Rosyjskie statystyki – uwaga problemy!
Marek Budzisz 18.05.2018

Kiedy czytamy rosyjskie, oficjalne dane statystyczne to trzeba mieć się na baczności i bardzo uważać. Przede wszystkim z tego względu, że najczęściej oddają one rzeczywistość gospodarczą naszego wschodniego sąsiada „mniej więcej”, ale władze jakoś zawsze wybierają wersję więcej.

Podajmy kilka przykładów. Wzrost gospodarczy w Rosji w ubiegłym roku wyniósł wg. oficjalnych informacji tamtejszego odpowiednika GUS 1,5% i Kreml kolportuje tę wiedzę chwaląc się, że może nie jest on imponujący, ale jednak w Rosji przezwyciężono recesję, bo wzrost, choć wątły, ale jest. Tylko, że zapomina się przy okazji dodać, że błąd pomiaru, o którym mówią specjaliści, to 3%. Czy zatem był w Rosji wzrost gospodarczy, czy nie? Kto mądry niech odpowie. Pojawia się wszakże pytanie skąd tak duże rozbieżności w ocenach? Eksperci zwracają uwagę na to, że jesienią 2016 metodologia Rosstatu została „zreformowana” i ten zabieg, ich zdaniem, znacznie bardziej przyczynił się do tego, że rosyjska gospodarka zaczęła rosnąc, niźli rzeczywiste zjawiska. Bo mamy do czynienia z, kilkoma, co najmniej, zagadkami. I tak w styczniu 2017 roku silnym impulsem pobudzającym rosyjski wzrost było skokowe, aż o 11% zwiększenie transportów kolejowych. Tylko skąd się to wzięło, skoro jak argumentują rosyjscy ekonomiści ani nie otworzono nowych linii, ani nie uruchomiono nowych połączeń, ani tym bardziej nie było jakiegoś sezonowego, nadzwyczajnego skoku przewozów. Rosyjski odpowiednik GUS nie wyjaśnił tej zagadki.

Albo inne, zastanawiające zjawisko. Po trzech kwartałach 2017 roku oficjalne statystyki donosiły, że poziom inwestycji w rosyjskiej gospodarce wzrósł o 4,2% i to miało pobudzać wzrost PKB. Tylko, że analitycy sektora bankowego pytają jak policzono ten skądinąd bardzo pozytywny wskaźnik. Bo ich zdaniem wzrost inwestycji w sektorze przedsiębiorstw wyniósł w pierwszym kwartale 2017 0,4%, w drugim 3,5% a w trzecim 0,2%. I tu się okazało, że przyczyniły się do tego, zdaniem oficjalnych statystyków, małe i średnie przedsiębiorstwa, które inwestowały jak szalone zwiększając ich poziom w kolejnych trzech kwartałach po kilkanaście procent. Szkopuł w tym, że firmy z tego sektora nie tylko są w rosyjskiej gospodarce mniejszością, ale również nie składają informacji statystycznych. I rychło się okazało, że mamy do czynienia z „szacunkami”.

Podobna historia z dochodami ludności. Według oficjalnych statystyk i to już drugi rok z rzędu władze raportują, że wynagrodzenia w Rosji rosną, a dochody ludności spadają. Jak wyjaśnić tę zagadkę? Rządowi statystycy mówią, że to wpływ wypłat w szarej strefie, bo te traktowane są, jako dochody. I wynagrodzenia mogą rosnąć, a szara strefa zmniejsza wypłaty i w efekcie mamy do czynienia, w skali całego kraju ze spadkiem dochodów. Czy brzmi to wiarygodnie? Oceńcie Państwo sami.

A z co z inflacją? I tu statystycznie wszystko wygląda dobrze, a nawet bardzo dobrze. Ceny rosną wolniej niż w latach ubiegłych i wg. oficjalnych danych w 2017 roku poziom inflacji wyniósł 2,5%. Tylko, że eksperci argumentują, że jeśli idzie o artykuły konsumpcyjne, a ceny tych są z punktu widzenia konsumenta najważniejsze, to realna inflacja była, co najmniej trzykrotnie większa. Trochę tak jak z podwyżkami cen za Gomułki, które rosły bardzo umiarkowanie, bo co prawda mięso podrożało, o 100%, ale za to parowozy staniały i to sporo.