Pożegnanie Obamy
Tomasz Wróblewski 11.01.2017

Niech widok mężczyzny płaczącego ze wzruszenia własnym przemówieniem, zostanie z nami jako memento lewicowej prezydentury Baraka Obama. Jego obrońcy sporo mówią o inspiracji, i nadziei, która zostanie dla przyszłych pokoleń. Nie komentuje tego czego nie potrafię zmierzyć, ale to co widać i słychać wystarczyłoby na obdzielenie kilku fatalnych prezydentów Ameryki.

Obama zostawia po sobie  silne i przez nikogo nie kontrolowane imperium rosyjskie, spaloną ziemię od Iraku do granic Izraela, własne społeczeństwo uboższe niż 10 lat temu i własną partię w rozsypce. Zostawia dysfunkcjonalny system ubezpieczeń zdrowotnych, najwięcej zamieszek na tle rasowym od czasów Martina Luthera Kinga i największe zadłużenie w historii przy najwyższych podatkach od 30 lat.

Jeżeli już tak bardzo szukamy jakiegoś symbolicznego przesłania dla przyszłych pokoleń to niech nim będzie Donald Trump. To Obama swoimi rządami stworzył grunt pod rządy najbardziej konserwatywnego prezydenta i najbardziej prorynkowego gabinetu od XIX wieku. Nie pozostaje nam nic innego jak tylko życzyć sobie samym tak wspaniałych wyrazicieli etatyzmu, progresywizmu i lewicowych wyznawców spalonej ziemi, w której jak widać, tak pięknie przyjmują się idee wolnościowe.