Słoń i myszka, czyli o handlu Chin z Rosją
Marek Budzisz 06.11.2018

W Szanghaju rozpoczął się właśnie China International Import Expo, czyli międzynarodowa wystawa towarów, które mogą być importowane do Chin. Impreza ta jest jednym z najważniejszych promocyjno-propagandowych przedsięwzięć Pekinu, który w erze nasilających się wojen celno-handlowych chce pokazać światu, że nadwyżka handlowa jaką przez lata cieszyła się tamtejsza gospodarka będzie się zmniejszała, bo rósł będzie import. W przedsięwzięciu uczestniczy 2800 firm z ponad 130 krajów i regionów świata, przy okazji odbywa się tysiące spotkań i konferencji, a wystawy odwiedzą najwyższe władze Chin.

 

Nas interesuje jednak co innego, a mianowicie, jak w Szanghaju zaprezentuje się Rosja, strategiczny, jeśli wierzyć sloganom moskiewskiej propagandy, partner Chin? Oczywiście, nawet pobieżne odwołanie się do danych statystycznych pokazuje, że partnerstwo nazwać można strategicznym bardziej z punktu widzenia Rosji i życzeń rządzącej na kremlu ekipy, niż w odniesieniu do realiów. W 2017 roku wymiana handlowa między obydwoma krajami wyniosła 84,4 mld dolarów i w porównaniu do roku poprzedniego wzrosła o 31,5%. W ciągu trzech kwartałów tego roku wartość handlu przekroczyła 77,2 mld dolarów, zanotowano wzrost o 25,7%. Jednym słowem zapewnienia rosyjskich władz, że ich celem jest doprowadzenie wzajemnych obrotów handlowych w tym roku do poziomu 100 mld dolarów są jak najbardziej realistyczne a cel możliwy do osiągnięcia. Tylko, że Rosja, dla których Chiny są głównym partnerem handlowym, z punktu widzenia Pekinu jest znacznie mniej istotna i sytuuje się dopiero na 14 pozycji. Znów odwołajmy się do liczb – wymiana handlowa między Chinami a Stanami Zjednoczonymi w 2017 roku zamknęła się kwotą 637,9 mld dolarów; Japonią 297,2 mld dolarów, Koreą Pd. – 239,9 mld; Niemcami 180,5 mld. Rosja sprzedaje głównie surowce – ropę naftową, surowce i tarcicę, które stanowią 80% rosyjskiego eksportu do Chin. Wzrost wartości obrotów we wzajemnym handlu nie jest wynikiem tego, że coraz większa liczba firm zaczyna ze sobą współpracować, ale po prostu rezultatem skokowego wzrostu cen ropy naftowej. Rosja z punktu widzenia Chin jest partnerem, którego ranga sytuuje ją między Wietnamem a Singapurem. Oczywiście mówimy o handlu, nie polityce. Podobnie symboliczne są chińskie inwestycje w Rosji, które w roku 2017 zamknęły się kwotą 2,2 mld dolarów (w całym 2017 roku Chińczycy zainwestowali poza granicami kraju 1 310 mld dolarów).

Chińscy eksperci dość otwarcie piszą, że mimo dobrego klimatu politycznego współpraca gospodarcza kuleje, bo w Rosji nie ma partnerów. Nie liczące się z kosztami, dysponujące przestarzałymi technologiami i ociężałe rosyjskie państwowe kolosy przemysłowe nie są nastawione na kooperację, a małych firm po rosyjskiej stronie po prostu brak. Doskonale widać to na przykładzie otwartej właśnie wystawy. Rosję reprezentowało będzie 93 firm (na 2300), niemal wszystkie wywodzące się z sektora rolno-przemysłowego. Nie jest to kwestia przypadku, bo jak mówi Borys Titow, współprzewodniczący specjalnego chińsko-rosyjskiego komitetu, którego celem jest rozwój wzajemnej współpracy gospodarczej, rosyjskie władze po przeanalizowaniu przewag konkurencyjnych i możliwości zbytu rosyjskiej produkcji w Chinach doszły do wniosku, że najwięcej szans ma tam rosyjskie zboże, alkohol, być może mięso drobiowe i produkty ekologiczne.

I te spostrzeżenia rosyjskiego polityka, przy okazji rzecznika praw rosyjskich przedsiębiorców, są najlepszym podsumowaniem sytuacji w jakiej znalazła się Rosja. Może sprzedawać do Chin surowce, syberyjską tarcicę, rudy metali, co obecnie robi. A w przyszłości? Pszenicę i mięso drobiowe, bo 1 300 mln Chińczyków trzeba wyżywić, ale czy będzie w stanie skorzystać na zapowiedziach chińskiego prezydenta, który otwierając wystawę oświadczył, że w ciągu następnych 15 lat chiński import towarów wart będzie 30 bln dolarów, a usług 15 bln? Roztropniej będzie w to wątpić.