Stare/nowe zasady podatkowe
Robert Gwiazdowski 16.02.2019

Bardzo przepraszam, że aż tyle napisałem. Skoro czytam, że proponowany przez nas system podatkowy jest przestarzały bo opiera się na osiemnastowiecznych zasadach, to może ktoś będzie chciał się dowiedzieć, jakie są te zasady Adama Smitha, o którym naukowcy bardzo dalecy od liberalizmu jak Andrzej Gomułowicz i Jerzy Małecki piszą, że „był i pozostał jedną z najwybitniejszych postaci podatkowego Olimpu. Jego wkład w doktrynę myśli podatkowej i szkoła, którą stworzył, są trudne do przecenienia. Na pewno Adam Smith wyznaczył nauce o podatkach ramy, w których przez długi czas rozwijała się. Także współcześnie jego poglądy stanowią punkt wyjścia dla formułowania tez dotyczących zasad funkcjonowania systemu podatkowego”.

 

Adam Smith, który przedstawił wizję ekonomiczną liberalnego państwa i społeczeństwa, sformułował zasady fiskalne, na których działalność tego państwa ma się opierać. Do dziś większość ogólnych opracowań na temat podatków siłą rzeczy odnosi się więc do teorii „Genialnego Szkota”, jak nazywają go niektórzy. Są to jednak odniesienia albo bardzo ogólnikowe, albo ograniczające się do omówienia poglądów wyrażonych jedynie w Badaniach nad naturą i przyczynami bogactwa narodów, bez nawiązania do idei zawartych w wydanej po raz pierwszy w roku 1759 Teorii uczuć moralnych, bez uwzględnienia sytuacji istniejącej w Wielkiej Brytanii w drugiej połowie XVIII wieku i bez analizy ogólnego kontekstu filozoficznego doktryny Smitha. Tymczasem poglądy podatkowe Smitha są zarazem elementem, jak i pochodną głoszonej przez niego filozofii politycznej i ekonomicznej, dla zrozumienia której Teoria uczuć moralnych ma kapitalne znaczenie. Jeżeli Smith głosi jakieś koncepcje podatkowe, to dlatego, że uznaje takie a nie inne funkcje państwa i wyznaje zasadę specyficznych relacji międzyludzkich opartych na rywalizacji, która służy dobru ogółu. Gdy analizuje i/lub ocenia jakieś rozwiązania podatkowe, to czyni to z perspektywy poddanego króla Jerzego III, żyjącego w określonych warunkach i w określonym czasie, dla którego konkretne pojęcia mają swoje konkretne desygnaty, nieraz zupełnie różne od tych, jakie przypisuje się im współcześnie. Nie można także zapomnieć, na co zwraca uwagę w słowie wstępnym do polskiego wydania Teorii… Danuta Petsch, że „dla pisarzy szkockich XVIII wieku ekonomia była tylko jednym z działów ogólnej teorii społeczeństwa, która obejmowała psychologię, etykę, prawoznawstwo, politykę i filozofię społeczną”. Nie wiedzieć czemu, tak szeroki kontekst rozważań ekonomicznych i podatkowych poczytuje się za wadę dzieła Smitha, podkreślając, że dopiero niemieccy kameraliści wyodrębnili naukę skarbowości jako oddzielny przedmiot rozważań. Tymczasem psychologiczne, etyczne i filozoficzne zakorzenienie rozważań podatkowych powinno uchodzić raczej za plus a nie mankament. Główną kategorią wokół której koncentrują się rozważania zawarte w Teorii… jest zaczerpnięte od Dawida Hume’a i Thomasa Hutchesona pojęcie sympatii. Smith „uznaje sympatię za czynnik, który sprawia, że człowiek interesuje się losem innych ludzi i że potrzebne mu jest ich szczęście choćby tylko po to, by zyskać przyjemność, jaką daje fakt, że jest się jego świadkiem”. Dopiero w świetle rozważań zawartych w Teorii… dotyczących motywów działania ludzkiego staje się jasne przesłanie zawarte w Bogactwie narodów, gdy Smith pisze, że „każdy człowiek czyni stale wysiłki, by znaleźć najbardziej korzystne zastosowanie dla kapitału, jakim może rozporządzać. Ma oczywiście na widoku własną korzyść, a nie korzyść społeczeństwa. Ale poszukiwanie własnej korzyści wiedzie go w sposób naturalny, a nawet nieuchronny do tego, by wybrał takie zastosowanie, jakie jest najkorzystniejsze dla społeczeństwa”. W Bogactwie narodów zarysowana została idea wolności naturalnej, pozwalającej, jak pisze Alvin Rabushka, „zaprzęgnąć interes osobisty jednostki do działania dla dobra całego społeczeństwa”. Jak bowiem zauważył Smith „mając na celu swój własny interes człowiek często popiera interesy społeczeństwa skuteczniej niż wtedy, gdy zamierza służyć im rzeczywiście”. Opierał się on na przekonaniu, że choć każdy człowiek „gdy kieruje wytwórczością tak, aby jej produkt posiadał możliwie najwyższą wartość, myśli tylko o swoim własnym zarobku, a jednak w tym, jak i w wielu innych przypadkach, jakaś niewidzialna ręka kieruje nim tak, aby zdążał do cel, którego wcale nie zamierzał osiągnąć”.

Smith podkreślał, że dochody, które muszą pokrywać wydatki państwa „mogą, po pierwsze, pochodzić z jakiegoś funduszu niezależnego od dochodów ludności, który stanowi własność panującego lub państwa, a po wtóre, z dochodów ludności” „Osoby panujące podejmowały często wiele przedsięwzięć handlowych (…) Prawie nigdy nie osiągnęły pomyślnych rezultatów, a nie udawało im się to ze względu na rozrzutność, z jaką interesy osób panujących się prowadzi – pisał Smith. W ten sposób gospodarka wchodzi w pewnego rodzaju zamknięty krąg, który trudno jest opuścić. Agenci panującego uważają, że bogactwo ich pana jest niewyczerpane; nie zważają, po jakiej cenie kupują ani po jakiej sprzedają, nie obchodzi ich też cena transportu towarów z jednej miejscowości do drugiej. Agenci ci często żyją z książęcą rozrzutnością, a niejednokrotnie pomimo tej rozrzutności, dzięki sprytnemu prowadzeniu rachunków, zdobywają książęce fortuny”. Dlatego Smith konkluduje, że „nie ma chyba dwóch ról, które równie trudno byłoby pogodzić, jak zawód kupca i stanowisko panującego. Jeżeli handlowe usposobienie dyrektorów Kampanii Wschodnio-Indyjskiej sprawia, że są bardzo złymi władcami, to odwrotnie – ich władcze usposobienie sprawiło, iż byli równie złymi kupcami”. To spostrzeżenie jest równie aktualne dziś w odniesieniu do urzędników państwowych, dyrektorów i prezesów państwowych przedsiębiorstw i agend rządowych. Państwo nie powinno więc trudnić się działalnością gospodarczą lecz czerpać na swoje, ograniczone, potrzeby dochody z podatków. Rozważania Smitha na temat opodatkowania doskonale wpisują się w całość jego poglądów filozoficznych i ekonomicznych. Podkreślał on, że ściąganie podatków musi opierać się na pewnych niewzruszalnych zasadach. Są to zasady: równości, pewności, dogodności i taniości podatków.

Niezwykle istotna jest ogłoszona przez Smitha zasada równości opodatkowania. Współcześnie określa się ją mianem zasady sprawiedliwości i nadaje się całkiem inne znaczenie niż za czasów Smitha. Przede wszystkim zasada równości podatkowej zakładała, że wszyscy podatnicy uzyskujący taki sam dochód powinni być tak samo traktowani, bez żadnych przywilejów. Była ona w istocie zasadą powszechnego opodatkowania. Miała więc charakter iście rewolucyjny i wpisywała się zarówno w filozofię, jak i praktykę polityczną XVIII wieku. Deklamowała zniesienie różnic i przywilejów stanowych i uzupełniała nową ideę równości wobec prawa. Podatki mieli płacić wszyscy, bez względu na pochodzenie i wszyscy płacący podatki mieli mieć takie same prawa. Początkowo oznaczało to w praktyce zaakceptowanie cenzusu majątkowego w rodzących się demokracjach w myśl zasady, że o sprawach państwa mogą wypowiadać się tylko ci, którzy łożą na jego utrzymanie. Zasada ta była wymierzona nie tylko w “uciemiężoną klasę robotniczą”, jak widzieli to socjaliści różnej orientacji, ale także w zbankrutowaną arystokrację. Z upływem czasu sytuacja ta uległa jednak całkowitej zmianie. Postępy demokracji sprawiły, że coraz więcej do powiedzenia w państwie mieli ci, którzy najmniej przyczyniali się do jego utrzymania. Ich polityczna dominacja doprowadziła do zachwiania zasady powszechności opodatkowania. Coraz częściej coraz liczniejsze grupy pod różnymi pretekstami zwalniane były z takiego, czy innego podatku, co nie przeszkadzało im bynajmniej w odgrywaniu istotnej roli politycznej. W Polsce podatku dochodowego nie płaci kilkanaście procent obywateli – rolników, których dochody są z podatku tego wyłączone. Tym samym kilku milionom wyborców absolutnie obojętna jest wysokość stawek podatku dochodowego i deklaracje różnych ugrupowań politycznych w tej sprawie. Mirosław Pietrewicz utrzymuje, że zasada powszechności opodatkowania nie może być rozumiana zbyt szeroko. A interpretacja zakazująca stosowania ulg dla, na przykład “młodych rolników przejmujących gospodarstwa rolne po rodzicach”, wydaje się mu nieuzasadniona. Można postawić tezę, że jest to raczej punkt widzenia polityka Polskiego Stronnictwa Ludowego zabiegającego o głosy elektoratu wiejskiego. Jaka jest bowiem różnica pomiędzy takim rolnikiem, a młodym rzemieślnikiem przejmującym po ojcu, dajmy na to, zakład stolarski? Współcześnie zasada powszechności opodatkowania poza znaczeniem podmiotowym ma także znaczenie przedmiotowe. Z punktu widzenia klasycznych zasada ekonomii opodatkowani powinni być nie tylko wszyscy obywatele, bez specjalnych zwolnień podmiotowych, ale także od całości swojego dochodu, bez specjalnych zwolnień przedmiotowych. Niestety i ta zasada odchodzi często w zapomnienie z uwagi na działania różnych grup „specjalnych interesów”, o działalności których Smith pisał przy okazji rozważań na temat polityki celnej.

Na kanwie zasady równości opodatkowania Antoni Menger zauważył jednak, że „nie ma większej nierówności, jak traktować na równi rzeczy nierówne. Jeżeli jest jedna cena za bilet tramwajowy, to jest nierówność, gdyż człowiek bogaty może zapłacić więcej. Tam gdzie mamy do czynienia z mechaniczna równością, powstaje duża nierówność”. W praktyce nie sposób zróżnicować cen biletów tramwajowych w zależności od zamożności pasażera. Prezentowany pogląd stał się jednak podstawą wprowadzenia progresji w podatku dochodowym od osób fizycznych w myśl zasady zdolności płatniczej i malejącej użyteczności krańcowej dochodów. Współcześnie zasada równości oznacza nie takie samo opodatkowanie podatników, ale różnych źródeł przychodu, bez względu na to czy jest nim działalność gospodarcza prowadzona na własny rachunek, wykonywanie wolnego zawodu, praca najemna, czy prawa majątkowe. Z uwagi na strasznie skomplikowany kształt współczesnego podatku dochodowego, zasadę tę rozpatruje się jednak odrębnie przy opodatkowaniu dochodów podlegających łączeniu i tych, które są opodatkowane odrębnie. W obu wersjach opodatkowanie dotyczy co prawda wszystkich podatników podlegających pierwszemu lub drugiemu sposobowi opodatkowania, ale, po pierwsze, te dwa sposoby są jednak inne, a po drugie, jedno i drugie opodatkowanie ma dość odmienną konstrukcję. Czy można zatem mówić o równości w klasycznym tej zasady znaczeniu? Co więcej, jeżeli uznać, że osoby o różnych dochodach nie powinny być traktowane w taki sam sposób, gdyż zróżnicowanie ich dochodów uzasadnia różne ich traktowanie, to również należałoby uznać, że osoby uzyskujące taki sam dochód, które znajdują się w diametralnie różnych sytuacjach pod innymi względami powinny być zróżnicowane w sposobie ich traktowania przez prawo podatkowe. Trudności ze zdefiniowaniem idei równości podatkowej sprawiają, że zasada ta jest często ujmowana jako zasada sprawiedliwości. Nie rozwiązuje to jednak w niczym problemu definicji, a jeszcze go raczej pogłębia, gdyż pojęcie sprawiedliwości wzbudza jeszcze więcej kontrowersji, co jest zrozumiałe z uwagi na wieloznaczność samego terminu “sprawiedliwość”. Zdaniem Mirosława Pietrewicza wywodzi się ona “niewątpliwie z zasady sprawiedliwości społecznej”. Ta niewątpliwość jest jednak mocno wątpliwa, gdyż o sprawiedliwości podatków pisali już klasycy myśli liberalnej, którzy tak zwanej „sprawiedliwości społecznej” nie mieli okazji zaznać. Tym samym za sprawiedliwe można uważać to, że wszyscy płacą takie same podatki, albo to, że wszyscy powinni płacić taką samą część swojego majątku jako podatek, lub że niektórzy powinni płacić podatki znacznie większe niż pozostali.

Sam autor Bogactwa narodów nie używał terminu „equity” lecz „equality”. Był on też raczej przeciwnikiem podatków bezpośrednich, a więc także podatku dochodowego, gdyż podatki takie wiążą się z uciążliwym badaniem i kontrolą podatników, co z jednej strony zagraża ich wolności indywidualnej, a z drugiej krępuje aktywność gospodarczą, co hamuje rozwój ekonomiczny całego społeczeństwa. Z jego prac można wywieść co najwyżej akceptację podatku dochodowego proporcjonalnego do uzyskiwanego dochodu. Ten pogląd Smitha opierał się na koncepcji ekwiwalentności korzyści (benefit) jaką podatnik uzyskuje z działań państwa, co pozwalało traktować podatek jako „opłatę ponoszoną przez obywateli za udzieloną im ze strony państwa ochronę”. Pogląd taki był jednak możliwy do obrony jedynie na gruncie wyznawanej przez Smitha koncepcji funkcji państwa. Z upływem lat, wraz ze zmianą zasad i sposobu uprawiania polityki i rządzenia państwem, funkcje tego państwa były coraz bardziej poszerzane. Stąd w teoriach podatkowych coraz częściej odchodzono od zasady proporcjonalności i zastępowano ją zasadą sprawiedliwości. Znaleźli się nawet autorzy, którzy u samego Smitha wyszukali podstawy do skonstruowania nowych teorii. Andrzej Gomułowicz i Jerzy Małecki odnaleźli opinię, iż „nie jest rzeczą nierozsądną aby bogaci uczestniczyli w publicznych wydatkach nie tylko proporcjonalnie do swych dochodów, ale nieco powyżej tej proporcji”. Pozwoliło to autorom skonstatować, iż ta „myśl Smitha bliska jest idei opodatkowania progresywnego”. Podobnego zdania są autorzy francuscy Paul Marie Gaudemet i Joel Molinier. Podnoszą oni, że jedna z czterech podstawowych zasad głoszonych przez Smitha stanowi, iż podatnik powinien być opodatkowany stosownie do swoich możliwości, co nie wyklucza, ich zdaniem, opodatkowania progresywnego. Jest to przykład rażącego nadużycia intelektualnego w stosunku do Genialnego Szkota. Stwierdzenie „stosownie do swych możliwości” pojawiło się bowiem w analizach Adama Smitha, jako zaprzeczenie podatków nadmiernie wygórowanych i nie oznaczało bynajmniej zgody na różnicowanie opodatkowania. Gdy w Księdze V, Rozdziale II, Części II Badań nad naturą i przyczynami bogactwa narodów Smith przystępuje do analizy podatkowej, omawiając podstawowe zasady podatkowe, pisze wyraźnie o „proporcjonalności” podatków. Cytat przytoczony przez Gomułowicza i Małeckiego pochodzi z uwag szczegółowych Smitha odnoszących się do „podatków od czynszu z domów”. „Nieco powyżej proporcji” miało być opodatkowane jedynie komorne, co miało klasyczne, liberalne uzasadnienie ekonomiczne: komorne płaci się za używanie czegoś, co nie jest środkiem produkcji. Gdyby więc podatek od komornego był odpowiednio wysoki, większość ludzi starałaby się go uniknąć, zadowalając się w miarę możliwości mniejszymi mieszkaniami i obracając większą część dochodu na inne wydatki, bardziej produkcyjne i korzystniejsze z punktu widzenia całego kraju i społeczeństwa.

Smith bardzo wyraźnie stwierdził, że „poddani każdego państwa powinni przyczyniać się do utrzymania rządu w jak najściślejszym stosunku do ich możliwości, czyli proporcjonalnie (podkreślenie R.G.) do dochodu, jaki każdy z nich pod opieką państwa uzyskuje. Jednostkom, które składają się na wielki naród, wydatki rządowe wydają się podobne do wydatków administracyjnych współdzierżawców wielkiego majątku; wszyscy muszą w nich uczestniczyć proporcjonalnie do wielkości dzierżawy, jaka na każdego z nich przypada. To co nazywa się równością lub nierównością opodatkowania, polega na tym, czy się tej zasady przestrzega, czy też się ją lekceważy.”

W dorobku Smitha można znaleźć twierdzenia, w których pobrzmiewają echa teorii zdolności płatniczej (ability-to-pay), pod warunkiem, że nie wiążemy jej z opodatkowaniem progresywnym. Zdaniem autora Bogactwa narodów wydatki na obronę społeczeństwa są ponoszone dla dobra całego społeczeństwa, „dlatego też jest słuszne, aby łożyło na nie całe społeczeństwo, przy czym udział różnych jego członków powinien być jak najściślej dostosowany do ich możliwości” (podkreślenie R.G.) Jednak twierdzenie Gomułowicza i Małeckiego, że z postulatu ability-to-pay można wywieść zarówno postulat opodatkowania proporcjonalnego, jak i opodatkowania progresywnego, jest raczej, w odniesieniu do samego Smitha, nieuzasadnione. Co prawda, na nakładaniu podatków w zależności od możliwości podatników opiera się współczesna teoria zdolności płatniczej powiązanej z progresją podatkową, jednak wydaje się, że rację ma Irving Kristol podkreślając, iż osiemnastowieczni teoretycy, z Adamem Smithem na czele, rozprawiając o podatkach cały czas obracali się w kręgu podatków proporcjonalnych, i tak należy interpretować ich dzieła.

Inni teoretycy piszą o „zasadzie równości, czyli sprawiedliwości”, którą dostrzegają w twórczości Adama Smitha. Jako że stwierdzenia takie podają bez uzasadnienia, nie sposób prowadzić jakąkolwiek polemikę w tym zakresie. Oczywiście każdy może uważać równość za synonim sprawiedliwości. Jest to jednak stanowisko czysto aprioryczne i nie znajdujące, poza oczywiście filozofią marksistowską, naukowo uzasadnienia w historii myśli politycznej. Adam Smith mógł nawet uważać, że równość związana jest ze sprawiedliwością. Ale tylko w takim znaczeniu jakie nadawała obu tym pojęciom klasyczna filozofia liberalna.

Zasada równości ogłoszona przez Smitha w drugiej połowie XVIII wieku miała natomiast zupełnie inny wymiar. W czasach Smitha równość podatkowa oznaczała brak przywilejów feudalnych w tej, jakże ważnej, dziedzinie życia gospodarczego. Nie status społeczny, czy polityczny, nie przynależność stanowa miały przesądzać o wysokości płaconego podatku, lecz posiadany majątek. Polityka podatkowa powinna bowiem uwzględniać jedynie fakty ekonomiczne. Dzisiaj całkiem inaczej rozumie się samą zasadę równości i sprawiedliwości. Pogląd Adama Smitha, zakładający powszechność i równość opodatkowania uznaje się za „dogmatyczny” i uważa, że sprawiedliwym jest system podatkowy zróżnicowany, zindywidualizowany i oparty na progresji.

Od czasów, gdy Smith ogłosił swoje zasady podatkowe zmienił się obraz polityczny i społeczny całej Europy, a wraz z tą zmianą zaistniała konieczność nowego podejścia do zagadnień daniny publicznej i systemu podatkowego. Z głoszonych przez Smitha zasad, zmieniła się jednak jedynie interpretacja pierwszej z nich. Przestał obowiązywać dogmat, w myśl którego sprawiedliwy system podatkowy powinna cechować powszechność i równość opodatkowania. Wręcz przeciwnie – przyjmuje się, iż sprawiedliwy system podatkowy powinien być zróżnicowany i zindywidualizowany. Coraz większe uznanie zaczęły też zdobywać, krytycznie oceniane przez autora Bogactwa narodów, podatki bezpośrednie, a zwłaszcza podatek dochodowy. Pozostałe trzy zasady podatkowe Smitha mają charakter techniczny i są uniwersalne, bez względu na przesłanki filozoficzne, polityczne i ekonomiczne na jakich jest zbudowany system podatkowy. Bez względu na filozofię podatkową zdecydowana większość autorów podziela techniczne zasady głoszone przez Smitha. Dlatego, abstrahując od filozoficznych sporów na temat znaczenia smithowskiej zasady równości, czy sprawiedliwości podatków, trzeba wskazać na pozostałe zasady techniczne, którym system podatkowy nie może się sprzeniewierzać, aby mógł być efektywny.

Zasada druga mówi o pewności podatków, które muszą być precyzyjnie i jasno określone, a nie kształtowane dowolnie przez organy podatkowe. „Podatek, jaki każda jednostka jest obowiązana płacić, powinien być określony, a nie dowolny. Termin płatności, sposób zapłaty, suma jaką należy zapłacić – wszystko to powinno być jasne i zrozumiałe dla podatnika i dla każdej innej osoby. Tam, gdzie jest inaczej, każdego podatnika w mniejszym lub większym stopniu oddaje się w moc poborcy podatkowego, który może bądź dotkliwie obciążyć podatkiem niemiłego sobie podatnika, bądź też pod groźbą takiego obciążenia wymusić dla siebie jakiś podarunek” – pisał Smith. Dzisiaj można potwierdzić, że miał całkowitą rację, choć praktyka podatkowa współczesnych państw, Polska nie jest tutaj wyjątkiem, wygląda zupełnie inaczej. Przepisy podatkowe są niejasne, pisane horrendalnym językiem, rozpowszechnione jest przekonanie, że nie podlegają wykładni systemowej, gdyż kierują się swoją własną logiką. W ten sposób część składowa nie jest częścią składową w rozumieniu kodeksu cywilnego, tylko po prostu częścią zamienną. Według jednego z ośrodków badania opinii publicznej 46% podatników uważa za trudne już samo wypełnienie druku PIT z rozliczeniem rocznym. Śmiało można stwierdzić, że struktura i funkcjonowanie systemu podatkowego jest absolutnie niezrozumiałe dla 90% społeczeństwa. Musiała wykształcić się nawet kasta doradców podatkowych, działalność których jest tak intratna, że polski ustawodawca zdecydował się nawet na licencjonowanie tego zawodu ustawą o doradztwie podatkowym. Nic więc dziwnego, że gdy w Republice Federalnej Niemiec z początkiem 1996 roku rząd ogłosił program reformy systemu podatkowego i chęć jego uproszczenia, doradcy podatkowi zapowiedzieli… strajk.

W tym stanie rzeczy podatnik nie jest w stanie przewidzieć ze 100% pewnością ile będzie musiał zapłacić, dlaczego i jak. Wypada więc powtórzyć jeszcze raz za Adamem Smithem, że „nawet bardzo nierównomierne rozłożone podatki nie są w przybliżeniu złem tak wielkim, jak wielkim złem jest nawet mały stopień niepewności w tym względzie”, gdyż niepewność ta wzbudza zuchwalstwo i sprzyja korupcji aparatu skarbowego.

Zasada trzecia mówi o dogodności podatków, które powinny być pobierane w takim czasie i w taki sposób, aby podatnikowi było najdogodniej je zapłacić. „Każdy podatek winno się ściągać w takim czasie i w taki sposób, by podatnikowi było jak najdogodniej go zapłacić (…) czyli wówczas, gdy istnieje największe prawdopodobieństwo, że ma go czym zapłacić”. Bez względu na rodzaj podatku, jest on najczęściej płacony z uzyskanego dochodu, nawet wówczas gdy nie jest to podatek dochodowy lecz na przykład majątkowy. Trudno byłoby bowiem uznać za dogodną dla podatnika konieczność uszczuplenia masy majątkowej w celu zapłacenia od tegoż majątku jakiegoś podatku. Byłoby to równie niedogodne jak i nierozsądne. Podobnie nierozsądne jest opodatkowywanie czynności podejmowanych przez podatnika w celu stworzenia nowego źródła przychodów. Dotyczy to opłat celnych od nabywanych środków trwałych niezbędnych do uruchomienia produkcji a także nakładanego na nie granicznego podatku VAT oraz podatku VAT od aportu wnoszonego do nowotworzonych spółek, co przyszło do głowy polskiemu prawodawcy przy okazji nowelizowania ustawy o podatku od towarów i usług oraz podatku akcyzowym na rok 1997. Z całą pewnością nie jest bowiem dla podatnika dogodne ponoszenie obciążeń podatkowych przed uzyskaniem jakiegokolwiek zysku. Takie postępowanie fiskusa jest również nierozsądne w skali makroekonomicznej. Wielu potencjalnych przedsiębiorców nie rozpoczyna bowiem nowej działalności z uwagi na wyższe koszty spowodowane obciążeniami podatkowymi. Proces akumulacji pierwotnej niezbędnej do pozyskania środków na rozpoczęcie takiej działalności z powodów podatkowych dla wielu potencjalnych przedsiębiorców znacznie się bowiem wydłuża.

Zasada czwarta mówi o taniości podatków, które powinny być ściągane jak najmniejszym kosztem, aby ich efekt skarbowy był jak największy. „Każdy podatek powinien być tak pomyślany, aby suma, jaką zabiera z kieszeni ludności lub do tych kieszeni nie dopuszcza, w najmniejszym jak tylko można stopniu przekraczała kwotę, jaką podatek ten wnosi do skarbu państwa” – pisał Smith. W przeciwnym razie wzrastające koszty poboru podatków pociągają za sobą automatycznie zwiększenie samych podatków, dla zrównoważenia ponoszonych kosztów ich poboru. Oznacza to, po pierwsze, że podatki powinny być tak skonstruowane aby ich wymiar, pobór i kontrola nie wymagały zbyt dużej ilości urzędników, gdyż „ich wynagrodzenia mogą pochłonąć większą część sumy wpływów, a ich uboczne dochody staną się dla ludności jeszcze jednym dodatkowym podatkiem”. Gdy dziś dowiadujemy się o kwotach, jakie na różnego rodzaju „wykładach”, na których interpretują to, co sami wcześniej niejasno napisali, zarabiają wysocy urzędnicy Ministerstwa Finansów, chce się powiedzieć o cytowanej uwadze Smitha: święte słowa. Po drugie, podatki nie powinny wpływać hamująco na pracowitość ludzi oraz nie naruszać źródeł ich dochodów. Po trzecie, ewentualne kary nie powinny podatników rujnować, aby „nie położyć w ten sposób kresu korzyściom, jakie społeczeństwo mogło osiągnąć dzięki uruchomieniu ich kapitałów”. Po czwarte, podatnicy nie powinni być zbyt często nachodzeni przez kontrolerów i narażani na udrękę kontroli, która może zniechęcać lud do podejmowania działalności gospodarczej, gdyż „choć udręka ta, ściśle się wyrażając, nie jest wydatkiem, to przecież z pewnością jest warta tyle, co wydatek, którego kosztem każdy skłonny jest się od niej wykupić”. Co to oznacza w praktyce nie trzeba nikomu tłumaczyć. Jeżeli tendencja zwiększania uprawnień kontroli skarbowej wobec podatnika będzie się utrzymywała, będziemy mogli się spodziewać powstania półoficjalnego „cennika” i rozwoju rynku usług w zakresie „wykupowania” się od udręki kontroli skarbowej.

Znaczenie „technicznych” zasad podatkowych Smitha uznają nawet zwolennicy pokeynesowskiego kierunku interwencjonistycznego. Zdumienie budzi jednak fakt, że nie dostrzegają oni sprzeczności pomiędzy lansowaną przez siebie koncepcją zmiennej polityki podatkowej, dostosowywanej do zmieniającej się sytuacji społeczno-ekonomicznej, a głoszoną przez Smitha zasadą pewności. Natalja Gajl przyznaje, że zasada pewności ma „duże znaczenie zarówno dla sprawnej administracji finansowej, jak i dla samego podatnika”, choć na innej stronie tej samej publikacji pisała o znaczeniu interwencji i „modulowania” konstrukcją opodatkowania. Tymczasem nie można jednocześnie „modulować” i zapewnić „pewność” opodatkowania. Jeżeli bowiem organy państwa mają elastycznie dostosowywać przepisy podatkowe do zmieniającej się sytuacji gospodarczej i społecznej żaden podatnik nie może być pewny „dnia ani godziny”.

Poza omówionymi czterema podstawowymi zasadami podatkowymi, z różnych rozważań Smitha na temat podatków i funkcjonowania władzy można wyprowadzić jeszcze różne zasady dodatkowe, którym powinien hołdować dobry system podatkowy. Jedną z nich jest zasada konkretyzacji. Konkretyzacja zawsze korzystnie wpływa na ściągalność podatku i jego społeczny odbiór. Jeżeli podatek zwany grzywną za emisję odpadów płacony przez hutę przeznaczany jest na ochronę środowiska w bezpośrednim sąsiedztwie tejże huty powstaje ścisły związek miedzy stronami, który korzystnie wpływa na relacje między nimi. Jeżeli natomiast grzywna taka trafia do budżetu centralnego a finansowane są z niej zakupy samochodów służbowych dla urzędników, istnieje tendencja do jej unikania. Zjawisko to nasila się zwłaszcza w sytuacji gdy podatki, zwłaszcza bezpośrednie, wzrastają ponad akceptowalne społecznie granice. „Kiedy podatek rośnie do 35% zarobku lub wyżej i człowiek świadom jest tego wzrostu, staje się to powodem niezadowolenia, chyba że określone jest przeznaczenie podatku. Niewielu polityków ma jednak odwagę, by to powiedzieć; łatwiej przystać na niezadowolonych” – pisze współcześnie Daniel Bell. Drugą jest zasada decentralizacji. „Nawet te roboty publiczne, które ze względu na swój rodzaj nie mogą przynieść żadnych dochodów – co pozwoliłoby pokryć związane z nimi koszty – i których użyteczność jest ograniczona do danej miejscowości lub okręgu, są z reguły lepiej utrzymywane wówczas, gdy finansuje się je z dochodów lokalnych albo prowincjonalnych pozostających pod zarządem miejscowej lub prowincjonalnej administracji, niż wówczas, gdy źródłem ich utrzymania jest ogólny dochód państwa”. Powodem tego jest także większe „marnotrawstwo” występujące na szczeblu centralnym. „Choćby nie wiedzieć jak wielkie wydawały się nadużycia, wkradające się często do lokalnej i prowincjonalnej administracji dochodami, to przecież są one prawie zawsze nieomal drobnostką w porównaniu z nadużyciami zdarzającymi się powszechnie w administracji i w gospodarowaniu dochodami wielkiego państwa” – pisał Smith z górą 200 lat temu. Tymczasem „w miarę jak wzrasta despotyzm, władza wykonawcza pochłania stopniowo kompetencje wszystkich innych władz w państwie i przejmuje zarząd nad każdą gałęzią dochodu, jaki przeznacza się na jakikolwiek cel publiczny”. Ten „despotyzm” inaczej był rozumiany w wieku XVIII inaczej rozumiany musi być dzisiaj. Nie oznacza on uzurpacji monarchii lecz centralizację władzy i podejmowanie decyzji gospodarczych przez centralne organy administracji państwowej.

Smith podkreślał także, że podatki powinny być zróżnicowane i raczej niskie, gdyż wysokie podatki zachęcają do ich unikania, co powoduje, że wpływy z nich są mniejsze niż mogłyby być. Myśl tę można uznać za prekursorską w stosunku do teorii tak zwanej „krzywej Laffera”. Jej kształt determinują skrajne stopy podatkowe. Gdyby wysokość stopy podatkowej wynosiła 0% wpływy państwa będą również wynosiły zero. Jednakże przy stopie podatkowej 100% wpływy państwa także wyniosą zero. Nikt nie będzie pracował gdyby cały dochód miał mu zostać odebrany – nie będzie zatem czego opodatkowywać. Optymalna stopa podatkowa mieści się więc gdzieś pomiędzy tymi skrajnościami. Przekroczenie tego optimum powoduje spadek dochodów państwa – mimo zwiększenia stopy podatkowej wpływy z podatków zaczynają maleć. Remedium na poprawę sytuacji budżetu państwa nie jest więc kolejne zwiększenie stawek podatkowych, a wręcz przeciwnie – ich obniżenie. Istnieją bowiem dwie stopy podatkowe przynoszące ten sam dochód: jedna położona jest powyżej, a druga poniżej stopy optymalnej. W przypadku, gdy realna stopa podatkowa jest wyższa od optymalnej, redukcja podatków przyniesie wzrost wpływów, poprzez zwiększenie podstawy opodatkowania. Gdy zaś stopa podatkowa znajduje się poniżej owego optimum wzrost wpływów można będzie osiągnąć poprzez działanie odwrotne – czyli podwyżkę stawek podatkowych. Podatki mają bowiem – jak pisze Leszek Filipowicz – dwoisty charakter: z jednej strony wywołują efekt arytmetyczny (wyższe podatki – wyższe wpływy), z drugiej zaś efekt ekonomiczny (wyższe podatki – niższa produkcja – niższe wpływy).