Rosjanie, chyba inaczej niż Niemcy, rozumieją znaczenie terminu „cud gospodarczy”
Marek Budzisz 21.12.2018

Reakcja rynku na czwartkową konferencję Władimira Putina była dość jednoznaczna. Rosyjski rubel w drugiej połowie dnia, po godzinie 18.00, zaczął w przyspieszonym tempie tanieć. Przede wszystkim z tego względu, że ujawniła się znaczna przewaga popytu – zgłoszono ponad 2 tysiące zamówień na zakup, podczas gdy stronę podażową reprezentowało tylko 200 ofert. W rezultacie rosyjska waluta osiągnęła najniższy od 17 września kurs, a w piątek nadal słabła.

 

Składane przez rosyjskiego prezydenta w trakcie konferencji prasowej deklaracje odebrano jako po pierwsze podtrzymanie obecnego kursu polityki gospodarczej, który skrótowo można określić mianem „budowy twierdzy Rosja”, a po drugie jako zapowiedź zaostrzania sytuacji na świecie. Przede wszystkim w relacjach z Ukrainą, ale również jeśli idzie o politykę Rosji wobec Stanów Zjednoczonych. W planie gospodarczym analityków nie mogły nie dziwić oceny Putina, który powiedział, że 7% wzrost rosyjskiej gospodarki w ostatnim dziesięcioleciu nie jest co prawda wynikiem dobrym, ale w porównaniu z tym co działo się w tym czasie na świecie, należy być zadowolonym. Tylko że, czego rosyjski prezydent już nie powiedział, poprzednie dziesięciolecie to wzrost rosyjskiego PKB o 75%, a ostatnie, kryzysowe 10 lat, to wzrost gospodarki światowej o 40%, krajów rozwiniętych o 16% a rozwijających się o 62%, jak wynika z analiz ekspertów rosyjskiego Alfa Banku, właśnie co opublikowanych. Jeśli zatem, mimo takich danych, głowa rosyjskiego państwa jest zadowolona, co powiedział wprost na konferencji prasowej z pracy rosyjskiego gabinetu, to gołym okiem widać, że Moskwa kieruje się w swej polityce gospodarczej innymi niż świat kryteriami.

Można zaryzykować tezę, że podstawową przesłanką sukcesu jest trwanie. Rosyjski Bank Centralny poinformował właśnie o wynikach przeprowadzonych niedawno stres testów systemu bankowego. Sprawdzano wrażliwość na dwa scenariusze kryzysu – załamanie się zarówno rynku akcji, jak i kursu rubla wobec walut wymienialnych. Przy czym sprawdzano stres polegający na średnim (biorąc pod uwagę parametry ostatnich 10 lat) scenariuszu kryzysowym i maksymalnym, głębokim tąpnięciu zarówno rynku akcji jak i rosyjskiej waluty. Wrażliwość rosyjskich banków na najczarniejszy rozwój wydarzeń oszacowano na poziomie ok. 220 mld rubli, czyli znakomicie mniej niż wynoszą rosyjskie kapitały rezerwowe. Może to być odczytane jako gwarancja stabilności systemu, ale również jako informacja, że władze poważnie liczą się z zaostrzeniem sytuacji i scenariuszem kryzysowym.

Tym bardziej, że środowa aukcja rosyjskich skarbowych papierów wartościowych skończyła się fiaskiem. Ministerstwo Finansów chciało sprzedać obligacje z terminem wykupu w lutym 2024 roku o wartości 10 mld rubli, ale nie znalazło na nie nabywców. Trochę lepiej było z papierami o krótszym terminie – na 17 miesięcy, których sprzedano za 1,1 mld rubli (przy podaży również 10 mld). Ale rentowność tych, które sprzedano przekraczała 8%, znacznie więcej niż podniesiona niedawna podstawowa stopa Banku Rosji, co oznacza, że rynek spodziewa się (w przypadki „krótkich” papierów) wzrostu ich rentowności. O długich nawet nie chce słyszeć. Tym bardziej, że mimo zawartego przez państwa OPEC+ porozumienia w sprawie ograniczenia wydobycia ropy naftowej jej cena nie rośnie, ale wręcz spada.

Rutyną już stają się informacje o opuszczaniu rosyjskiego rynku przez kolejne firmy zachodnie. W tym tygodniu Citi poinformowało, że redukuje swój zespół analityków w Moskwie, zaś szwedzka firma należąca do rodziny Lundin, mająca wraz z Gunvorem, wielkim światowym brokerem węglowodorów, wspólne przedsięwzięcie związane z poszukiwaniem złóż ropy w rosyjskim szelfie, poinformowała o zakończeniu prac. Nawet tak wytrwali przyjaciele Rosji, jakimi są niemieccy inwestorzy, patrzą w przyszłość z coraz większym niepokojem. Z badań ankietowych, przeprowadzonych wśród swoich członków przez Rosyjsko – Niemiecką Izbę Handlową wynika, że 60% pytanych nie wierzy w perspektywy wzrostu gospodarczego w Rosji. Z ankietowanych 168 niemieckich firm aktywnych w Rosji (23 mld euro obrotów) 36% jest zdania, że rosyjska gospodarkę w 2019 roku będzie znajdowała się w fazie stagnacji, a 23% spodziewa się recesji. Jeszcze rok temu 80% pytanych uważało, że Rosję czeka wzrost gospodarczych, teraz w obliczu słabnącego rubla i zapowiedzi nowych sankcji, liczba optymistów zmalała o połowę.

Mimo, że cały czas rośnie wielkość rosyjskiego eksportu do Niemiec, głównie zresztą węglowodorów, to niemiecki eksport w porównaniu z rokiem ubiegłym zmalał. Niemcy skarżą się na protekcjonistyczną politykę Kremla, który dąży do zastąpienie towarów importowanych wyprodukowanymi w Rosji oraz na to, że bieda i słaby rubel osłabiają popyt na niemieckie towary konsumpcyjne. W efekcie 70% procent ankietowanych prezesów powiedziało, że w nadchodzącym roku ich firmy nie planują w Rosji jakichkolwiek inwestycji. Mają oni zamiar czekać na „lepsze czasy”.

Trzeba jednak wątpić czy one nastąpią. Bo występując na konferencji prasowej Władimir Putin powiedział, że rosyjska gospodarka musi stać się nowoczesną i na to państwo ma zamiar przeznaczyć spore kwoty. Wiadomo robotyka, biotechnologie, przemysł kosmiczny etc. Idee piękne, tylko z realizacja mogą być kłopoty. Dowodzi tego historia firmy Angstrem – T, która jeszcze przed kryzysem, czyli w latach kiedy gospodarka rosyjska rozwijała się w imponującym tempie a młodzi uzdolnieni Rosjanie nie szukali lepszych perspektyw w emigracji, mianowana została „rosyjskim Intelem”. Miała ona produkować mikroprocesory o różnym przeznaczeniu, począwszy od komputerów, po mikrochipy do inteligentnych paszportów, kart telefonicznych etc. Projekt uroczyście poparł prezydent Putin, za jego realizacją była rosyjska Rada Bezpieczeństwa. Tym bardziej ten śmiały plan trzeba było wesprzeć, że właścicielem firmy był były minister łączności, a zatem nie dość, że rodzimy kapitalista, polityczny przyjaciel to i fachowiec. I firma dostał 1 miliard dolarów kredytów i pomocy publicznej. Jeśli nie znacie Państwo chipów wyprodukowanych przez Angstrem-T, to już chyba ich Państwo nie poznacie, bo wierzyciele złożyli właśnie wniosek o upadłość firmy. Trudno było spodziewać się czegoś innego w przypadku firmy, która sprzedawała rocznie produkcję o wartości 101 mln a miała dług na poziomie 87,4 mld rubli. Niemieccy inwestorzy najprawdopodobniej nie widzieli polskiego filmu Miś i dlatego nie wiedzą czym są wielkie słomiane inwestycje. Z tego też powodu przyjdzie im, być może, nieco dłużej czekać na rosyjski cud gospodarczy, niż się tego spodziewają.