Polska dla Polaków, a Ukraińcom już dziękujemy
Jerzy Wysocki 23.12.2018

Warszawa, Rondo Daszyńskiego. Wielki plac budowy. Obok istniejącego już imponującego kompleksu Warsaw Spire z 180-metrowym wieżowcem, rosną kolejne szklane biurowce. Przez pasy przechodzi kilkudziesięciu robotników. Te same kombinezony, te same kaski… Ten sam język w którym rozmawiają. Nie jest to język polski, tylko naszych wschodnich sąsiadów. Rozmawiają pewnie o tym, jak im się powiedzie na budowach w Niemczech.

 

Niemiecki parlament, po długich uzgodnieniach pomiędzy CDU a CSU przyjął ustawę, o otwarciu granic dla migrantów zarobkowych z krajów nienależących do UE. Do tej decyzji polityków skłoniła rzeczywistość. W Niemczech nieobsadzonych pozostaje już 1.2 – 1.5 mln wakatów. Otwarte bramy do raju dla pracujących w Polsce Ukraińców. Byli tu z uwagi na bliskość kulturową? Wspólną, choć skomplikowaną historią. Nie, przyjechali za lepszym życiem. Tak jak my Polacy kiedyś do USA, później do UE.

Margerita z Odessy w knajpie na dole, gdzie mieszkam robiła świetną jajecznicę. Knajpa upadła. Margerita, bez problemu znalazła pracę w innej restauracji, gdzie zarabia się lepiej. Margarita jest fizjoterapeutką z wyższym wykształceniem i polskimi dziadkami. Jacek, szef knajpy, robił wszystko, żeby załatwić jej pobyt stały, pozwolenie na prace, obywatelstwo. Chyba łączyło ich coś więcej, nie moja spawa. – Weźcie ślub, posprawdzałem przepisy – mówię Jackowi, któremu opada szczęka. – Tak, inaczej żmudne procedury, kolejne miesiące, nawet lata, nostryfikacja dyplomu – mission impossiible. Polska jest widocznie dla Polaków. Przykro mi. Czasami zerkam na profil Margerity, jest z Jackiem, tło zdjęć jest dalece odległe od polskiego krajobrazu.

Marek, absolwent pedagogiki, imał się różnych profesji, pracownik merytoryczny Muzeum Techniki, barwnie opowiadając o tym co zwiedzający widzą, miał ekskluzywny sklep w Konstancinie. Od lat już tego nie robi. Zajmuje się wykańczaniem mieszkań, odbieranym w stanie deweloperskim. Pracował też w Skandynawii. Perfekcjonista. – Czy ja koniecznie muszę oglądać te płytki, które Ci na maila przesłałem? -Tak musisz, bo foto przekłamuje, a ja muszę sprawdzić falistość i łączenia. Wpadnę po ciebie o 10.00 i jedziemy – wyjaśnia przystępnie.

Dla Marka konkurencją powinni być Ukraińcy. Zrobią to samo dwa/cztery razy taniej. – Jak sobie z tym radzisz? – pytam. – Jest odwrotnie – wyjaśnia Marek. Odkąd tu są, to nie mam czasu odbierać telefonu. Oni często nie znają ABC współczesnej technologii, mają narzędzia z epoki Stalina. Mój zarobek, bo po nich robię od początku. No ale dobrze, że są. Do prostych prac Polacy się w ogóle się garną. Jak ich zabraknie, budowy staną.

Pani Barbara, doświadczony, licencjonowany ekspert rynku nieruchomości mieszkaniowych: – może być teraz korekta cen, ale będzie tylko drożej. – Materiały budowlane, stal, energia – drożeją. – Pani Basiu, nawiązuję do tych wyliczeń. – 1/3 procent to koszty osobowe. Jeśli deweloper będzie musiał podnieść dwukrotnie wynagrodzenia, żeby ktokolwiek pracował, to cena nowego mieszkania będzie ca najmniej 15% wyższa – wyliczam, zakładając, że deweloper z marży nie zejdzie.

Business Insider tytułuje tekst, nie nawiązujący do niemieckiej ustawy: „Obcokrajowcy napompowali polski budżet. Będzie rekord wszech czasów”. Rok 2018 zamkniemy na plusie. Autor, obok wzrostu gospodarczego wymienia zapotrzebowanie na pracowników, tych legalnie pracujących, odprowadzających składki do ZUS. „… mielibyśmy znacznie większe problemy, gdyby nie zalepianie dziur przez obcokrajowców, w tym szczególnie Ukraińców. Odczuwa to ZUS, który notuje zwiększone składkowanie i nie musi już wyciągać ręki po wysokie dotacje do budżetu państwa”. – pisze. Bądźmy precyzyjni, media podają, że około 400 tysięcy Ukraińców odprowadza w Polsce składki do ZUS. Jeśli są normalnie zatrudnieniu, to także podatki. W rzeczywistości, licząc pracujących na czarno, jest ich Polsce 1 – 1.5 mln. Coś kupują, płacą VAT, coś piją (a lubią), także akcyzę. W 2017 roku Ukraińcy wydali u nas 8 mld zł. Zdaniem ZPP, wyjazd Ukraińców, to potencjalny uszczerbek dla polskiego PKB nawet o 1.6 procent.

Ale dobrze, to już było. Dlatego mogę złożyć bardzo ograniczone gratulacje rządowi za stan budżetu. Z badań agencji pracy Work Service wynika, że aż 59 procent Ukraińców pracujących w Polsce rozważa wyjazd po wejściu w życie nowego niemieckiego prawa imigracyjnego. – Wyjedzie dużo więcej – mówi mi Cezary Kaźmierczak, emigrant polityczny, który w USA spędził wiele lat. – Wołodia zadzwoni do kumpli, powie, że tu lepiej, stały pobyt, jakieś zasiłki, kursy niemieckiego i kasa większa. Tłumaczy, że dla migranta ważna jest stabilność, której Polska wschodnim sąsiadom nie zapewniła lub/i zapewnić nie chciała.

Nie zapewniła. To oczywiste. Mimo powtarzanych od lat postulatów organizacji przedsiębiorców o uproszczenie procedur, rosła tylko ilość wymaganych dokumentów. Urzędy Wojewódzkie, pozbawione fachowych i kreatywnych kadr, po prostu się zatkały. Nigdy nie będę urzędnikiem, ale gdybym przyjmował wnioski, to fizjoterapeutka Margerita, mówiąca biegle po polsku absolwentka akademii medycznej, od razu dostałaby pobyt stały i pracę. Dyplom jak dyplom. A co, potrzebny jest z polskiej uczelni, z których najlepsza notowana jest w czwartej setce uczelni na świecie. Ukraina, to nie Mozambik.

Napisałem: Nie zapewniła lub/i zapewnić nie chciała. To teraz: że nie chciała. Wbrew ekonomicznym, socjologicznym, demograficznym, podatkowym faktom, jest jedno ale: ale przez duże A. Polska dla Polaków, nieustanny flirt rządzącej formacji z narodowcami, stanowiących z wyborczej perspektywy poważne dla PiS zagrożenie. Dlatego, mimo ekonomicznej racjonalności, migrantów nie chcemy i już. Olbrzymi błąd popełniła Angela Merkel z serdecznością przyjmując masowo islamistów i próbując narzucić ich relokację. Olbrzymi błąd popełniają polskie władze relokując naszych wschodnich sąsiadów za zachodnią granicę.