez to będą czuli się bardziej związani i lojalni wobec prezydenta. To spowoduje, że partia choć słabszym, ale będzie wreszcie mówiła jednym głosem.

W kwestiach szczególnie istotnych dla Polski jak finasowanie amerykańskich wojsk rotacyjnych czy rozmieszczania zapasów broni na naszym terytorium, nikt nie spodziewa się zmian. Demokraci od początku tej kadencji, a zwłaszcza po ujawnieniu udziału Moskwy w inwigilacji partii Demokratycznej wspierają wszystkie anty-rosyjskie posunięcia Trumpa i domagają się poszerzania zarówno sankcji gospodarczych jak wzmacniania sił prewencyjnych przeciwko ewentualnej agresji militarnej Putina. Co do pomysłu prezydenta Dudy, stworzenia nowej amerykańskiej bazy w Polsce – Fort Trump, to pomysł nigdy nie wydawał się realny z amerykańskiej perspektywy i tu Demokraci niczego nie popsują, bo też nikt na poważnie nie będzie im tego poddawał pod głosowanie. I wreszcie nieśmiertelny temat wiz. Wjazdu do Ameryki bez obowiązku składania podanie o przyznanie wizy. Z ostatnich danych na temat odmów wygląda na to, że mamy dużą szansę wreszcie spełnić wymagania bezwizowe. W przeszłości, żadna z partii specjalnie nie oponowała przeciwko zniesieniu obowiązku wiz dla Polaków. Problemem były zwykle ustawy imigracyjne do których nasze zwolnienia wizowe były przyklejone. W poprzednim rozdaniu, za czasów Obamy, to Republikanie odrzucili projekt przy okazji głosowania przeciwko amnestii imigracyjnej. Tym razem może być odwrotnie. Demokraci, blokując kolejne imigracyjne pomysły Trumpa, mogą wysadzić nasze wizy w powietrze. Także pytanie jest raczej do polskich dyplomatów czy mają tyle mocy sprawczej i lobbystycznej, żeby zwolnienie nas z wiz zostało głosowane niezależnie od ustawy imigracyjnej.

Reszta na atlantyckim froncie powinna zostać bez zmian. Nie liczyłbym też specjalnie, że impeachment Trumpa cokolwiek zmieni w świecie. Usunięcie prezydenta z Białego Domu to karkołomne przedsięwzięcie. Przypomnę, że Clinton też był oficjalnie „impeached” – odrzucony, ale z Białego Domu się nie wyprowadził.  Nawet gdyby, to zostanie jeszcze elektorat Trumpa liczący dziś 45 proc. Amerykanów, w tym 90 proc. Republikanów. Oni upewnią się, że Ameryka zostanie na podobnym kursie.