Uczmy się od Kirgizów, czyli o rosyjskim handlu internetowym i Polsce
Marek Budzisz 29.10.2018

Rosyjska federacja zrzeszająca firmy handlujące w internecie opublikowała właśnie dane, z których wynika, że tylko w ciągu pierwszych 6 miesięcy bieżącego roku Rosjanie wydali na zakupy w zagranicznych sklepach handlujących w sieci ponad 5 mld dolarów (dokładnie 5,19 mld), co oznacza wzrost w porównaniu z rokiem ubiegłym o 24%. Dane te potwierdzają informacje płynące z rosyjskiego Banku Centralnego oraz oficjalne statystyki rosyjskiej poczty. Z tej ostatniej instytucji płyną jeszcze inne, równie ciekawe, a może nawet bardziej zajmujące informacje. Otóż po trzech kwartałach tego roku liczba przesyłek z zagranicy, jakimi zajmowała się rosyjska poczta, wzrosła o 25% i wynosiła 258,9 mln sztuk. Z tego, uwaga!, 94% pochodziło z Chin. Dla porównania, liczba paczek, w których znajdowały się zakupione towary, ale nadanych na terenie Rosji (bo taką statystykę rosyjska poczta również prowadzi) też wzrosła, ale już wolniej, bo o 14%, i zamknęła się liczbą 65 mln sztuk, czyli jak łatwo obliczyć -niemal czterokrotnie mniejszą, niźli nadsyłane z Chin. A to oznacza, że rosyjski handel internetowy, wart ponad dziesięć miliardów dolarów i rosnący jak na drożdżach, dziś kontrolują Chińczycy.

 

Pierwotnie, zrzeszenie internetowych sprzedawców szacowało, że wielkość rosyjskiego rynku w tym roku nie będzie większa niźli 6,9 – 7,3 mld dolarów, ale obecnie rewidują prognozy, bo okazuje się, że rośnie on szybciej niźli zakładano. Jest to tym dziwniejsze, że wszystkie statystyki notują spadek dochodów do dyspozycji Rosjan, rosnący pesymizm konsumentów, spadające obroty handlu hurtowego i czarne perspektywy wzrostu popytu wewnętrznego w najbliższych miesiącach. A co więcej, rubel jest wyraźnie słabszy w tym roku niźli był w ubiegłym i prognozy na najbliższe miesiące też nie wskazują, że rosyjska waluta miałaby się umocnić. A to powoduje, że zakupy poza granicami stają się droższe. Przynajmniej teoretycznie, bo eksperci są zdania, że właśnie ograniczenia budżetów domowych powodują, że Rosjanie na platformach internetowych, najczęściej chińskich, zaczęli szukać alternatywy dla rodzimych towarów.

Jak rosyjski rynek handlu internetowego będzie się rozwijał w najbliższych latach? Prognozy są optymistyczne. Szacunki Morgan Stanley wskazują, że wartość rynku internetowego w Rosji wynosi obecnie (2018 rok) ok. 20 mld dolarów, a już w 2023 roku jest on wyceniany na 53,4 mld dolarów. Przy czym obowiązujące w Rosji regulacje wyraźnie preferują zakupy detaliczne, bo cła nie są pobierane od zakupionych poza granicami towarów o wartości do tysiąca euro. W przyszłym roku ma to być 500 euro, a za dwa lata 200 euro. Ale nawet jeśli te regulacje nie zostaną zmienione, to bezcłowy handel internetowy ma przed sobą przyszłość, bo średnia wartość paczki z towarami zakupionymi przez rosyjskich konsumentów i wysłana do Rosji nie przekracza dziś 22 euro. Za pośrednictwem internetu Rosjanie kupują głównie odzież i obuwie (38% całego handlu), elektronikę (33%), a także kosmetyki, części i akcesoria samochodowe oraz elementy wyposażenia domów.

Z analiz Morgan Stanley wynika też że handel internetowy będzie się w Rosji w najbliższym czasie szybko rozwijał, bo sprzyja temu niemal powszechny dostęp do sieci (80% gospodarstw domowych może korzystać z internetu) oraz popularność smartfonów (66% populacji się nimi posługuje). Sam rynek nie jest jeszcze zdominowany przez żadnego z głównych światowych graczy, choć wyścig się już rozpoczął – bardzo aktywny jest chiński gigant Alibaba Group, ostatnio też poinformowano o wspólnym wysiłku budowania platformy handlowej przez największy rosyjski bank (Sbierbank) oraz Yandeks.

Czy z informacji tych wynika cokolwiek dla Polski? Warto zwrócić uwagę na wywiad, jaki Kommiersantowi, udzielił nowy minister spraw zagranicznych Kirgistanu, który właśnie przyjechał do Moskwy. Jego kraj jest najuboższym członkiem stworzonej przez Moskwę Wspólnoty Euroazjatyckiej, ale jest położony w dobrym, przynajmniej z handlowego punktu widzenia, miejscu i pragnie korzystać z rosnącego obrotu towarowego między Rosją a Chinami. W jaki sposób? Wykorzystując przede wszystkim to, że znajduje się w jednej przestrzeni celnej z Rosją i w związku z tym chce stworzyć sieć centrów logistycznych, w których importerzy byliby w stanie szybko przejść wszystkie procedury – celne, fitosanitarne, związane z certyfikacją. Dlaczego podobne ośrodki nie miałyby powstać na terytorium Białorusi, albo w Obwodzie Kaliningradzkim, z udziałem naszych przedsiębiorców? Dziś Rosjanie kupują przede wszystkim w chińskich firmach, ale czy nie pojawi się grupa konsumentów zainteresowana europejskimi towarami? Może warto zacząć od przedsięwzięć nastawionych na obsługę rosnącego rosyjskiego handlu internetowego, a zatem usługi, branżę, która nie wymaga gigantycznych inwestycji, a ma stabilną wieloletnią perspektywę wzrostu.