Rosyjska ropa naftowa, czyli bal na Titanicu
Marek Budzisz 07.10.2018

Saudyjski następca tronu książę Muhammad ibn Salman udzielił grupie dziennikarzy Agencji Bloomberga dużego wywiadu. Najpierw dziennikarze (a było ich 6 albo 7) tak zadawali pytania, aby uzyskać z ust Sauda słowa krytyki wobec Trumpa, ale kiedy im to się nie udało, wywiad stał się ciekawszy. Ich rozmówca mówił w nim przede wszystkim o polityce swego kraju i relacjach ze Stanami Zjednoczonymi. Warto odnotować, że jednym, jak powiedział, z efektów bliskowschodniej polityki administracji Obamy była podjęta już w Rijadzie decyzja, że większą część z saudyjskiego budżetu przeznaczonego na zakup uzbrojenia (400 mld dolarów w ciągu nadchodzących 10 lat) zostanie wydane na kontrakty z innymi, niż amerykańscy producenci. Ale w Waszyngtonie nastąpiła zmiana, nowa administracja zrewidowała swą bliskowschodnią politykę, i w Rijadzie też to zauważyli. Teraz znów ponad 60%, a być może więcej tego zbrojeniowego tortu, dostaną znów Amerykanie. Informacja ta jest ważna, być może, dla tych, którzy wątpią w skuteczność Donalda Trumpa.

 

Z naszej perspektywy, co innego jest istotne. Otóż jak powiedział saudyjski następca tronu, do roku 2030 na świecie utrzyma się dość stabilny popyt na ropę naftową. Nawet jeśli spadała będzie konsumpcja benzyny, to wzrośnie wykorzystanie tego surowca w przemyśle chemicznym. Ale w jego opinii, po tej dacie, nastąpią ruchy tektoniczne, jeśli idzie o eksporterów surowca. Będą one polegały przede wszystkim na tym, że znacznie swój udział w światowym eksporcie zmniejszy Rosja, a może nawet zupełnie zniknie z rynku.

Warto ten głos odnotować, bo trzeba zakładać, że przyszły władca jednego z trzech największych światowych producentów ropy naftowej wie, co mówi. Tym bardziej, że w połowie września odpowiadający za rosyjski sektor wydobywczy minister Nowak poinformował premiera Miedwiediewa, że jeśli rząd nie podejmie specjalnych działań, to, według obliczeń rosyjskich specjalistów, w roku 2035 będzie wydobywała 44% mniej ropy niż obecnie. Rosję, zdaniem Nowaka, czekają jeszcze trzy lata w trakcie których będzie mogła więcej pompować – z 550 mln baryłek produkcji w roku bieżącym, wzrośnie ona do poziomu 570 mln baryłek. Ale później będzie już tylko gorzej – w 2035 według tej prognozy, Rosja będzie w stanie wydobywać nie więcej niż 310 mln baryłek. Zważywszy na to, że Rosja chce rozwijać swój przemysł petrochemiczny i przetwórstwo tworzyw sztucznych oraz zakładając wzrost konsumpcji na wewnętrznym rynku, to prognozy rosyjskiego ministra z grubsza pokrywają się z tym, co mówi saudyjski następca tronu. Na dodatek ostatnie 10 lat, to zdaniem ministra Nowaka, czas stale pogarszających się wskaźników branży – średnia wydajność jednego odwiertu spadła o 10%, trzeba wiercić dwa razy więcej, w efekcie nakłady kapitałowe firm rosyjskiego sektora naftowego wzrosły 2,8 razy, a koszt wydobycia 1 baryłki ropy 2,4 razy.

Wskaźniki te nie wzięły się, zdaniem ministra, z powietrza. Firmom rosyjskiego sektora naftowego brakuje po prostu pieniędzy, są bowiem najsilniej na świecie obłożone podatkami – dziś stanowią one 68% ich przychodów. Tylko, jak zapowiedział, to eldorado związane z wysokim poziomem cen i produkcji już niedługo zacznie się kończyć. Począwszy od 2022 roku według prognoz jego ministerstwa dochody budżetu związane z sektorem naftowym spadną rocznie o 3,3 bln rubli (prawie 50 mld dolarów), a poziom rosyjskich inwestycji o nie mniej niż o 1,3 bln rubli.

Można słowa rosyjskiego ministra lekceważyć albo uznać, że są one, czego też nie można wykluczyć, rezultatem gry rosyjskich grup interesów. Tym bardziej, że proponuje on specjalne ulgi podatkowe i innego rodzaju preferencje. Tylko, że przynajmniej część tych diagnoz, potwierdzają dane pochodzące z rosyjskiego Ministerstwa Przyrody. Otóż w ostatnich dwóch latach nie udało się w Rosji odkryć żadnego dużego pola naftowego, ani też złóż gazu ziemnego, zaś prace badawcze w Arktyce, z powodu braku pieniędzy, ale przede wszystkimi technologicznego zapóźnienia Rosji nie są prowadzone. Dziś Rosja jest, według różnych statystyk, albo liderem, albo zajmuje drugie miejsce w światowym wydobyciu ropy (powyżej 11 mln baryłek dziennie). Ale jeśliby klasyfikować wydobywców pod względem wielkości zbadanych zasobów i przygotowanych do dalszej eksploatacji, to w tym rankingu zajmuje dopiero 8 miejsce na świecie. Przy czym najłatwiej dostępne, a co za tym idzie najtańsze w eksploatacji pola naftowe na Zachodnim Uralu są już wyeksploatowane w 70%, a na Zachodniej Syberii w 51%. W dyspozycji państwa znajdują się jeszcze 433 zdatne do eksploatacji pola naftowe, na których nie rozpoczęto jeszcze wydobycia, ani nie przydzielono koncesji. Tylko, że ich zasobność, według szacunków rosyjskich specjalistów wynosi ok. 1,6 mld baryłek, czyli trochę mniej niż trzy lata produkcji na obecnym poziomie.