„Zły sąd” nie skazał pracodawcy, czyli świetny wyrok sądu
Artur Kiełbasiński 13.09.2018

Pracodawca, który nie pomógł pracownicy z udarem nie został skazany. Bulwersujące. Być może. Ale spróbuję uzasadnić, czemu ten wyrok wydaje mi się bardzo dobry…

 

Sprawa bulwersuje i nie będę bronił pracodawcy. Nielegalnie zatrudniał pracownice z Ukrainy, a gdy jedna z nich dostała wylewu, nie odstawił jej do szpitala, ale pozostawił na ławce poza firmą, „udając” że sprawa go nie dotyczy. Słabe? Bardzo słabe. Wręcz naganne.

„Smaczku” sprawie dodawał fakt, że ten właśnie pracodawca był reklamową „twarzą” jednej z sieci dyskontów.

Teraz sprawa znalazła swój finał w sądzie. Pracodawca nie został formalnie skazany, ale sąd warunkowo umorzył postępowanie. O takiej decyzji zdecydowała dobra opinia o pracodawcy, a przede wszystkim fakt, że z pracownicą zawarł ugodę, wypłacił jej odszkodowanie i zadośćuczynienie, finansuje rehabilitację, opłacił zaległe składki ZUS.

W mediach, szczególnie lewicowych, zawrzało. „Skandal”, „hańba”, „stronnicze sądy”.

A mi ta decyzja sądu podoba się.

Najważniejszy argument, to fakt, że pracodawca zaopiekował się chorą kobietą. Wypłacanie świadczeń wynikających z ugody, uzupełnienie składek ubezpieczeniowych, pokrycie kosztów leczenia – to wszystko realne, rzeczowe argumenty na rzecz pracodawcy. Można oczywiście polemizować, przytaczając argument, że specjalnej „łaski” pracodawca nie robił. Ale to nieprawda. Bo zamiast iść w wieloletni proces o odszkodowanie, grę na zwłokę, próbował załatwić sprawę jak najszybciej.

Ugoda była wymuszona okolicznościami? Być może. Ale ugoda oznacza zgodę na jej warunki obu stron. A co najważniejsze – pozwala na natychmiastowe załatwienie sprawy.

Ale za warunkowym umorzeniem przemawiają jeszcze 2 inne argumenty. Po pierwsze „warunkowe umorzenie” oznacza bezwarunkowe uznanie winy sprawcy. Sprawcy, który nie mota, nie kombinuje, nie uchyla się od odpowiedzialności.

Po drugie, warunkowe umorzenie stanowi swoistą przestrogę. Bo sprawa nie jest zamknięta. Ta sprawa przez kolejne lata będzie mogła być podjęta, jeśli sprawca złamie prawo. Jest to więc swoisty straszak na pracodawcę. Bo ewentualne inne przypadki łamania przez niego prawa, wywołają szczególnie dolegliwe skutki prawne – w postaci „nowej sprawy” oraz ewentualnego powrotu do tej warunkowo umorzonej. To bardzo dobre i skuteczne rozwiązanie.

Ale ta sprawa pokazuje jeszcze jedno zjawisko. Politycy prawicy bywają często krytykowani za „granie prawem karnym”, za regularne próby zaostrzania przepisów, za zgłaszanie oczekiwań dotyczących wyroków sądowych. Ale jak widać, takie ciągoty pojawiają się w różnych środowiskach. Tymczasem rozwiązywanie realnych problemów za pomocą prawa karnego nie jest szczęśliwym rozwiązaniem. Prawo karne i wyroki, których konsekwencją jest wpis do rejestru skazanych, powinny być ostatecznością.

A oceniając tę sprawę trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie czy ważniejsza jest abstrakcyjna kara i srogie państwo czy fakt, że sprawca zaniedbań stara się realnie pomóc pokrzywdzonej.
Dla mnie ważniejsza jest ta druga okoliczność. Dlatego postanowienie sądu uważam za naprawdę rozsądne.