Zacznijmy rozmawiać o sprawach poważnych
Marek Budzisz 10.02.2019

Kilka ciekawych informacji z ostatniego tygodnia.

 

Dzisiejsze, niedzielne wydanie, Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung, donosi, powołując się na źródła wywiadowcze, że Rosjanie mogą mieć na wyposażeniu nawet 64 rakiety 9М729. Przypomnijmy, są to rakiety, które zdaniem Waszyngtonu, Moskwa zbudowała z pogwałceniem zapisów traktatu INF zakazujących budowy i instalowania na wyrzutniach naziemnych rakiet o zasięgu od 500 do 5000 km. W grudniu ubiegłego roku, Amerykanie, w trakcie zamkniętego posiedzenia Sojuszu Północnoatlantyckiego ujawnili na ten temat dane wywiadowcze. Musiały być one przekonywujące, skoro stanowisko Waszyngtonu poparły wszystkie państwa NATO, a kanclerz Merkel, po spotkaniu z premierem Armenii Nikołem Paszynianem wprost oskarżyła Rosję o łamanie umowy. Umowy, która zresztą już nie obowiązuje, bo obydwa państwa, będące jej stroną, czyli Stany Zjednoczone i Rosja, nie czują się już związane jej zapisami. Kreml przy okazji zapowiedział, że przygotuje jak to ma w zwyczaju „adekwatną odpowiedź”. Analitycy są zdania, że w tym wypadku może chodzić o remont i modernizację 30 rakiet typu SS-19 Stiletto, które Rosjanie mają w magazynach, bo dostali je na początku stulecia, w rozliczeniu za gazowe długi, od Ukrainy. Zdaniem ekspertów może to oznaczać, że nie licząc rakiet zamontowanych na okrętach i łodziach podwodnych oraz samolotach, w najbliższym czasie Rosja będzie dysponowała niemal setką rakiet, zdolnych przenosić również głowice jądrowe i razić cele znajdujące się w Europie.

Ale to nie koniec ciekawostek. Przypadkowo w ubiegłym tygodniu Szwecja poinformowała, że skonstruowała nowy myśliwiec typu Saab Gripen, który z łatwością będzie sobie radził z rosyjskimi Su, a podporządkowany tamtejszemu Ministerstwu Obrony Instytut Studiów Strategicznych (FOI) opublikował obszerny raport, którego autorzy twierdzą, że rosyjskie siły zbrojne od kilku lat, a proces stale się nasila, ćwiczą wojnę na wielką skalę, która może toczyć się w Europie.

Równie przypadkowo, w ubiegłym tygodniu, rząd Litwy poinformował o planach odbycia w najbliższym czasie zamkniętego i tajnego posiedzenie, w trakcie którego mają być dyskutowane kwestie „relacji z Rosją”. Praga, też oczywiście w wyniku zbiegu okoliczności, poinformowała, że tamtejszy rząd gotów jest rozważyć kwestię budowy amerykańskiej bazy wojskowej na terytorium kraju. Tak samo przypadkowo polski MON opublikował wczoraj informację o zakupie amerykańskich wyrzutni rakietowych typu HIMARS M 142 o zasięgu do 500 km. Informację tę przeoczyła większość mediów w Polsce (wiadomo weekend), ale do tych do których była adresowana, dotarła. Rosyjskie media mimo weekendu piszą na ten temat.

Tak samo kwestią przypadku jest to, że w trakcie swej środkowoeuropejskiej podróży szef amerykańskiego Departamentu Stanu, odwiedzi prócz Polski również Czechy i Węgry, a amerykańscy ambasadorzy w Europie właśnie poinformowali o wspieraniu inicjatywy Trójmorza. Ostatnie wystąpienie admirała Johna Richardsona, Szefa Operacji Morskich Stanów Zjednoczonych, który w minionym tygodniu występując w Atlantic Council, wezwał do podjęcia przez amerykańską flotę działań ofensywnych skierowanych przeciw Rosji, też jest oczywiście wynikiem zbiegu okoliczności.

Niewątpliwie Moskwa w najbliższych tygodniach i miesiącach będzie dążyła do eskalacji napięcia. Już zresztą to robi. W piątek do rosyjskiego MON wezwany został amerykański attaché wojskowy, któremu wręczono oficjalną notę z rosyjskimi żądaniami – zniszczenia wszystkich znajdujących się w Polsce i Rumunii instalacji typu МК-41 Aegis Ashore, likwidacji wszystkich rakiet służących do testowanie amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej oraz wszystkich samolotów bezzałogowych. Również przypadkowo, dowodzący irańskim korpusem Strażników Rewolucji Hossein Salami, zapowiedział, że Teheran może w każdej chwili zmodernizować posiadane na wyposażeniu rakiety, tak aby były one w stanie osiągnąć cele w Europie.

Zdaniem rosyjskich analityków wojskowych, Moskwa przez ostatnie 10 lat przygotowywała się do rozgrywki, która właśnie się zaczyna. Stany Zjednoczone, zaniedbując zbrojeń, głównie za czasów Obamy, który uprawiał politykę jednostronnego rozbrojenia, będą potrzebowały od 3 do 5 lat, aby przywrócić równowagę sił.

Nie ulega zatem wątpliwości, że zaczynają się ciekawe czasy. Czym żyją polskie elity i opinia publiczna? Fakturami austriackiego developera, sezonowym projektem wyborczym byłego burmistrza i niepoważnymi wystąpieniami szefa Rady Europejskiej. Pora wreszcie dorosnąć, bo czasy karnawału w polityce się kończą.