ROBERT GWIAZDOWSKI - BLOGI

Robert Gwiazdowski

W Bieronkach nie będzie komisów - czyli podatek przychodowy i jego wrogowie

2017-04-26

Program #podatkiminus wywołał falę krytyki. Najbardziej nie podoba się krytykom podatek od przychodów spółek. Mnie też się on nie podoba. Zgadzam się, że największą jego wadą jest kaskadowość – co szczególnie podkreślali analitycy z Forum Obywatelskiego Rozwoju.

Podatek przychodowy jest dla większości podatników gorszy od podatku dochodowego, bo większość podatników (ponad 60%) podatku dochodowego nie płaci, a przychodowy musieliby płacić. Oczywiście płacenia podatku przychodowego też można unikać – jak dochodowego. Ale jego unikanie jest bardziej skomplikowane, dużo droższe i bardziej ryzykowne – zwłaszcza po wprowadzeniu „klauzuli obejścia prawa podatkowego”. Byłem przeciwnikiem wprowadzania tej klauzuli do obecnego systemu podatkowego, bo pozwala ona organom podatkowym dowolnie uznać, które legalne transakcje, których podatników zostały podjęte z chęci zmniejszenia zobowiązań podatkowych, przez co stają się one „nielegalne” w rozumieniu prawa podatkowego. Ale jak ktoś po wprowadzeniu podatku przychodowego zmieni model biznesowy i nagle przerobi hipermarket na „komis”, albo z fabryki zrobi „montownię” to podstawa zastosowania klauzuli będzie oczywista.

Niuans jest taki, że my wad podatku przychodowego od osób prawnych (trzeb płacić, trudniej unikać) nie porównujemy z zaletami podatku dochodowego od osób prawnych (można nie płacić, łatwiej unikać) tylko z wadami podatku dochodowego (i składek ubezpieczeniowych) od osób fizycznych!!!

Kaskadowość podatku przychodowego jest mniejszą wadą niż „kaskadowość” podatków i składek nałożonych na wynagrodzenia, które po upadku komuny, „liberałowie” z KLD i UW podwyższyli o połowę! W 1988 roku składka na ZUS wynosiła 38%. Potem ją podwyższono do 45% (okresowo wysokość wszystkich składki obciążających wynagrodzenia dochodziła nawet do 47,5%). Po drugie, wraz z wprowadzeniem podatku dochodowego od osób fizycznych od 1 stycznia 1992 roku zaczęto ją obliczać od podstawy podwyższonej o 24%! Aby podatek PIT o najniższej stawce 20% był neutralny dla wynagrodzeń, dokonano ich „ubruttowienia” – podniesiono wynagrodzenie, której to podwyżki oczywiście nikt nie otrzymał – aby po opodatkowaniu kwoty „brutto” i odjęciu symbolicznej kwoty wonnej  od opodatkowania pracownicy otrzymali „na rękę” tyle samo, ile otrzymywali przed tą operacją. Czyli netto nadal było „100”, choć „na papierze brutto” było „124”. Niestety, składki ubezpieczeniowe zaczęły być naliczane  od wynagrodzenia brutto – czyli od „124”. Zamiast 38% od 100 trzeba było płacić 45% od 124 – czyli zamiast 38 zł – 56 zł. To sprawia, że dziś z kwoty 4.830 zł  rzeczywiście płaconej przez pracodawcę przy wynagrodzeniu brutto 4.000 zł pracownik otrzymuje netto 2.850 zł. Od pensji brutto odejmujemy pracownikowi podatek dochodowy, połowę składki na ZUS i składkę na NFZ, a do kosztów pracodawcy dodajemy do pensji brutto drugą połowę składki na ZUS i składki na Fundusz Pracy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. To jest dopiero „kaskadowość”!

Już w 2003 roku, gdy nasz projekt po raz pierwszy ujrzał światło dzienne, rozległa się jego krytyka z  tego samego kierunku co dziś.  Zapewne przez przypadek krytycy podatku przychodowego, wpływy z którego mają zrekompensować ubytki po stronie państwa z tytułu likwidacji składek ubezpieczeniowych,  byli zagorzałymi zwolennikami OFE. Bo to właśnie OFE najbardziej traciły na likwidacji składek „na ZUS”. Ale dziś, jak OFE już sobie wzięły te 20 mld zł za „zarządzanie aktywami” – czyli głównie kupowanie obligacji skarbu państwa – i przestały być obowiązkowe, obrona składek „na ZUS” prowadzona jest chyba głównie z przyzwyczajenia. 

A teraz słów kilka o szkodliwości i niesprawiedliwości podatku przychodowego. Działalność gospodarczą prowadzi się dla zysku! Ludzie nie zakładają spółek żeby stworzyć miejsca pracy. Skoro więc większość z tych spółek nich nie płaci w Polsce podatku dochodowego, bo nie osiąga zysku, tylko  stratę, to prowadzą działalność charytatywną, czy może ich realny zysk jest w kosztach podatkowych?

Atrakcyjność danego kraju jako miejsca prowadzenia działalności gospodarczej zależy od:

(i)   zasobów naturalnych

(ii)   zasobów ludzkich (ilość i jakość)

(iii)  położenia geograficznego (odległość od szlaków handlowych, źródeł zaopatrzenia i rynków zbytu)

(iv)  kosztów energii

(v)   infrastruktury technicznej (drogi, kolej, lotniska i porty)

(vi)  infrastruktury prawnej

Za dostęp do tych zasobów trzeba płacić! Jak się w jakimś kraju wydobywa surowce, to się płaci podatki od kopalin! Więc jak się w jakimś kraju chce mieć dostęp do jego zasobów ludzkich, infrastrukturalnych i renty geograficznej, to też powinno się za to zapłacić. Trzeba tylko i wyłącznie skalkulować odpowiednio rentowność działalności i w marżach uwzględnić także koszty podatkowe! Bo podatek jest kosztem prowadzenia działalności w danym kraju – podobnie jak zapłata dla dostawców i pracowników.

Podobno  jak ktoś inwestuje, to nie powinien płacić podatku, bo nie ma zysków, a tworzy miejsca pracy i zatrudnieni przez niego ludzie płacą bezpośrednie podatki dochodowe i konsumują, więc płacą też pośrednie podatki konsumpcyjne. Ale przecież z jakichś powodów ten ktoś inwestuje właśnie w tym, a nie w innym miejscu! Może zainwestować na Kajmanach. Może tam zbudować sieć dyskontów, fabrykę AGD, czy nawet samochodów. A jednak nie buduje ich na Kajmanach gdzie nie ma podatku dochodowego, tylko akurat w Polsce. Dlaczego? Właśnie dla tych zasobów, które są w Polsce, a których nie ma na Kajmanach. Jak opodatkujemy go w Polsce, to przeniesie się ze sklepami lub fabryką AGD na Kajmany? Do raju podatkowego można przenieść znak towarowy, co zwiększy koszty i zmniejszy dochody, a nie przychody!

Bez względu na to, ile wynosiła stawka podatku CIT, przychody Skarbu Państwa z tego podatku nie przekraczały 0,5% przychodów osiąganych przez podatników tego podatku! I to bez względu na to, czy stawka wynosiła 40% (jak w latach 1992-1996) czy 19% – jaka jest obecnie. Czy to nie znamienne?

Zacznijmy od tego, że przychód jest kategorią ekonomiczną – to jest wartość sprzedaży netto. Sprzedaż jest czynnością prawną ale odzwierciedlającą zdarzenie gospodarcze. Ukrywanie sprzedaży – nie wystawianie faktur – jest prostym przestępstwem. Natomiast dochód jest kategorią jurydyczną – bo kategorią jurydyczną są koszty uzyskania przychodu. A dochód to ekonomiczny przychód pomniejszony o koszty jego uzyskania, zdefiniowane nie ekonomicznie tylko prawnie. To przepis prawa, a nie zdarzenie gospodarcze, rozstrzyga dziś, co jest, a co nie jest kosztem uzyskania przychodu – ergo rozstrzyga o tym jaki jest dochód.

Jeżeli spółki nie mogą płacić podatku od przychodu to ich pracownicy też chyba nie powinni – nieprawdaż? Przecież, jak spółki, po noszą koszty działalności – czyli życia. Jak spółka ma w kosztach czynsz za biura to pracownik powinien mieć za mieszkanie? Kosztem pracy jest jedzenie – bez którego pracownik nie będzie zdolny do pracy. Dla pracujących w korporacji kosztem powinien być nawet zakup nie tylko zwykłego ubrania, ale garnituru/garsonki i odpowiedniej ilości koszul/bluzek. Ale jakoś nikt na to nie wpadł, żeby w ten sposób określać koszt uzyskania przychodu z tytułu wynagrodzenia. Może dlatego, że to bez sensu?

Padają argumenty, że podatek przychodowy łatwo ominąć. Być może, aczkolwiek wątpię – o czym będzie za chwilę. Ale co za różnica, czy nie płaci się dziś podatku dochodowego, czy nie będzie się płaciło przychodowego?

Wątpię w skłonność do omijania podatku przychodowego bo płacące go przedsiębiorstwa nie będą musiały ponosić ryzyka  związanego z ustalaniem kosztów będących lub nie będących kosztem uzyskania przychodu, zatrudniać specjalistów od cen transferowych i prowadzić podwójnej księgowości. Od razu wyjaśnienie: przyjęło się uważać, że „podwójna księgowość” to określenie działalności nielegalnej. Tymczasem jest to działalność nie tylko legalna, ale wręcz konieczna. Księgowość zarządcza i podatkowa to są dwie różne rzeczy.

Wątpię, by przedsiębiorstwa łączyły w struktury pionowe, by wyeliminować szczeble, które wystawiają faktury, i które byłyby opodatkowane podatkiem przychodowym. Ponieważ stawka tego podatku ma wynieść 1,5%, cała operacja, ze względu na skomplikowanie struktury operacyjnej i niejednoznaczność zarządczą w znacznej większości przypadków zniechęci do takiego działania. W przedsiębiorstwach postępuje obecnie outsourcing szeregu procesów. Oszczędności, wynikające z takiego rozwiązania wynoszą 15% - 20%. Dlatego podatek 1,5% nie zahamuje tego procesu ani nie spowoduje procesów odwrotnych.

I dlatego pozwolę sobie postawić odważną tezę, że Biedronka nie przeprowadzi integracji pionowej – to znaczy nie kupi kutrów, nie zatrudni rybaków, nie kupi też zakładów przetwórstwa rybnego, producenta linii do pakowania ryb w puszki, huty produkującej blachę na te puszki, ani kopalni rudy, z której w hucie produkuje się stal na te puszki, żeby sprzedawać u siebie w sklepach makrelę w puszkach!

I jeszcze pozwolę sobie postawić drugą tezę, że Jeronimo Martins nie zrobi w Biedronkach sprzedaży komisowej puszek z rybami, żeby zapłacić jedynie 1,5% podatku od przychodu z pośrednictwa komisowego. A jak tak zrobi, to producent rybek w pusze zapłaci 1,5% od ceny komisowej otrzymanej z Biedronki. I nie będzie prowadzić u siebie komisu ze sprzedażą puszek do rybek. Producenta tych puszek też raczej nie kupi – nie mówiąc już o hucie produkującej blachę na te puszki.

Wszyscy oni wyeliminują za to ryzyko naliczenia wstecz podatku wraz z odsetkami na skutek zmiany interpretacji co jest, a co nie jest kosztem uzyskania przychodu (wyeliminują też ryzyko zastosowania niewłaściwej stawki podatku VAT – bo proponowane zmiany prawa podatkowego zakładają ujednolicenie tych stawek). 

Podobno obciążenie sprzedawców podatkiem od przychodów, spowoduje, że nasze produkty, wytwarzane w Polsce, będą droższe od importowanych. Oczywiście możemy importować towary z Azji czy Afryki – i importujemy. Ale wówczas dochodzą koszty transportu. Więc 1,5%, nawet gdyby każdy wytwórca w Polsce rzeczywiście doliczył do swojej ceny ten nowy podatek, to jest to tak mały poziom wrażliwości dla kształtowania ceny, że nie wart rozważania.

Jan Statystyczny ma dziś wynagrodzenie netto 2.850 zł. Przyjmijmy, że je wydaje w całości. Po uwzględnieniu zakupów towarów i usług z różną stawką VAT statystyczna stawka VAT wynosi 16%, czyli jego siła nabywcza netto wynosi ok. 2.456 zł. Przyjmijmy dla uproszczenia, że dobra kupowane przez Jana dostarczane są przez jedynego producenta wszystkiego – nazwijmy go Wielkim Narodowym Championem (WNCH) – który wszystko co jest potrzebne panu Statystycznemu sprzedaje w jednym sklepie, którym nie jest Biedronka – bo ta płaci jakieś tam podatki, tylko takim, który ma marżę 1% więc nie może płacić 1,5%. Jeśli cena netto tego wszystkiego wynosi dziś 2.456 zł, a marża sklepu jedynie 1%  to znaczy, że nasz WNCH musi sprzedać to wszystko, co ma kupić Jan Statystyczny temu sklepowi za 2.432 zł. Przyjmijmy teraz dla uproszczenia, że WNCH ma dziesięciu dostawców. Każdy z nich ma po trzech kolejnych, a każdy z tych trzech po dwóch dalszych, z których każdy ma jeszcze jednego. Dalej upraszczając przyjmijmy, że wartość sprzedaży każdego z nich jest taka sama, że każdy dokłada 10% wartości do tego co sam nabył i też „jedzie” dotychczas na marży 1% – więc też nie może – jak twierdzi – płacić podatki przychodowego, bo by przestał być konkurencyjny. Jeśli po zmianie systemu każdy z nich „dołoży” do swojej ceny 1,5%, to dzisiejsza cena netto w sklepie wzrośnie z 2.456 zł do ok. 2.578 zł. netto. O 122 zł! VAT po zmianie systemu będzie wynosił 16,25%, to cena brutto wyniesie 2.997 zł. A wynosiła 2.850 zł. Wzrośnie o 147 zł.

A teraz druga strona medalu: po likwidacji PIT oraz składek na ZUS i wprowadzeniu podatku od funduszu wynagrodzeń Jan Statystyczny otrzyma wyższą pensję netto – zamiast 2.850 zł. – ok 3.525 zł! Czyli będzie „do przodu” o jakieś 675 zł., a w sklepie za to samo zapłaci o 147 zł więcej – będzie więc nadal „do przodu” o 528 zł.   .

Ale na tym nie koniec sprzężenia zwrotnego istotnego dla gospodarki. Można spokojnie założyć, że większość z tych, którzy zarobią więcej wyda w Polsce większość z tego, co więcej zarobi. Pracuje w Polsce 16,3 mln osób. Każdy statystycznie otrzyma 675 zł. więcej. Razem zaoszczędzą 11 mld zł. Jak wydadzą w Polsce jedynie 60% z tego co więcej zyskali – czyli 405 zł na osobę – na rynek trafi 6,6 mld zł. Do Skarbu Państwa wróci ponad 900 mln z tytułu podatku VAT i 840 mln z tytułu podatku przychodowego. Liczy się nie tylko ile wpływa do zbiornika, ale także którędy i jak dużymi strumieniami.

Największy dziś strumień, który robi najwięcej szkód bo za wartko płynie, to opodatkowanie pracy. Jak są inne pomysły zrównoważenie dochodów państwa na skutek ich zmniejszenia w wyniku obniżenia opodatkowania pracy – możemy dyskutować. Jak pomysł jest taki, by opodatkowanie pracy pozostawić na dzisiejszym poziomie – nie mamy o czym dyskutować.

twitterfacebookwykopKontakt e-mail
ZOBACZ STARSZE WPISY
PRZEJDŹ DO ARCHIWUM WPISÓW
 
NEWSLETTER

Podając swój adres e-mail, wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji od WEI.

NASI BLOGERZY