Polityka uderza jak bumerang
Tomasz Wróblewski 07.09.2018

Tygodnik Polityka opublikował druzgocące informacje na temat rosyjskiego udziału w aferze podsłuchowej. Problem tylko w tym, że tak bardzo jak autorzy chcieliby, żeby całą odpowiedzialność spadła na obecny rząd, to tekst najgorsze światło rzuca na poprzedni rząd i obecnych liderów opozycji.

 

O rosyjskich linkach w aferze podsłuchowej słyszeliśmy od pierwszego dnia. FSB na pewno podołałoby takiej operacji. Nie takie rządy infiltrowali. Rewelacje tygodnika Polityka powielają wcześniejsze teorie spiskowe, ale przy okazji mają sugerować, że to Putin obsadził rząd PiS i odsunął PO-PSL. Niemal lustrzane odbicie debaty jaka od dwóch lat toczy się w Stanach Zjednoczonych. Czy Rosjanie włamali się na serwery Hillary Clinton po to, żeby Trump został prezydentem? Może, na to nie ma odpowiedzi. Tak jak nie wiadomo dlaczego Putin miałby zadać sobie tyle trudu żeby w Warszawie rządziła szczególnie wroga mu frakcja. Dlaczego agenci ujawniali swoje tajne informacje zamiast wykorzystać je do szantażowania polityków? Zbierania wrażliwych informacji o najbardziej wpływowych postaciach w państwie. Dlaczego ujawniali informacje o planach manipulowania złotym przed wyborami, zamiast wykorzystać informacje dla własnych korzyści finansowych? Oczywiście odpowiedź może brzmieć, że owszem wykorzystali i wykorzystują. Nagrań jest więcej i te szczególnie smakowite dla wywiadu zostały puszczone w ruch. Kto wie czy kilka, może kilkanaście osób, związanych z ówczesnym rządem nie chodzi już na ich pasku.

Zarówno w przypadku włamań na amerykańskie serwery jak i podsłuchów polskich polityków, informacja o tym kto tego dokonał ma sugerować, że nie istotne jest co też politycy wygadywali czy w przypadku Clinton wypisywali. Ważne jest kto to ujawnił. Oczywiście prawda jest taka, że to treść podsłuchanych rozmów spowodowała utratę zaufania Polaków do rządzących, a nie to, kto stawiał te solniczki na stole.

Informacje Polityki uważam za druzgocące dla polityków poprzedniej administracji. Jeżeli to prawda, to:

  1. Nie możemy być pewni czy istotni politycy obecnej opozycji nie są do dziś zależni od szantażujących ich agentów FSB.
  2. Jak można zaufać politykom, którzy w knajpach, bez żadnej ochrony kontrwywiadowczej, bez żadnego przygotowania pomieszczeń, prowadzili beztroskie rozmowy o stanie państwa, o strategii polityki zagranicznej, zmianach kadrowych, finansach państwa, czy planach banku centralnego NBP. Dezynwoltura tamtych elit, po tekście Polityki, jest dla nich miażdżąca.