Pracujmy krócej ale dłużej
Robert Gwiazdowski 09.05.2018

Wzmożeni z okazji rocznicy urodzin Karola Marksa działacze Partii Razem postanowili skrócić ludziom męki pracy – mamy pracować 7 godzin dziennie. Oczywiście w przemyśle i handlu. No bo w rolnictwie z definicji tak się nie da – trzeba pracować wtedy, jak jest do tego właściwa pora roku, odpowiednia pogoda do tego co chce się akurat zrobić i jest widno (aczkolwiek z oświetleniem w dużych gospodarstwach rolnych już dają sobie radę bez udziału słońca). Ale inteligencka, marksistowska awangarda klasy robotniczej mleko (pewnie jakieś migdałowe, bo sojowe już jest passe) kupuje w markecie, więc nie wie kiedy trzeba wydoić krowę.

Ale jak jesteśmy przy czasie pracy, to przypomnę co pisałem o pomyśle, jaki zaprezentował profesor Robin Hanson. Choć wykłada ekonomię na uniwersytecie George’a Masona w Wirginii, z wykształcenia jest fizykiem. Łatwo to zauważyć po poziomie argumentacji – choćby w sprawie czasu pracy.

Jest taki okres pod koniec życia, kiedy człowiek nie jest już w stanie pracować. Ale statystyki pokazują, że to nie więcej niż dwa, maksimum pięć lat poprzedzających śmierć. Musimy więc troszczyć się o ludzi dopiero na tym etapie ich życia. Świadczenia jakie się ludziom wypłaca powinny być powiązana ze stanem zdrowia i zdolnością do pracy, a nie z wiekiem. Jest tak w przypadku ubezpieczenia na wypadek choroby. Polisa nie jest wypłacana gdy czujemy się dobrze. Podobnie może być z emeryturą. To coś w rodzaju polisy na wypadek niezdolności do pracy z powodu wieku.

Ale może być coś za coś. Pomiędzy pracę i odpoczynek od niej dzielimy nie tylko całe nasze życie, ale każdy rok, tydzień i dzień. Pracujemy osiem godzin w dzień i odpoczywamy od pracy wieczorem, a po tygodniu takiej pracy odpoczywamy w weekend. Większość pracuje tak miedzy 25 a 65 rokiem życia licząc na wypoczynek u końca swoich dni. Jednak długa emerytura na koniec życia nie jest racjonalnym sposobem dzielenia czasu między pracę i wypoczynek. Ona funkcjonuje przez analogię z wieczorami i weekendami. Ale emerytura nie będzie dla nas dwudziestoletnim super-weekendem. Z biegiem lat spada bowiem nie tylko nasza wydajność w pracy, ale i zdolność do zabawy i cieszenia się z wypoczynku. Ponieważ ciało starzeje się szybciej niż umysł, zdolność do zabawy zmniejsza się szybciej niż zdolność do pracy.

Hanson proponuje odwrócenie proporcji i stworzenie systemu, w którym przesuniemy wypoczynek i zabawę z końca naszego życia, na okres wcześniejszy – ale nie krótszy dzień pracy, tylko więcej dłuższych weekendów, dłuższe urlopy w ciągu roku. Już dziś tak pracują przedstawiciele wolnych zawodów i wielu właścicieli firm. Pracują dokąd zdrowie im pozwala bez względu na wiek. A za to wykorzystują do maksimum tak zwane długie weekendy. Właśnie mieliśmy taki przez cały tydzień. Może taka miła weekendowa atmosfera sprawi, że stosunki między ludzkie staną się bardziej brzemienne?

To jest pomysł, o którym warto dyskutować. Pomysł taki, by krócej pracować w tygodniu i szybciej przechodzić na emeryturę, nie jest wart dyskusji. Wymaga wiary, i to żarliwej, że będą za nas i na nas pracowały roboty. We mnie aż takiej nie ma.