„Odpowiedzialny rozwój” i większe wydatki
Łukasz Warzecha 27.09.2018

Czy ktoś wie, co to jest „odpowiedzialny rozwój”? Ja nie za bardzo. Gdyby zastosować metodę tłumaczenia poprzez przeciwieństwo, trzeba by dojść do wniosku, że „odpowiedzialny rozwój” to przeciwieństwo rozwoju „nieodpowiedzialnego”. To jednak w gruncie rzeczy tłumaczenie ignotum per ignotum, ponieważ nadal nie wiemy, co w tych pojęciach oznaczają słowa „odpowiedzialny” i „nieodpowiedzialny”.

 

Można by ewentualnie uznać, że „odpowiedzialny rozwój” to taki, który nie prowadzi do nieprzewidzianych skutków, gwałtownych tąpnięć, kryzysów, a więc taki, w ramach którego szczególnie szanuje się publiczne pieniądze i stara się je wydawać jak najoszczędniej i z ogromną rozwagą. To jednak czysto autorska definicja, której chyba nie podziela pan premier Morawiecki, skoro na Twitterze napisał, komentując projekt przyszłorocznego budżetu:

Odpowiedzialny rozwój to wyższe wydatki – na ochronę zdrowia, oświatę, bezpieczeństwo, infrastrukturę i programy społeczne – przy niższym deficycie. Do tego niski CIT dla małych firm – 9%. Inwestujemy w przyszłość Polski.

Pomijam CIT dla małych firm, bo znaczenie tego propagandowego posunięcia jest mniej więcej takie, jakby chwalić się, że rząd dał ulgę podatkową wszystkim firmom, które zarejestrowały się 29 lutego między 12 a 13, a w nazwie mają literę „v”.

Skupmy się na pierwszym zdaniu. Najpierw – co to znaczy „przy niższym deficycie”? To coś, z czego bez wątpienia powinniśmy się cieszyć. Ale jest to mniej więcej taka radość jak radość dłużnika, któremu komornik ma zlicytować firmę, a który dowiaduje się, że dostał jeszcze tydzień na spłatę milionowego długu, podczas gdy wartość jego majątku wynosi sto tysięcy. Niby coś przez ten tydzień można pokombinować, ale wiadomo – cudu raczej nie będzie.

Deficyt to przecież relacja tego, co państwa zbiera do tego, co wydaje. „Niższy deficyt” oznacza tyle, że trochę mniej się zadłużamy, a nie, że wychodzimy na plus. Dług publiczny rośnie nadal, choć może nieco wolniej. Ale rośnie. Rzecz jasna, lepiej zadłużać się mniej niż więcej. Lepiej, gdy dług rośnie wolniej niż szybciej. Ale najlepiej nie zadłużać się wcale, a dług publiczny zmniejszać. Tego jednak rząd w planach raczej nie ma.

Najciekawsze jest jednak stwierdzenie, że „odpowiedzialny rozwój to wyższe wydatki” na wymienione dziedziny. Wciąż nie wiemy, czym jest ów „odpowiedzialny rozwój”. To znaczy – możemy podejrzewać, że to termin, który jest po prostu czysto piarową frazą, mającą odróżniać obecny słuszny i troszczący się o „zwykłych Polaków” socjaldemokratyczny rząd od jakichś wydumanych „strasznych liberałów”, którzy proponowaliby rozwój „nieodpowiedzialny”. Jednak przyjmijmy na moment, że to coś więcej niż piar.

W takim razie jedyną definicją, jaką nam oferuje pan premier, będzie stwierdzenie, że „odpowiedzialny rozwój” to wyższe wydatki. A jest to definicja zgoła zadziwiająca. Odpowiedzialność w kształtowaniu jakiegokolwiek budżetu nigdy nie polega na wyższych wydatkach samych w sobie. Ba, nie polega nawet na wyższych wydatkach na określone dziedziny, choćby to były dziedziny, którymi państwo powinno się zajmować, jak obronność.

Wbrew temu, co twierdzą socjaliści, analogie pomiędzy budżetem państwa a budżetem domowym istnieją. Z ich punktu widzenia trudno za osobę odpowiedzialną uznać kogoś, kto będzie się chwalił, że wydał dużo na nowe okna i bramę. Można go najwyżej uznać za ekscentryka. Za nuworysza. Albo za utracjusza.

Być może droga brama i okna były mu faktycznie potrzebne i może mamy do czynienia z rozsądnym zakupem. Ale żeby to stwierdzić, trzeba by wiedzieć kilka rzeczy: w jakim stanie były dotychczasowe okna i brama, czy nie dało się ich mniejszym kosztem naprawić, jaką wartość dodaną w postaci na przykład większego bezpieczeństwa dają nowe zakupy, czy dokonano ich racjonalnie, czy wybrano najlepszy stosunek ceny do jakości, czy domowy budżet to wytrzyma, czy wydatek się opłacał, wziąwszy pod uwagę koszty pozostania przy starej bramie i oknach.

Identyczne pytania należy zadać w kontekście przechwałek o „odpowiedzialnym rozwoju”: czy faktycznie wpompowanie większych pieniędzy na przykład w ochronę zdrowia bez strukturalnych zmian da jakiś efekt, czy nie można by poprawić jej jakości bez większych wydatków, czy na te wydatki polskie państwo stać i tak dalej.

Niestety, choć tłit jest tylko tłitem, czyli z koniecznością skrótową formą wyrażania myśli, komunikat pana premiera sprzyja ugruntowaniu szkodliwego i nieprawdziwego mniemania, jakoby wydawanie większych pieniędzy przez państwo było dobre samo w sobie. Tak nie jest. Wydawanie większych pieniędzy może być, owszem, zasadne i potrzebne w pewnych okolicznościach i dziedzinach oraz w określonej sytuacji finansowej państwa, lecz samo z siebie nie jest z pewnością powodem do chwały.