Wakacje Junckera i lato imigrantów
Dariusz Matuszak 10.07.2018

Ostatni szczyt europejski uznano za sukces. Są wstępne porozumienia dotyczące wspólnej polityki Unii Europejskiej wobec imigrantów i uchodźców mówiące o ochronie granic Unii, rezygnacji z przymusowych przesiedleń, zwalczaniu przemytu i handlu ludźmi, utworzeniu obozów przejściowych poza terytorium Wspólnoty, określeniu zasad przyznawania azylu i odsyłaniu osób niepożądanych. W unijnych dokumentach po raz pierwszy pojawiło się pojęcie „nielegalny imigrant”.

 

Jean Claude Juncker ogłosił jednak, że konkretne propozycje dotyczące tych ogólnikowo sformułowanych deklaracji przedstawi we wrześniu. Najwyraźniej jego ekscelencja rozpoczyna wakacje, albo uznał, że sprawa nie jest pilna, więc może poczekać. Akurat zaczyna się sezon imigrantów. Można sobie więc zgadywać ilu z nich w ciągu tych trzech letnich miesięcy wtargnie do Europy, gdy Juncker będzie upijał się pod jakąś palmą.

Jak na razie to o jakimś sukcesie może mówić Merkel, która wróciła do Berlina, pokazała papiery ze szczytu i na jakiś czas spacyfikowała bunt CSU, więc jeszcze chwilę porządzi.

Na szczycie nie wygrał żaden zdrowy rozsądek. Gdyby tak było, to owi brukselczycy powinni byliby przyznać, że pomylili się, popełnili błąd tak szeroko otwierając drzwi Europy. Nic takiego nie miało miejsca. Zwyciężył strach. Strach przed tym, że głosami wyborców zostaną wymieceni z salonów Brukseli, a cały ich misterny plan klecenia nowej Unii pójdzie, jak mawiał klasyk Siara „w piz.u”.

Teza, iż Unia sypie się i może się całkowicie rozpaść nie funkcjonuje już na obrzeżach polityki, wśród grup, które tak chętnie określa się mianem oszołomów, ksenofobów, rasistów, faszystów, czy czego tam jeszcze. Wypowiadają ją także politycy uznawani w mediach za poważnych, a nawet jaśnie oświeconych, jak choćby francuski minister finansów Bruno LeMaire. W Szwecji w sondażach przed wrześniowymi wyborami najpopularniejsza jest antyunijna partia Szwedzkich Demokratów, której lider zapowiada referendum w sprawie opuszczenia Unii. Jest więc spora szansa, że do grona rasistów i ksenofobów dołączą więc teraz postępująco postępowi Szwedzi. I jednym z powodów oprócz trwałego już zastoju gospodarczego, utraty konkurencyjności, absurdalnej rozbudowy struktur i biurokracji, kolejnych posunięć ograniczających wolności, demokrację, czy swobodę wypowiedzi jest właśnie polityka imigracyjna.

Cokolwiek by jaśnie oświeceni państwo z jasno oświetlonej Europy nie opowiadali, to jednak prawda wychodzi na jaw. Cała unijna polityka imigracyjna oparta była na zwykłych kłamstwach, oszustwach i manipulacjach.

Brytyjski publicysta Brendan O’Neil pisząc o przyjmowaniu imigrantów nie pozostawia złudzeń – nie chodzi o żaden humanitaryzm i szlachetne niesienie pomocy uchodźcom. To tylko narzędzie takiego kształtowania Europy, by wreszcie zniknęły granice. Trudno nie przyznać, że jest coś na rzeczy, skoro eurokraci wciąż forsują powstanie Stanów Zjednoczonych Europy, a Juncker w Trewirze pod niebiosa wysławia Marksa w 200 rocznicę urodzin. Im więcej w Belgii i Niemczech imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki, tym mniej te kraje różnią się między sobą, zwłaszcza, gdy przybysze nie identyfikują się z nimi, i tym łatwiej zlikwidować taki przeżytek jakim według eurokratów są suwerenne państwa.

To też pokazuje jak wielkim kłamstwem jest cała opowieść o różnorodności i multikulturalizmie. Podobnie jak o ubogacaniu, na który teraz wielką szansę mają Bałkany. Chorwackie służby informują nawet o 80 tys. imigrantów, którzy gromadzą się na granicy Grecji i Albanii, by wyruszyć do Europy Zachodniej. Po drodze jest m.in mała, licząca 600 tys mieszkańców Czarnogóra oraz Bośnia i Hercegowina, dla których najazd takiej masy ludzi oznaczać będzie prawdziwą katastrofę.

Wiedzą już coś o tym mieszkańcy greckich wysp, jak choćby Chios, czy Lesbos, gdzie mieści się największy w Grecji obóz dla imigrantów i gdzie burmistrz miasteczka Moria rozpoczął strajk głodowy wskazując na rozpaczliwą sytuację mieszkańców, którzy całkowicie stracili swe dawne życie. Dla eurokratów takie obozy na wyspach, z których nie ma się jak wydostać, to bardzo wygodna rzecz. A kto by się przejmował jakimiś tam mieszkańcami takiej dziury jak Moria, Calais, czy setki innych podobnych miast i miejscowości w całej Europie. Cóż to znaczy wobec tak wielkiego i wspaniałego projektu jak Stany Zjednoczone Europy.

Sojusznikiem eurokratów w tym dziele dekonstrukcji starej Europy są oczywiście szajki przestępcze zwane organizacjami pozarządowymi, które na masową skalę zajmują się przemytem ludzi. Dwa statki, które niby miały ratować rozbitków na Morzu Śródziemnym, a w istocie kursowały jak promy między Libią, a Włochami, zarekwirowała ostatnio Malta. Kapitanowie zostali aresztowani za pogwałcenie prawa morskiego i fałszerstwa. Statki nie były legalnie zarejestrowane. Jeden miał rejestr jachtu z holenderskiego klubu, ale Holandia się do niego nie przyznaje. Kapitanowie zaś nie mieli odpowiednich patentów, by kierować jednostkami. Coś jakby na karcie rowerowej kursować ciężarówką po całej Europie.

Część ze statków, których nie przyjęły Włochy popłynęła do Hiszpanii, gdzie nowy socjalistyczny rząd przyjął je przy dźwięku fanfar i portowych syren. Sami uchodźcy/rozbitkowie zostali zakwaterowani w akademikach, z których najpierw wyrzucono studentów. Jak się okazało głównie ze względów sanitarno-epidemiologicznych, bo przybysze mogą roznieść różne choroby. Tym samym Hiszpania uznała, iż stwierdzenie, że imigranci mogą jednak być chorzy i zarażać nie jest już rasistowskie.

Biedakami zajął się Czerwony Krzyż i podarował im ubrania, bieliznę i koce. Wszystko wylądowało na śmietnikach, bo się nie spodobało. Nie były to ciuszki Blueberry, albo Lacosty.

Statki i łodzie kursują jednak nadal, więc w głębi afrykańskiego lądu działają biura podroży zajmujące się załatwianiem transportu do Europy. Na niebezpieczne wyprawy przez sahel i pustynię najczęściej decydują się, co zrozumiałe, silni, młodzi mężczyźni, którzy porzucają swe rodziny niszcząc przy okazji struktury demograficzne własnego kraju. Przemytnicy chętnie też zabierają młode kobiety. Lądują one potem w domach publicznych Holandii, czy Belgii. W ich przerzucaniu specjalizują się gangi z Nigerii. Tak pod okiem Unii od trzech lat trwa biznes przemytu i handlu ludźmi. Swoje oczywiście ugrywają też handlarze narkotyków i broni.

O tym, że nie mamy do czynienia z żadną spontaniczną i rozpaczliwą ucieczką osób, których życie jest w niebezpieczeństwie, tylko ze zorganizowanym procederem przemytu imigrantów świadczy choćby ciągła zmiana tras tej wędrówki ludów. Kiedy zamknięto szlak przez Morze Egejskie na jego miejsce powstał nowy – lądowy przez Turcję i Bałkany. Kiedy okazało się, że przestają kursować przemytnicze promy do Włoch, nagle popularna stała się Hiszpania, do której z Maroka jest nawet bliżej niż z Libii do Włoch. Tam więc krążą promy, łodzie motorowe, a nawet skutery wodne.

Unia przygląda się temu od 3 lat, by niby coś tam ustalić na swoim szczycie, ale cappo di tutti capi Juncker ma teraz urlop. Cała Europa jest więc zakładnikiem moczymordy – jak nazywany jest w Brukseli (Juncker drunker) i kobiety, za której katastrofalne błędy mają zapłacić mieszkańcy Starego Kontynentu. I nie chodzi o niebotyczne, ale policzalne koszty finansowe. (Sam terroryzm w ciągu 12 lat kosztował Unię 180 mld euro, w tym po ponad 40 takie kraje jak Francja, Hiszpania czy Wielka Brytania. Raport na ten temat można znaleźć na stronach think tanku Rand Corporation). Chodzi też o zniszczenie życia mieszkańców całych regionów Europy, jak choćby greckich wysp, Tracji i Epiru, włoskich Apulii i Kalabrii, czy teraz hiszpańskich Murcji i Andaluzji, albo Bośni i Hercegowiny, gdzie jak grzyby po deszczu wyrastają koczowiska nielegalnych imigrantów. Polecam wycieczkę do podparyskiego Saint Denis. Tam jest jedna z najsłynniejszych katedr Francji, gdzie pochowani są jej królowie począwszy od Chlodwiga na Ludwiku XVIII skończywszy. 100 -tysięczne miasto najechało co najmniej 150 tysięcy imigrantów.

Mitem, a wręcz bzdurą jest też teza, iż Europa potrzebuje imigrantów, bo nie ma komu pracować. Bezrobocie w strefie euro wynosi 8,5% Bezrobotnych jest 43% młodych Greków, 39% Hiszpanów, 35% Włochów, 24% Portugalczyków, 22% Francuzów. W stolicy Europy – Brukseli, bezrobocie wśród młodych sięga 33% (kto nie wierzy, to niech sobie zajrzy do danych Eurostatu).

Podobnie mitem jest to, że imigranci będą wysyłać zarobione w Europie pieniądze do swoich krajów pochodzenia i w ten sposób pomogą budować ich gospodarkę. Tak się udało tylko w przypadku Irlandczyków i Żydów, którzy wyemigrowali do Stanów. Ale już nie w przypadku Meksyku, czy Salwadoru, którego połowa mieszkańców wyemigrowała, a sam kraj zamienił się w przestępcze getto. Żadne pojedyncze przypadki i opowieści o biedaku, który wyjechał za chlebem, wzbogacił się a potem wrócił do rodzinnego miasteczka i pobudował w nim szpital, szkołę i przytułek nie zmienią obrazu całości. Żaden transfer pieniędzy nie rekompensuje ubytku po wyjeździe młodych, zdrowych i najbardziej przedsiębiorczych jednostek.

Sami eurokraci plączą się zresztą w swoich zeznaniach wciskając bajki o konieczności przyjmowania imigrantów. Raz, gdy to pasuje mówią, że to konieczne ze względów humanitarnych, innym razem o tym, że pozyskujemy wykwalifikowaną kadrę – lekarzy, inżynierów etc. Merkel mówiła o imigrantach, że są „cenniejsi niż złoto”. Cóż w takim razie jest humanitarnego w drenowaniu biednych krajów z najbardziej wykształconej i kwalifikowanej siły roboczej? Najpierw ściągniemy lekarzy z Libii, a potem wyślemy tam Lekarzy Bez Granic?

Bez wątpienia jest wiele osób powodowanych współczuciem, które chcą ratować uchodźców, ale nieświadomie uczestniczą w nieludzkiej grze. A i te szlachetne intencje coraz częściej zaczynają być zatrute zwykłą podłością. W Szwecji funkcjonuje siatka miłosiernych pań zajmujących się młodymi Afgańczykami. Starsze, drugiej świeżości Szwedki oferują im opiekę w zamian za usługi seksualne. Podobnie jest w Austrii.

Juncker ma we wrześniu wytrzeźwieć. Do tego czasu przybędzie szkieletów na Saharze, utopionych w Morzu Śródziemnym – tych którzy nie dotrą do ziemi obiecanej ściągani bezmyślną, cyniczną obietnicą. Zbankrutuje ileś kolejnych greckich hoteli, ale też pewnie powiększą się holenderskie kolonie na Węgrzech, w których osiedlą się uciekający przed przybyszami.