Spór o historię i o teraźniejszość
Łukasz Warzecha 28.12.2018

Wieczorem 26 grudnia 1918 roku około 21 na peron dworca cesarskiego w Poznaniu wjechał pociąg, wiozący z Gdańska Ignacego Paderewskiego. Pianista i dyplomata dzień wcześniej przypłynął tam na pokładzie krążownika HMS „Concord”. Jeszcze tego samego dnia, mimo braku oświetlenia na ulicach (Niemcy chcieli utrudnić wizytę wybitnemu gościowi) Paderewski przemówił z okna hotelu do kilkudziesięciotysięcznego tłumu. Wystąpienie było patriotyczne, ale nie znalazło się w nim wezwanie do rozpoczęcia walki. Mimo to następnego dnia wybuchło Powstanie Wielkopolskie. Jeden z niewielu polskich zrywów, zakończonych w zasadzie pełnym sukcesem.

 

Tak zaczynał się mój pierwszy wpis na portalu Warsaw Enterprise Institute, opublikowany równo rok temu, tuż po 99. rocznicy wybuchu Powstania Wielkopolskiego. W setną rocznicę, wczoraj, prezydent Andrzej Duda odznaczył pośmiertnie Orderami Orła Białego dwóch dowódców powstania: generała (w czasie powstania – majora) Stanisława Taczaka i jego następcę, generała Józefa Dowbora-Muśnickiego. Obu im ten honor należał się już dawno – dobrze się stało, że przypadł im w setną rocznicę wybuchu powstania.

Po roku zmagania się przeze mnie na stronach WEI z etatystycznymi absurdami III RP pod rządami socjaldemokratów z PiS, 27 grudnia i miejsce tego dnia w polskiej pamięci nabierają symbolicznego znaczenia. Jest to bowiem w dużej mierze spór o sposób myślenia o Polsce.

Nikt nie chce, rzecz jasna, urządzać tu jakiejś rywalizacji na rocznice. Pamięć należy się tak samo powstańcom wielkopolskim, jak warszawskim, styczniowym czy listopadowym. Z drugiej jednak strony nie można udawać, że wszystkie te wydarzenia mają w narodowej mitologii to samo miejsce. Różnice między nimi w tym względzie to w dużej mierze skutek decyzji ściśle politycznych, i w II RP, i już w III.

Ponadto każdy z tych zrywów wybuchał w innych okolicznościach i odmiennie można oceniać jego racjonalność, niezależnie od tego, czy zapoczątkowały go działania całkowicie spontaniczne czy zaplanowane. Powstanie Wielkopolskie wybuchło spontanicznie, ale było racjonalne; Powstanie Warszawskie było planowane, a zarazem całkowicie nieracjonalne. Powstańcy listopadowi brali jakoś pod uwagę sytuację międzynarodową i ich plany, przy wszystkich wadach, nosiły ślad kalkulacji; powstańcy styczniowi ekscytowali się nawzajem narodowym wzmożeniem, rozpoczynając walkę bez szans na powodzenie i niwecząc całkowicie wysiłki Aleksandra Wielopolskiego. Tak się zaś jakoś składa, że powszechnie znana i lubiana jest pieśń powstańców styczniowych do słów Wincentego Pola ze znamiennym fragmentem:

Obok Orła znak Pogoni,

Poszli nasi w bój bez broni —

Hu, ha, krew gra, duch gra, hura ha!

Matko Polsko żyj!

Jezus Marya, bij!

Budować patriotyczne uniesienie na tym, co powinno być raczej powodem do potępienia dowódców, czyli na wysyłaniu w bój żołnierzy bez broni – to swego rodzaju polska perwersja. Pol napisał tu zresztą szczerą prawdę, bo poziom uzbrojenia powstańców z 1863 roku był tragiczny.

Zarazem poza Wielkopolską śpiewy tamtejszych powstańców są kompletnie nieznane. Podobnie zresztą na marginesie pozostają Powstania Śląskie, być może dlatego, że przywódcą trzeciego z nich był Wojciech Korfanty, zresztą także jeden z liderów zrywu wielkopolskiego, jeden z wielu, których Piłsudski wziął sobie na cel i uwięził w Brześciu w 1930 roku. Korfanty, który po uwolnieniu wyemigrował do Czechosłowacji, nie mógł być nawet na pogrzebie swojego syna w 1938 roku, bo groziło mu aresztowanie, gdy zaś ostatecznie wrócił, schorowanego bohatera walki o polski Śląsk zeskleroziała postpiłsudczykowska sanacja wsadziła na Pawiak. Sposób potraktowania Korfantego przez Piłsudskiego i jego pupili był tak haniebny, że przy obowiązującym obecnie bezkrytycznym kulcie Marszałka musi to mieć wpływ na budowanie historycznej narracji.

Obrońcy sposobu myślenia, ujętego lapidarnie przez Mickiewicza w słowach Sędziego: „Szabel nam nie zabraknie, szlachta na koń wsiędzie, ja z synowcem na czele i? – jakoś to będzie!” – kładą nacisk na to, że Powstanie Wielkopolskie rozpoczęło się pod wpływem emocji, wywołanych wystąpieniem Paderewskiego (choć, jak pisze w swojej książce o powstaniu Marek Rezler, Paderewskiego mogli słyszeć tylko stojący najbliżej balkonu jego apartamentu w hotelu Bazar). To prawda. Tyle że ten spontaniczny początek musiałby oznaczać klęskę, gdyby nie trwające wiek przygotowania do tego właśnie momentu. Gdyby nie potajemne nauczanie, szkolenia wojskowe, gdyby nie budowana latami dyscyplina, ale także przedsiębiorczość i podstawy finansowe. W Wielkopolsce pod zaborem pruskim polskość znalazła oparcie nie w romantycznych strofach i mirażach o Chrystusie narodów, ale w solidnej, mozolnej pracy Cegielskiego, ks. Wawrzyniaka czy generała Chłapowskiego. Gdyby nie oni, być może w 1918 roku nie miałby kto chwycić za broń.

Cicha, niedopowiedziana rywalizacja o miejsce w narodowej świadomości toczy się dzisiaj właśnie w tym punkcie. Po jednej stronie mamy straceńcze boje, od Powstania Listopadowego począwszy, na antykomunistycznym podziemiu po 1944 roku skończywszy – po drugiej racjonalną, spokojną, nieprzynoszącą natychmiastowych efektów pracę Wielkopolan (którzy przecież do powstań w zaborze rosyjskim szli, nawet jeśli myśleli o nich bardzo krytycznie), uwieńczoną politycznym sukcesem. W istocie to kolejna emanacja sporu pomiędzy romantykami a realistami.

Czy to się przekłada na tematy, o których piszemy na portalu WEI? Z pewnością – bo te dwa paradygmaty mają odbicie w myśleniu o państwie. Także w prawodawstwie, w tworzeniu instytucji i norm można być racjonalnym, metodycznym i systematycznym, a można też być romantykiem, który niczego nie planuje i rzuca się z motyką na słońce. Dziś akurat jesteśmy świadkami takiego działania, gdy Sejm zajmuje się przygotowanymi na chybcika, doraźnymi rozwiązaniami, mającymi na krótko zamaskować kwestię drożejącego prądu. Innym pokazem szkodliwego wręcz romantyzmu są majaczenia o polskim samochodzie elektrycznym, oderwane od jakichkolwiek realiów, za to bardzo kosztowne.

Starania o godne miejsce w narodowej pamięci dla Powstania Wielkopolskiego czy Powstań Śląskich są czymś więcej niż tylko sporem o historię. To także spór o teraźniejszość. Jako że zbliża się koniec 2018 roku, P.T. Koleżankom i Kolegom ze Związku Przedsiębiorców i Pracodawców oraz Warsaw Enterprise Institute życzę, żeby oba przedsięwzięcia rosły w siłę, bo są Polsce ogromnie potrzebne, po to właśnie, żeby racjonalnością gasić szkodliwe romantyczne uniesienia i piętnować dojutrkowość, lekkomyślność, etatyzm i paternalizm władzy.

Wszystkim zaś czytelnikom tego bloga życzę, żeby Państwa działania i zamiary w nowym 2019 roku okazywały się tak skuteczne, jak dla Polski było Powstanie Wielkopolskie.