Uber – między emocjami, a zasadami
Artur Kiełbasiński 25.05.2016

Do Polski dotarła moda na korzystanie z aplikacji Uber, umożliwiającej „podwożenie” pasażerów jadących „w tym samym kierunku”. Ale wraz z Uberem pojawiają się patologie, które wywołują emocje na całym świecie.

Wokół aplikacji kojarzącej kierowców z klientami narosło sporo mitów. Pierwszy, bardzo popularny, to taki, że działalność w ramach tej sieci to element tzw. „ekonomii współdzielenia”. To idea dzielenia się „wolnymi mocami” – udostępniania mieszkań, wspólnego podróżowania itp. za udział w kosztach. Idea słuszna w stosunkach sąsiedzkich (a może i szerzej), ale Uber nie ma z nią nic wspólnego. Ekonomia współdzielenia polega na udostępnieniu usługi w zamian za partycypację w kosztach. W przypadku Ubera to znacznie więcej, tu nie ma partycypacji w kosztach, tu jest opłata przynosząca rentowność usługodawcy. To mniejsza rentowność niż w przypadku usług np. taksówkarskich, ale też nieporównywalnie mniejsze wymagania prawne, a także mniejsze koszty prowadzenia działalności. Bo tu często formalnej działalności nawet nie ma… Uber daje rentowność, a nie cząstkowy zwrot kosztów. Ekonomii współdzielenia tu nie ma.

Z drugiej strony niepokoją inne zjawiska. W ostatnim czasie dochodzi do prób tzw. „zatrzymania obywatelskiego” kierowców Ubera, jako rzekomych sprawców przestępstw. Za zatrzymaniami stają taksówkarze, którzy kierowców spod znaku Ubera, traktują jako nieuczciwą konkurencję. O ile złość można zrozumieć, to traktowanie uberowców jako przestępców jest absolutnie niedopuszczalne. W obecnych realiach prawnych nie ma bowiem mowy, aby traktować ich działalność jako oczywiście przestępczą. „Zatrzymanie obywatelskie” nie może być zatem elementem walki z konkurencją. Nie chciałbym, aby np. frakcje kupieckie zajmowały się „oczyszczaniem” terenów wokół centrów handlowych czy ustalaniem zakresu dopuszczalnego handlu. Od tego są władze publiczne – samorządowe lub/i skarbowe.

Dlatego legalność działań Ubera powinna zostać rozstrzygnięta nie poprzez „zatrzymania obywatelskie”, ale poprzez jasne i precyzyjne regulacje prawne lub przejrzysty sposób ich stosowania. Nie ulega bowiem wątpliwości, że jeżeli ktoś „wozi z Uberem” w sposób stały, powtarzalny to powinien zarejestrować działalność gospodarczą i posiadać niezbędne ubezpieczenia. A opodatkowanie i system odprowadzania składek, to zupełnie inna sprawa. Tylko, że te kwestie powinni rozstrzygać urzędnicy, a nie taksówkarze w ramach „zatrzymań obywatelskich”. W tym przypadku zasady prawne powinny wygrać z emocjami. Pytanie tylko czy to się uda…

Fot. Mark Warner