Stawka minimalna i biedny pan Hieronim
Jerzy Wysocki 11.02.2019

Jak wiecie jestem nie tylko przeciwnikiem podnoszenia płacy minimalnej i minimalnej stawki godzinowej, co dokonuje się co roku. Jestem w ogóle przeciwnikiem istnienia czegoś takiego jak stawka minimalna. Płaca, forma zatrudnienia i inne warunki, to indywidualna, dobrowolna umowa pomiędzy pracownikiem i pracodawcą i państwu nic do tego.

 

Wyobraźmy sobie sytuację starszego pana Hieronima, który odziedziczył olbrzymi majątek po kuzynie z Australii, a na dodatek ma spore dochody z wynajmu mieszkań. Praktycznie nie musi pracować, ale mówiąc delikatnie spędzanie czasu z niepracującą już żoną Eleonorą, słuchanie jej zrzędzenia, nie stanowi dla niego atrakcji. Pan Hieronim niewiele co umie, ale żeby wyrwać się z domu, chce podjąć pracę nawet za byle jakie pieniądze. Na przykład siedzieć gdzieś na recepcji i mówić gościom i mieszkańcom „dzień dobry” i „do widzenia”.

Problem w tym, że pana Hieronima zatrudnić się nie da. – Szanowny Panie, nie mamy niestety w budżecie pieniędzy by wydać 2250 brutto miesięcznie, czy też 14.70 za godzinę – usłyszał w jednej z firmy ochroniarskich. – Zwłaszcza, że ostatnio rząd podniósł te stawki. A na stażystę, to pan się nie nadajesz ze względu na wiek – wyjaśniono mu rzeczowo i stanowczo. Zdruzgotany pan Hieronim poszedł na piwo i wrócił do jędzowatej i zaniedbanej żony Eleonory.

Hieronim i Eleonora może jednak ułożą sobie relacje. Będą żyć długo i szczęśliwie. Gorzej z branżą ochroniarską. Administracja publiczna i spółki skarbu państwa są dużymi klientami w tej branży. Podmioty te zawarły wieloletnie umowy na ochronę swoich obiektów z prywatnymi firmami. Ale po corocznym podnoszeniu stawek minimalnych, firmom ochroniarskim przestaje się ta robota opłacać. Co prawda ustawa o zamówieniach publicznych daje możliwość wykonawcy wystąpienia z wnioskiem o renegocjacje zawartego kontraktu, ale jest to zapis do niczego zamawiającego nie zobowiązujący.

– Rzeczywiście jest problem a nawet macie rację. Powinniście otrzymywać wyższe wynagrodzenie – słyszą szefowie firm ochroniarskich od swoich państwowych partnerów. – Ale to wasz problem i sobie z tym radźcie. My dobrowolnie stawek nie podniesiemy, jak chcecie pójdźcie do sądu i przynieście wyrok, czyli nakaz zapłaty. Wtedy bardzo chętnie wam zapłacimy. No może niechętnie, ale zostaniemy sądownie zobligowani. Nikt się w ministerstwie do nas nie przyczepi o niegospodarność. A dla różnych tam służb, mniej lub bardziej specjalnych, będziemy mieć żelazne, sądowe alibi.

Trochę to wszystko i dziwne i nielogiczne. Nie wspominając już o chyba anachronicznym terminie: uczciwość kupiecka. Dodatkowo absurd polega na tym, że państwo podnosi stawkę minimalną, ale już państwowe podmioty, zatrudniające podwykonawców, nie zamierzają tego respektować i dla świętego spokoju odsyłają kontrahenta do sądu. Kolejny wątek owego absurdu: do sądu idzie się wtedy, kiedy pomiędzy stronami jest spór, a nie po to, aby wyrok sądu dawał komuś alibi albo potwierdzenie jego uczciwości handlowej,

Przy okazji, wszystko to przypomina sprawę tzw. „taśm Kaczyńskiego”. Pojawia się tam wątek dotyczący sposobu zapłaty za wykonaną pracę na rzecz spółki Srebrna. Pan Kaczyński nie kwestionuje wykonanych prac, ale proponuje austriackiemu biznesmenowi, by poszedł do sądu a jak już kiedyś otrzyma nakaz zapłaty to, mu się za wykonaną pracę zapłaci.

Dziki kraj. Sądowe wyroki jako dupokryjki urzędników, państwowych prezesów, czołowych polityków…