Paradoks Eubulidesa, wybite okno, i obrona demokracji
Dariusz Matuszak 30.07.2018

Na ustawach o sądach i Trybunale się nie znam, podobnie jak ponad 95% tych, którzy popierają zmiany przeprowadzone przez PiS, albo też ci, którzy im oponują. Zaufanie do ekspertów PiS mam zerowe, a do opozycyjnych jeszcze mniejsze, co z pozoru wydaje się niemożliwe.

 

Rozważmy choćby czyny i wypowiedzi pani sędzi Gersdorf domniemanej, obecnej, byłej I prezes Sądu Najwyższego. A jak tu cokolwiek rozważać skoro historia jej przejścia na emeryturę przypomina sprzedaż piłkarza Citko do Blackburn? Sprzedali, nie sprzedali, przeszedł, nie przeszedł, ona zaś wyjechała, albo i nie, a może na wakacje, a ten urlop to ona już spędza jako sędzia w Niemczech na uchodźstwie, albo jak emeryt, tyle że zamiast na Florydzie to w Karlsruhe w siedzibie niemieckiego Trybunału i ktoś ją zastąpił, a może po niej nastąpił, ale jednak nie, bo 36 lat temu w procesach politycznych wystąpił, więc teraz się schował. I jeszcze okazuje się, że ten co to w domyśle po niej na fotel I prezesa miał wstąpić, to właściwie sam jest emerytem, bo w latach od Gersdorf bardziej posunięty. Słowem rozumem tego nie ogarniesz. Tak czy owak pokaźny kawałek narodu wymądrza się na temat tego, że jednak emerytką Gersdorf nie jest.

Mnie tymczasem kompletnie nie interesuje, czy Gersdorf przeszła na tę emeryturę, czy nie, podobnie jak jej, kompletnie nie interesowały sprawy mojej emerytury. Nie przypominam sobie żadnych wrzasków, awantur pod Sejmem, mazania po murach, poruszenia aktorów i artystów estradowych, gorączki w mediach, kiedy decydowano o mnie – uznajmy, że symbolicznym przedstawicielu ludu pracującego miast i wsi. Nikogo kompletnie nie obchodziło, że kiedyś nasze państwo umówiło się z inną, symboliczną przedstawicielką – panią Krysią, że do 60 roku życia będzie jej zabierać pieniądze na ZUS, a potem jakąś lichą emeryturę wypłacać. No ale w połowie obowiązywania przymusowej umowy stwierdzono jednak, że nie – państwo zabierać będzie pani Krysi pieniądze dłużej, ale za to krócej wypłacać. I na tym to się akurat znam – to było zwykłe, bezczelne oszustwo, na dodatek klepnięte przez ówczesny Trybunał Konstytucyjny.

Tak czy owak mam zdanie na temat emerytur, natomiast nie wiem, czy protesty pod Pałacem Prezydenckim i innymi majestatycznymi budynkami są słuszne, czy nie. Wiem natomiast, że w formie są żałosne, wręcz groteskowe, ale i groźne.

Ja wiem, że teraz wzmożeni demokratycznie obywatele twierdzą, że sprawa jest poważniejsza, że nie chodzi o emeryturę Gersdorf, tylko o ład konstytucyjny, praworządność, demokrację i takie tam. Otóż nieprawda, nie chodzi. Chodzi tylko i wyłącznie o odsunięcie mało estetycznego i licho rządzącego PiS od władzy.

Jeśli przyjąć założenie, że oto mamy do czynienia z wcielonym złem, tyranią, dyktaturą, faszyzmem i czym tam jeszcze, to należy uznać, że wszystkie chwyty są dozwolone. W tym miejscu warto jednak przywołać paradoks Eubulidesa, który rozważał to, od jakiego momentu człowiek jest łysy. Wiadomo, że utrata jednego włosa człeka łysym nie czyni. Ale gdyby tak postawić w szeregu 100 tys ludzi, z których pierwszy byłby owłosiony jak nie przymierzając były wiceminister finansów i maestro VAT-u Modzelewski, a każdemu następnemu usuwać jeden włos, to na koniec zostalibyśmy z łbem Michała Kamińskiego. Tym samym udowodnilibyśmy, że jednak usunięcie 1 włosa może łysość sprawić.

W naszych rozważaniach należałoby się pochylić nad osobą zajmującą jakieś 56543 miejsce. I tak: czy ukaranie mandatem siekniętej poseł Schelling-Wielgus za wożenie ludzi w bagażniku świadczy, że już mamy dyktaturę, czy nie świadczy? A może dopiero zdzielenie pałą posła Szczerby przez jakiegoś policjanta, który akurat nie jest po kursach jogi i wewnętrznego wyciszania. A może przymusowe odesłanie Wielgus na emeryturę, podobnie jak nieodesłanie pani Krysi?

Na te zagadki ludzkość nie znajduje odpowiedzi, podobnie jak nie znajduje punktu G. To zaś jak podobno wiadomo punkt wywołujący szczególną ekscytację, równą histerii pod Sejmem. Tak czy owak, podnieceni demonstranci twierdzą, że włosy temu 63637-emu policzyli i mamy do czynienia z końcem demokracji. Wolno więc mazać po murach, atakować policjantów i wyczyniać egzorcyzmy pod siedzibami Majestatu Rzeczpospolitej. Według mnie zaś jest to wszystko żałosne i groteskowe podobnie jak porównywanie obecnej policji do ZOMO, PiS-u do junty Jaruzelskiego, a gorliwych, na mleku sojowym chowanych, bazgrzących po murach młodzianków do opozycjonistów stanu wojennego.

Wszystko to byłoby śmieszne, gdyby nie było groźne. Mam internet i wciąż w nim czytam opinie różnych ekspertów, że gdyby tak jak pod Sejmem potraktowano policjanta we Francji, albo w Niemczech, to skończyłoby to się triadą: pała, gleba, but. Otóż przypuszczam, że wątpię.

W Zachodniej i jasno oświeconej Europie zasadniczo wolno stosować metodę trzech, ewentualnie czterech kroków (pała, gleba, but, dołek) tylko wobec tych, których nie zalicza się do postępowych i liberalnych (cokolwiek dziś to słowo znaczy). U nas zaś niewątpliwie protestują siły postępu. Im więc wolno, bo czynią to w słusznej sprawie. Otóż we Francji, czy w Niemczech zasadniczo nikt demokratycznej i postępująco postępowej awangardy triadą nie traktuje. Dlatego też zdemolowanie miasta, spalenie setek samochodów jest nad Sekwana już częścią francuskiej joie de vivre – radości życia, tak samo jak wino i sery, czy wyrafinowane zabawy prezydenta ze swym ochroniarzem. Jak przynajmniej raz w tygodniu nie spłonie kawałek Paryża, Nantes, czy Tuluzy, to Francuzi zdają się pytać: Quo vadis Republiko?

W Niemczech tolerancja dla warcholstwa, wandalizmu, ataków kończy się dopiero, gdy rannych zostaje kilkuset policjantów, czego dowodem były ubiegłoroczne uliczne bitwy w Hamburgu.

W Polsce to dopiero początek. Jesteśmy wobec Zachodu opóźnieni o dobre parę lat, więc dopiero za jakieś 20 będziemy mieli u nas takie obrazki jak z Francji, Niemiec, Belgii, czy Włoch, gdzie w całkowitym poczuciu bezkarności dochodzi do niszczenia miast, atakowania policji, zajmowania siłą budynków użyteczności publicznej przez rozwydrzone bandy. Gdzie normą staje się wycofanie państwa z całych dzielnic (i to nie tylko z powodu imigrantów), gdy tylko zapada zmrok. To nie są żadne przejawy wolności, tylko zwykłej anarchii i rozkładu państwa.

Najsłynniejszy burmistrz Nowego Jorku – Rudy Guliani, który odziedziczył po Demokratach chylący się ku upadkowi Nowy Jork stosował teorię wybitego okna. Zakłada ona, że żadne, nawet najmniejsze łamanie norm społecznych nie może pozostać bez reakcji państwa, bo inaczej prowadzi to do anarchii i wzrostu przestępczości. Gulianiemu udało się uratować Nowy Jork przed losem jaki spotkał choćby Baltimore, gdzie do dziś wyznaje się zupełnie inną zasadę. A mianowicie taką, że jak obywatel podpala, czy tłumnie rabuje sklep innego obywatela, to czyni to w ramach obywatelskiego protestu. Mniej więcej to próbuje ostatnio wmówić np. senator Klich, poseł Nitra, czy Szczerba. No może i atakowano policjantów, niszczono elewacje, ale to w ramach słusznej walki o demokrację, czy coś takiego.

My, jak wspomniałem, jesteśmy zacofani, więc dopiero wkraczamy na tę drogę. Najwyraźniej jednak temu PiS-u bardzo się to podoba. Wiadomo – ma kompleksy i też chce uchodzić za tolerancyjny, więc nic, tylko grzecznie się tłumaczy.

Kiedyś, dawno, dawno temu, kiedy Francja nie była jeszcze tak postępowa jak dziś, odbyłem rozmowę z pewnym funkcjonariuszem CRS – Compagnies Républicaines de Sécurité. Takie ichnie oddziały prewencji, czy dawne ZOMO. Zacny ten funkcjonariusz pokazał mi wielką pałę i oświadczył, że ona służy do obrony Republiki i demokracji. Przyznałem mu rację.