Wojna handlowa jak góra lodowa
Tomasz Wróblewski 25.03.2018

Im bardziej wypatrujemy kogoś kto położy kres szaleństwu wojny celnej, tym szybciej pojawia się ktoś kto dorzuca do pieca. Skoro nikt nie chce się zatrzymać, to gdzie jest granica po której nic już tego nie zatrzyma?

Ekonomiści od miesięcy straszą nawrotem kryzysu, a politolodzy ostrzegają, że wojna handlowa to zaledwie gra wstępna do poważniejszych napięć. Dotychczas chętnie powtarzaliśmy te i inne tezy publicystyczne, ale mało kto wierzył w otwartą wojnę handlową. Bank of America przeprowadził ostatnio dogłębne badania nastrojów inwestorów pogłębione analizą społeczno-polityczną i twierdzi, że zagrożenie jest poważniejsze niż sądziliśmy. W liście do swoich najważniejszych klientów podał cztery główne przyczyny i napisał – Wszyscy pytają nas czy to jest tylko kostka lodu, czy już czubek góry lodowej. Obawiamy się, że to jest góra lodowa”.

1. Po pierwsze tempo w jakim politycy ogłaszają nowe sankcje i strategie handlowe.

Według Bank of America eskalacja działań i retorsji nie daje głównym graczom gospodarczym chwili do namysłu. Rządy muszą podejmować działania odwetowe niemal z dnia na dzień. Wewnętrzne uwarunkowania polityczne karzą im dowodzić skuteczności i gotowości. Niezależnie od czy chcą czy chcą czy nie tej wojny, stają się jej uczestnikami. Rządy, które wprost, jak rząd w Tokio powiedziały, że nie mogą działać pod presją czasu, niespodziewanie znalazły się z groźbą sankcji na karku. Trump na ostatniej konferencji wręcz powiedział, że rozmowy trwają nieustannie i telefony nie przestają dzwonić. To nie jest normalne otoczenie dyplomatyczne, ten pośpiech to klasyczna recepta każdego konfliktu od zarania dziejów.

Donald Trump najpierw zaszokował świat cłami na stal i aluminium i zanim jeszcze Chiny zdołały odpowiedzieć, ogłosił kolejne bariery warte 50 mld dolarów. W odpowiedzi Chiny wprowadziły 15 proc. cło na wino, owoce, owoce suszone, orzechy, rury stalowe i 25 proc cło na amerykańską wieprzowinę i aluminiowy złom. Łącznie na 3 mld dolarów. To zdecydowanie mniej niż wartość amerykańskich ceł karnych, ale w kolejce Chińczycy mają jeszcze cła na amerykański olej i paszę sojową (wartość importu ponad 3 mld dolarów) i możliwość zalania świata amerykańskimi obligacjami. To poważnie zagroziłoby wypłacalności amerykańskiego skarbu i niechybnie doprowadziłoby do sporego zamieszania na rynkach. Amerykanie nie czekając na te sankcje już dziś straszą kolejną transzą odwetu na odwet. Pekin, na wyrost, na razie nieoficjalnymi kanałami, daje do zrozumienia, że wygasza skup amerykańskich obligacji. Co z miejsca powoduje, że rząd USA musi więcej płacić za emisję swoich papierów skarbowych.

Po drugiej stronie Atlantyku, Unia Europejska forsuje własny pakiet protekcyjny – 3 proc podatek od przychodu amerykańskich koncernów technologicznych. Niezależnie do tego ile inwestują i jakie mają zyski. Podatek jest czystą redystrybucją wpływów budżetowych, przesuwaniem ich z państw oferujących niskie podatki, jak Irlandia czy Luksemburg, w stronę państw z wysokimi podatkami jak Francja czy Niemcy. Polska, na razie werbalnie, dołączyła do hura entuzjastów siłowej redystrybucji kosztem większej konkurencyjności. Nie wiem po co nam było nadwyrężanie relacji z Ameryką, ale nie spodziewajmy się przy kolejnej turze sankcji Trump potraktuje nas ulgowo.

Teoretycznie polityka handlowa państw członkowskich prowadzona jest przez Komisję Europejską, ale w praktyce Theresa May natychmiast sama poleciała do Waszyngtonu a Francja i Niemcy podjęły własne krucjaty dyplomatyczne, każde prosząc o zwolnienie ich z ceł. Ich i tylko ich. Wszystko działo się w takim tempie, że w Brukseli nikt nawet nie odnotował tej samowolki.

2. Protekcjoniści narzucają ton debacie publicznej i polityce gospodarczej.

Bank of America zwraca uwagę na retorykę amerykańskiego Sekretarza Handlu Wilbura Rossa i cały garnitur osobistości odpowiedzialnych za wymianę handlową, którzy od lat nawoływali do twardych działań odwetowych wobec Chin. Na dobrą sprawę podobnych jastrzębi znajdziemy w całej Europie. Rząd Chin przyjmuje twardą defensywną postawę. Pekin publicznie głosi, że nie pozwoli na takie traktowanie swojego narodu i w praktyce nie zostawia sobie żadnego marginesu do ustępstw.

Z okazji do polubownego rozstrzygnięcia sporu nie skorzystał rząd w Berlinie. Co prawda Donald Trump zawiesił cła na unijną stal i aluminium, nowy minister finansów Niemiec Olaf Scholz oznajmił, że nie obniży osobistych i korporacyjnych podatków przed 2021 rokiem. Przypomnę, że to była jedna z zapowiedzi przed wyborczych, po części wymuszona przez Waszyngton Międzynarodowy Fundusz Walutowy widzący zmagania południa Europy z odbudową swojego eksportu. Utrzymanie wysokich podatków oznacza, że Niemcy nie będą więcej konsumowali, dalej będą eksportowali zamiast importować. Stany Zjednoczone mają dziś 65 miliardowy deficyt w handlu z Niemcami, po ostatniej decyzji należy się spodziewać ostrych reakcji. Trump już wcześniej zwracał już uwagę, że niemiecka nadwyżka w handlu, głównie motoryzacyjnym i maszynowym, może być większym zagrożeniem dla Ameryki niż nawet chińska. Rządy czwartej największej gospodarki świata podchwyciły protekcjonistyczną retorykę. Z trzech największych tylko Japonia nie zapowiada nowych ceł, choć też odmawia negocjowania z Ameryką.

3. Protekcjonizm obudowywany jest coraz to nowymi argumentami.

Państwom jest coraz ciężej podejmować racjonalną debatę na temat konkretnych ceł. Początkowo Trump oskarżał Chiny, że swoim tanim eksportem wykończy amerykańską produkcję nowoczesnej broni. Teraz wprowadza sankcje z uwagi na kradzież amerykańskich praw intelektualnych. W przypadku Rosji i zapowiedział sankcję dla firm inwestujących w Nord Stream 2 bo to godzi w amerykańskie interesy, a zaledwie tydzień wcześniej wprowadził dodatkowe restrykcje w odpowiedzi na manipulowanie wyborami prezydenckimi.

W Europie Unia wprowadza sankcje w postaci zakazu chińskich inwestycji w obawie o kapitał intelektualny, wewnątrz Unii wprowadza zakaz wolnego rynku usług i konkurowania tanią siłą roboczą – oczywiście w imię sprawiedliwości społecznej. Z kolei podatek na amerykańskie koncerny technologiczne wprowadzany jest, w zależności od chwilowych potrzeb wewnętrznej polityki, w imię walki z oszustwami podatkowymi albo ochrony europejskiej innowacyjności.

4. Największym zagrożeniem, jak na ironię losu, może być doskonały stan światowej gospodarki.

Kolejne cła i zapowiadane działania odwetowe, może i mają pewien wpływ na giełdy czy notowania poszczególnych obligacji, ale na szerszą skalę nie są zauważalne. Gospodarka w dalszym ciągu kwitnie, światowe bezrobocie spada a retoryka protekcjonistyczna nasila się tylko. Ba, politycy z Trumpem na czele utrzymują, że to wszystko dzięki nim i restrykcjom handlowym. Jak absurdalnie by to nie brzmiało, to sądząc po notowaniach opinii publicznej, są przekonujący. Wbrew czarnowidztwu ekonomistów, jak na razie nic złego się nie dzieje i politycy mogą swobodnie eskalować swoje wojny zapewniając, że to jedyny sposób na utrzymanie szybkiego tempa rozwoju. Problem w tym, że któregoś dnia dobra passa niepodziewanie się odwróci. Rynki zaleje tania stal, tania elektronika, farmerzy zostaną ze swoim zbożem i kurczakami a pieniądz nagle straci na wartości. I wtedy ciężko będzie politykom się zatrzymać, powiedzieć zbite szklanki i teraz przywracamy wolny rynek. Kilka razy w historii świat już przez to przechodził i wiemy, że kryzys gospodarczy bynajmniej nie jest tu najgorszym scenariuszem.