RUMUŃSKI CUD GOSPODARCZY
Cezary Kaźmierczak 09.05.2018

Płynące z Bukaresztu wieści prowokują do przyjrzenia się temu krajowi, który nagle, po okresie długiej stagnacji, rozwija się szybciej niż Chiny i niemal 2 razy szybciej od Polski. Lekceważony, znajdujący się nieco na peryferiach, przeprowadził szereg reform, które mocno rozruszały tamtejszą gospodarkę i zrobiły z Rumunii europejskiego tygrysa.

Wiedziony zaciekawieniem i chęcią zobaczenia na własne oczy, jak to wygląda – wybrałem się do Rumunii na kilka dni. Przejechałem prawie 2 tysiące kilometrów od granicy węgierskiej do Konstancy, jak również nad granicą z Ukrainą i Mołdawią i w środkowej Rumunii, byłem w wioskach, miastach i miasteczkach oraz w stolicy.

Dwa lata temu na łamach „Do Rzeczy” opublikowałem tekst, w którym postulowałem, żeby Polska podjęła z Zachodem konkurencję prawno-instytucjonalną, bo to jedyna realna konkurencja, w której możemy wygrać. Nie możemy konkurować kapitałem, bo go nie mamy, technologiami, know how i doświadczeniem, bo również z powodu 50. letniej, niezawinionej przerwy w ciągłości, jesteśmy na straconych pozycjach. Pisałem również, że najprostsza analiza systemowa, zaprowadzi któryś kraj Europy Wschodniej do takiego wniosku i jeśli nie my, to ktoś inny to zrobi.

Zdaje się, że zaczęła to robić Rumunia. Nie Polska, niestety.

Rumuni przeprowadzili szereg reform deregulacyjnych i ułatwiających prowadzenie działalności gospodarczej oraz podatkowych, które przyniosły nadspodziewane efekty.

Przede wszystkim:

– obniżyli stawkę VAT (w 2016 do 20%, w 2017 do 19%)

– od 2018 stawka PIT to 10%, a kwota wolna od podatku to równowartość 23 tys. zł

– od 2018 wprowadzili też podatek obrotowy dla mikrofirm (od 0,5 do 1 mln euro przychodu rocznie) o stawce 1%

Wszystkie te działania były prowadzone nie wobec jakiś zmaz nocnych czy mokrych snów polityków o innowacyjności, start upach czy innych fantasmagoriach – tylko jak najbardziej wobec realnej gospodarki.

Na efekty nie trzeba było długo czekać:

– 6,9% wzrost PKB w 2017 roku (najszybciej w Unii Europejskiej, w trzecim kwartale szacowano nawet 8,8% wzrost (PKB Rumunii rosło szybciej od chińskiego)

– w 2017 roku, konsumpcja gospodarstw domowych wzrosła o 10,3%

– tym samym, stosunek długu publicznego do PKB znacznie zmalał w 2017 roku: z 37,6% do 35,2% (w Polsce 52% dla porównania)

– wskutek dobrych danych gospodarczych, rumuńskie Ministerstwo Finansów zmieniło prognozę wzrostu PKB w roku 2018 z 5,5% do 6,1% (wzrosły również prognozy Banku Światowego – z 3,7% do 4,5%)

– w 2018, wg prognoz MF, konsumpcja gospodarstw domowych ma wzrosnąć o ponad 6%

– w styczniu 2018 Rumunia zanotowała najniższe bezrobocie od 25 lat: 3,99%

Warto zaznaczyć, że te doskonałe wyniki w dużej mierze osiągane są bez znaczących inwestycji kapitału zagranicznego. Własnymi siłami! To widać też na ulicach – Rumunia, w odróżnieniu od Polski, nie mówiąc już o Czechach czy Słowacji, nie jest zdominowana przez zagraniczny kapitał. (Nie mam nic do zagranicznego kapitału – żeby było jasne – mam natomiast do uprzywilejowania zagranicznego kapitału w stosunku do rodzimego, co niestety jest normą. W III RP samo sformułowanie „kapitał zagraniczny” pełni rolę Bożka, podobnego do „dewiz” w PRL – po jego wypowiedzeniu, nic więcej nie trzeba już mówić!).

Pierwsza lepsza uliczka w pierwszym lepszym rumuńskim miasteczku wygląda lepiej od Marszałkowskiej w Warszawie czy Św. Marcina w Poznaniu, które to straszą przechodnia pustymi, zabitymi deskami, witrynami sklepowymi. Rumuni nie dali sobie nabudować w centrach miast centrów handlowych, dzięki czemu ich ulice są żywe i tętniące. Sklep przy sklepie, witryna przy witrynie – w odróżnieniu od naszych umierających ulic – ich ulice tętnią życiem.

Infrastruktura drogowa odbiega od naszej, ale przy tym tempie rozwoju wygląda na to, że jest to kwestia czasu. Rumuni gwałtownie się bogacą i jeżeli obecna dynamika się utrzyma, to za kilka lat… mogą nas przeciągnąć! PKB per capita z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej, w dolarach wynosi odpowiednio: Polska w 2015 – 26,600 a w 2016 – 27,400. Rumunia w 2015 – 21,600 zaś w już 2016 – 23,000! Różnica jest niewielka i maleje.

Przykład rumuński powinien być wielce pouczający dla polskiego rządu. Po pierwsze: Rumunia jest dowodem, że konkurencja prawno-instytucjonalna, która nadal postuluje – działa. Po drugie – rumuński przykład pokazuje, że decyduje realna gospodarka, a nie fantasmagorie poparte kwiecistymi oracjami o start upach, innowacyjnościach i innych humbugach. Po trzecie – można szybko rozwijać się o własnych siłach – pod warunkiem, ze uwolni się przedsiębiorców z pęt z papieru kancelaryjnego i przestanie się pełzać przed byle koncernem zagranicznym.

Rozsądku i odwagi!