Zrozumieć Trumpa
Tomasz Wróblewski 21.01.2017

Trumpizm, czyli to jak Prezydent Trump komunikuje się ze światem, pozostaje problematyczny i pewnie przysporzy mu jeszcze sporo kłopotów.  Nie mylmy jednak stylu z treścią. Infantylnych  twittów, sprzecznych deklaracji i osobistych wycieczek,  z wizją polityki zagranicznej, która jest jasna i do bólu koherentna.  Trump wychodzi z założenia, że  Amerykanie zapłacili nieproporcjonalnie wysoką cenę za obecny ład polityczny. Po 15 latach nieustannych wojen i 25 latach globalizacji  Stany Zjednoczone są słabsze gospodarczo i militarnie, a sami Amerykanie są biedniejsi niż 10 lat temu. Czas to zmienić. To co w wypowiedziach Trumpa wydaje się szalone i pozbawione sensu, wielu Amerykanom wydaje się naturalne. Spróbujmy spojrzeć ich oczami

Do czego NATO Ameryce?

W czasie kiedy Europa korzystała z post-zimnowojennej prosperity, Amerykanie toczyli wojny. Na Bałkanach, w Somalii, Afganistanie, Iraku. Większość z nich samotnie, ale w ich przekonaniu – w imieniu całego zachodniego świata. Nawet, jeżeli pojedyncze państwa wspierały amerykańskie wojska, to ich wkład w działania zbrojne, był raczej symboliczny. Gorzej, poszczególne rządy demonstracyjnie odmawiały pomocy i zaangażowania się w „amerykańskie awantury”. Niemcy odmawiali „postawienia swojego buta” w Iraku, brytyjski parlament blokował pieniądze na wspólne działania zbrojne. Inne rządy wszczynały śledztwa przeciwko Agentom CIA i wspierających ich polityków za to, że ścigając terrorystów łamali lokalne prawa.

Pod względem zamożności, Unia Europejska jest praktycznie równa Stanom Zjednoczonym. Dysponuje najnowocześniejszym i zróżnicowanym przemysłem, doskonałą kadrą naukową i większą liczbą mieszkańców. Amerykanom trudno jest zrozumieć, dlaczego 28 państw Unii Europejskiej wydaje na zbrojenia 285 mld dolarów rocznie  a  USA 663 mld dolarów. Stany Zjednoczone uczestniczyły we wszystkich konfliktach zbrojnych w które angażowały się europejskie wojska, dlaczego mechanizm nie działa drugą stronę? Przeciwnie, państwa europejskie, co do zasady  krytykują wszystkie amerykańskie wojny. Z drugiej strony, każdy rząd europejski uważa 5 Artykuł traktatu NATO za fundament swojej strategii bezpieczeństwa. Do tego stopnia, że takie państwa jak Niemcy, Hiszpania czy Holandia, głośno mówiły do niedawna, że wystarczą im amerykańskie wojska  i systematycznie cięły swoje budżety. Stąd pewnie pytanie Donalda Trumpa – a jakie korzyści z NATO mają Stany Zjednoczone?

Po  II Wojnie Światowej Europa nie miała własnego przemysłu i pieniędzy na budowę armii. Pomoc  Amerykanów była kwestią przetrwania Zachodniego świata. Dziś Europę stać na porządną armie, ale dalej się nie zbroi. Niemcy, najbogatsze państwo Europy wydaje na zbrojenia 1.3 proc. swojego PKB. Japonia, która mówi o śmiertelnym zagrożeniu ze strony Korei Północnej i Chin, wydaje na zbrojenia zaledwie 0.9 proc. PKB i dziś nie ukrywa oburzenia, że Stany Zjednoczone przesuwają swoje bazy z japońskich wysp bliżej granic USA.  Trump nie mówi o demontażu NATO, a jedynie o sensie utrzymywania paktu, na który wielu jego członków nie chce łożyć pieniędzy.  Argument, że  nowa egoistyczna polityka będzie Amerykę sporo kosztować, można odwrócić i zastanowić się nad ceną, jaką Europa zapłaci za swoją beztroską politykę obronną i naiwną wiarę w wieczny pokój.

Ukraina w grze

Donald Trump widzi dwa potencjalne zagrożenia dla Stanów Zjednoczonych. Największe to oczywiście  islamski radykalizm rozprzestrzeniający się nie tylko po Azji, Afryce, ale i po Europie. Drugim potencjalnym zagrożeniem są Chiny, które czując, że ziemia osuwa im się spod nóg za każdym razem kiedy Trump wspomina o podniesieniu ceł , mogą przystąpić do agresywnych działań na Pacyfiku. Zwłaszcza po tym jak Trump zakwestionował filozofię „Jednych Chin” i nawiązał dialog z Taiwanem.

15 lat wojen upewniło Trumpa, że Ameryka nie jest w stanie wygrać wojny z Islamem samodzielnie. Nie może też w niej liczyć na pozostałych członków NATO. Nie tylko z uwagi na ich niechęć do zbrojeń, ale też z uwagi na własne problemy i uzależnienie od islamskiej mniejszości. Jedyną siłą, która również jest zainteresowana wyeliminowaniem islamskiego terroryzmu jest Rosja. W stosunkach z Chinami Rosja z pewnością będzie wstrzemięźliwa, sama nie przystąpi do żadnych działań zbrojnych, ale Ameryce wystarczy, że udostępni drogi przelotu do Mongolii, gdzie mogłyby powstać amerykańskie bazy szachujące Chiny.

W jednym i drugim przypadku Rosja będzie domagała się korzyści dla siebie. I tu na zniesieniu sankcji się nie skończy. Co jeszcze obieca Waszyngton? Czy gotów jest zgodzić się na ciche uznanie aneksji Krymu i gwarancje neutralności Ukrainy? I pytanie, czy tylko Ukraina miałaby znaleźć się w strefie rosyjskich wpływów? Na wszelkie oskarżenia o zdradę ideałów Trump może odpowiadać rządom w Berlinie, Paryżu pytaniem: jaki jest wasz wkład obronę granic przed terrorystami, których sami wpuszczacie i pielęgnujecie u siebie? Jak wy zatrzymaliście ekspansje Rosji na Zachód, bo chyba nie tworząc kolejne nitki gazociągów omijających Ukrainę? Co wy zrobicie, żeby wesprzeć Stany Zjednoczone w konflikcie z Chinami – zbudujecie im szlak jedwabny i przekażecie swoje technologie wojskowe?

Gospodarczy izolacjonizm

Trump twierdzi, że handel dla handlu nie jest wartością samą w sobie – „Komuś musi się to opłacać i ja chcę, żeby to Ameryce się opłacało”.  Trump twierdzi, ze  Amerykanie nie skorzystali na globalizacji w równym stopniu co reszta świata. Z politycznego punktu widzenia był to oczywiście niesłychanie ważny proces zapewniający większą równowagę  w świecie. Bogacące się państwa Azji czy Ameryki Południowej, pochłonięte zarabianiem pieniędzy,  były mniej skore do prowadzenia wojen a ich społeczeństwa do zrywów i rewolucji. Na świecie przybyło nam demokracji, a ubyło wojen i dyktatorów. Niemniej, potężny strumień pieniędzy pociągnął za sobą łańcuch nowych procesów społecznych. Nie zawsze pożądanych. Większe rozpiętości społeczne, więcej wolności gospodarczej wzmocniło organizacje przestępcze – meksykańskie mafie narkotykowe, indyjskie oligarchie, brazylijską korupcję.  Osłabienie państw w tym rozkład europejskich granic pociągnęło za sobą masowe migracje, wędrówki ludów i nowe wyzwania miast Zachodu. Konsekwencją globalizacji był rozkwit firm z amerykańskim rodowodem. Korporacje rozpierzchły się po świecie.  Niektóre dorobiły się pieniędzy większych niż PKB średniego państwa europejskiego ale ceną globalizacji była likwidacja milionów miejsc pracy w samych Stanach Zjednoczonych, mniejsze uprzemysłowienie i większe zadłużenie.

Wielkie traktaty handlowe były fantastycznym narzędziem do obniżenia kosztów produkcji i wzrostu PKB, ale za tym nie szedł dobrobyt całego amerykańskiego społeczeństwa. Chiny, podobnie jak Meksyk, swoją gospodarkę oparły o  import amerykańskiego kapitału,  który korzystając z półdarmowej siły roboczej produkował towary na eksport, z powrotem do Stanów Zjednoczonych. W  kieszeniach korporacji zostawało coraz więcej pieniędzy ale one nie wracały do Ameryki  i nie tworzyły tu miejsc pracy. Rewizja traktatów handlowych i bariery protekcjonistyczne może i wielu wydają się populistycznym szaleństwem, ale czy populizmem  nie  są chińskie manipulacje walutowe czy dumpingowe podatki w Luksemburgu.

Polska może znaleźć się wśród państw dotkniętych zarówno polityką Trumpa wobec Rosji jak i  gospodarczym interwencjonizmem – utratą inwestorów i wyższą ceną dolara. Z pewnością potrzebujemy narodowej debaty i nowej strategii. Zarówno wobec Rosji, Chin jak lepszej współpracy z Polonią amerykańską. Ale jednego możemy być pewni,  nawet jeżeli styl i narracja Trumpa wydają nam się irracjonalne, to nie miejmy złudzeń co do jego polityki zagranicznej. Jest mocno zakorzeniona w procesach społecznych przez jakie przechodzi Ameryka i mała szansa, żeby Trump nagle zawrócił z tej drogi.