Skok na Sąd Najwyższy
Robert Gwiazdowski 03.07.2018

Jutro będzie w Rzepie mój krótki felieton o skoku PiS na Sąd Najwyższy. Ale dzisiaj jest już „gorąco” więc tutaj trochę wcześniej i trochę więcej.

 

W prawie liczą się nie tylko czyny ale i zamiary. Jak kogoś zabiję, choć tego nie chciałem, nie odpowiadam za zabójstwo. PiS chce „zabić” Pierwszą Prezes Sądu Najwyższego i tego zamiaru nie ukrywa. Dlaczego? Kolejna rozróba w celu mobilizacji elektoratu? Zemsta? Czy może – jak twierdzą niektórzy – plan sfałszowania wyborów, ważność których stwierdza Sąd Najwyższy? Zobaczymy.

Wielokrotnie pisałem, że konstytucja jest bublem prawnym. W art. 180 ust. 1 stanowi, na przykład, że sędziowie są „nieusuwalni”, ale w ustępie 3 dodaje, że to „ustawa określa granicę wieku, po osiągnięciu której sędziowie przechodzą w stan spoczynku”. A przecież „przejście w stan spoczynku” to nie to samo co „usunięcie”! I PiS twierdzi, że sędziów nie usuwa. Co nie znaczy, że nie łamie konstytucji. Między innymi dzięki poprzednikom, którzy ją naginali. Aż ktoś ją w końcu złamał.

Jak się pisze umowę sprzedaży przysłowiowej pietruszki, trzeba sprawdzać jak się mają do siebie jej poszczególne przepisy i analizować jak na ich stosowanie mogą wpłynąć różne zdarzenia. Przy pisaniu konstytucji tak się nie robi? Włodzimierz Cimoszewicz oświadczył, że jej twórcy nie zakładali, że „będą rządzić złoczyńcy”. To tak, jakbym powiedział klientowi, że pisząc umowę sprzedaży tej pietruszki nie zakładałem, że jego kontrahent będzie złoczyńcą i go oszuka.

Art. 183 ust. 3 konstytucji stanowi, że „Prezesa Sądu Najwyższego powołuje Prezydent Rzeczypospolitej na sześcioletnią kadencję spośród kandydatów przedstawionych przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego”. Koniec. Tymczasem ustawa z 23 listopada 2002 roku o Sądzie Najwyższym stanowiła, że „Prezes Sądu Najwyższego jest powoływany przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej na sześcioletnią kadencję spośród sędziów Sądu Najwyższego w stanie czynnym”. A więc zwykła ustawa wprowadziła dwa ograniczenia biernego prawa wyborczego na stanowisko Prezesa Sądu Najwyższego, które konstytucji nie są w ogóle znane. Po pierwsze, konstytucja nie wyklucza, żeby Zgromadzenie Ogólne Sędziów mogło przestawić Prezydentowi kandydata spoza swojego grona! Po drugie, nie nakazuje nawet, żeby to w ogóle musiał być sędzia! Zgodnie z literą konstytucji mógłby to być jakiś zacny profesor prawa. Albo nestor adwokatury. Wiem, że to byłoby bez sensu – ale w zgodzie z konstytucją. Po trzecie, nawet jeśli przyjmiemy, że Prezesem Sądu Najwyższego powinien być jego sędzia, to konstytucja nie wymaga by był on „w stanie czynnym”. Co więcej, skoro, zgodnie ze zwykłą ustawą, Prezydent powołuje Prezesa Sądu Najwyższego spośród sędziów w stanie czynnym, to nie oznacza, że jak już powołał, a w trakcie kadencji przejdzie on w stan spoczynku, to skończy mu się kadencja określona w Konstytucji, która tego w ogóle nie przewiduje. Potwierdził to przypuszczenie sam ustawodawca – czyli aktualnie PiS. Bo dopiero w nowej ustawie z 8 grudnia 2017 roku o Sądzie Najwyższym dodał przepis że „osoba powołana na stanowisko Prezesa Sądu Najwyższego może zajmować to stanowisko tylko do czasu przejścia w stan spoczynku…”. Nie ma takiego wymogu w konstytucji! Co gorsza dla PiS, zmiana ta została wprowadzona w trakcie trwania kadencji Prezesa Sądu Najwyższego. Nie do obrony!

Trzy lata temu, gdy Platform próbowała „ukraść” PiS-owi dwóch sędziów Trybunału Konstytucyjnego nie dziwiłem się, że PiS zaczął „strzelać” i zabił nie tylko dwóch winnych kradzieży ale i trzech niewinnych. Zwłaszcza, że miał ku temu podstawy – z jednej strony w nieprecyzyjnych przepisach Konstytucji, z drugiej w roszczeniach Trybunału Konstytucyjnego, który pod wodzą Prezesa Rzeplińskiego uczynił się stroną konfliktu między sejmem nowej i poprzedniej kadencji. Ale dziś to PiS jest złodziejem. I to uzbrojonym. Aczkolwiek to twórcy konstytucji go uzbroili – w karabin z nieprecyzyjnymi przepisami. A teraz się dziwią, że strzela, I jeszcze żądają, żeby inni rzucili się mu ten karabin wyrwać.

Skoro „Sądy i Trybunały są władzą odrębną i niezależną od innych władz” – jak stanowi Konstytucja w art. 173 – to nie można ich zwykłymi ustawami czynić od innych władz zależnymi. Bo inaczej będzie jak w konstytucji PRL – władza też należała do „ludu pracującego” a obywatelom przysługiwała „wolność słowa”. Ale władzę faktycznie sprawował jednoosobowo pierwszy sekretarz partii, który dziś nazywa się prezesem.

Skoro sędziowie są „nieusuwalni” to nie można ich de facto „usuwać” przy pomocy ustawy obniżającej wiek emerytalny, choć inaczej to się nazywa. Bo inaczej też będzie jak w konstytucji PRL – która stanowiła przecież, że sędziowie są „niezawiśli”.

Nie da się tym razem ukryć, że PiS ma ewidentnie wrogie zamiary wobec sędziów. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę kogo powołał do Trybunału Konstytucyjnego. Są tam sędziowie „niezawiśli” – jak w PRL.