BLOGI

Robert Gwiazdowski

JP Bitcoin

2017-12-14

Bitcoin szaleje. Więc przypominam we wczorajszej Rzepie, że pieniądz - jak pisał Milton Friedman - to jedynie „tymczasowe ucieleśnienie siły nabywczej, które może zostać spożytkowane do zakupu innych dóbr i usług…”. Bo przecież już u Adama Smitha znajdziemy tezę, że „…nie pieniądz ale tylko reprezentowane przezeń dobra stanowią dochód jednostki albo społeczeństwa.” I obaj oni mają rację. Nie potrzebujemy pieniędzy do niczego. Potrzebujemy różnych dóbr, które za pieniądze kupujemy, które z kolei otrzymujemy za naszą pracę. Przy pomocy pieniądza tak naprawdę wymieniamy efekty tej naszej pracy, na efekty pracy innych ludzi. Jak po upadku Lehman Brothers i kryzysie w strefie euro amerykański FED i Europejski Bank Centralny zaczęły drukować te „pierdyliony” dolarów i euro, pojawił się bitcon. Jako marzenie sieciowych anarchistów o pieniądzu odpornym na inflację i niezależnym od polityków i bankierów.

Europejski Bank Centralny stwierdził wówczas (20112), że „na razie” bitcoin nie stanowi ryzyka dla stabilności cen i stabilności systemu finansowego. Ale jeśli stałby się „znacznie bardziej popularny”, to mógłby osłabić popyt na pieniądze produkowane przez banki centralne i tym samym utrudniać mierzenie podaży pieniądza i kontrolę stóp procentowych. A jako że płatności w bitcoinach nie są należycie nadzorowane przez władze, to ich użytkownicy byliby narażeni na liczne ryzyka (płynności, kredytowe, prawne). Do tego w bitcoinach mogą rozliczać się złoczyńcy handlujący substancjami zakazanymi. Co zaś najważniejsze handlowanie w wirtualnych walutach mogłoby podmyć reputację banków centralnych, a reputacja najważniejsza. Oczywiście EBC użył zupełnie innego języka, ale z tłumaczenia tej bankierskiej nowomowy na nasze dokładnie to wynikało.

Dziś nie da się ukryć, że bitcoin jest „znacznie bardziej popularny” ale „brak nadzoru” ze strony władz jakoś mu nie przeszkadza. Handlarze „substancji zabronionych” też nie zwiększyli obrotów tylko dlatego, że pojawiła się nowa waluta a sądzę nawet, że nie przyjmują dziś płatności bitcoinami - podobnie jak PCstore.pl, który jako jeden z pierwszych w Polsce zaczął przyjmować płatności  w bitcoinach a teraz zawiesił tę usługę płatniczą. Na stronie internetowej informuje, że „chwilowo”, ale mam wrażenie, że ta chwila potrwa dłużej niż chwilę. Więc w czym problem? Jeśli w ogóle jest problem?   

W maju 2010 roku na forum internetowym Laszlo Hanyecz, informatyk z Florydy ogłosił, że  zapłaci „10 tys. bitcoinów za kilka pizz, na przykład za dwie duże (…) Możecie sami ją zrobić albo mi zamówić”. Szybko znalazł chętnego i dostał  dwie duże pizzy. Była to pierwsza zapłata nową wirtualną walutą. Wartość tych dwóch pizz wynosiła jakieś  40 dol. Dziś pizza w sieci Papa Joe’s, w której została wówczas zamówiona podrożała - no cóż  inflacja - ale za te 10 tys. bitcoinów można byłoby kupić - teoretycznie - ponad 5 milionów pizz. Zważywszy, że bitcoin drożeje z dnia na dzień, a nawet z godziny na godzinę, nie powinno być problemu ze znalezieniem kogoś, kto takie zamówienie będzie chciał przyjąć równie szybko jak 7 lat temu. Ale nikt go nie przyjmie, a już na pewno nie zrealizuje. Dlaczego? Bo 10 tys. bitcoinów nie jest warte 5 mln pizz z dostawą do domu. Jest warte 150 mln dol. Bo „nadrukowano” tych dolarów tyle, że coś trzeba z nimi zrobić. Gdyby były papierowe można byłoby przynajmniej w piecu nimi napalić. Ale one są „digitalowe”. Więc przydał się piec bitcoinowy. I przez to PCStore.pl nie bardzo umie powiedzieć, ile satoshi (najmniejsza jednostka bitcoina = 0,00000001 BTC) chce od graczy za składane przez siebie komputery.

Jakby tylko drobni ciułacze kupowali te bitcoiny, żeby kiedyś mieć na pizzę, czy ich cena mogłaby dojść do 15 tys. dol.? Myślę, że wątpię. Oczywiście zawsze znajdzie się idiota gotów jednego dnia zapłacić za coś 1 tys. w nadziei, że znajdzie się koleiny, gotowy zapłacić następnego dnia za to samo 2 tys. Ale poziomu 15 tys. dol. za bitcoina bez wirtualnych pieniędzy, którymi obracają tak zwane „rynki finansowe”, byśmy raczej nie osiągnęli.

Z  bitcoinem jest jednak inaczej niż z innymi przepowiedziami rynkowymi - że jak coś rośnie, to będzie spadać nie wiadomo tylko kiedy. Wiadomo kiedy najpóźniej się dowiemy jak to z bitcoinami będzie. Generowanie bitcoinów (nazywane „wydobywaniem” - jak to było w przypadku złota) nie będzie trwać w nieskończoność. Algorytm został napisany tak, że system może wygenerować ich najwyżej 21 mln. Ta liczba ma zostać osiągnięta w roku 2034. Na razie wydobywanie bitcoinów idzie gorzej niż handel już wydobytymi. Czyli zupełnie inaczej niż to było ze złotem!

Jeśli wierzycie, że bitcoin do 2034 roku wyprze z rynku pieniądze papierowe to spokojnie możecie w niego „inwestować”. Ale czy wyprze?

Jamie Dimon - prezes JP Morgan - stwierdził waśnie, że bitcoin to oszustwo. Zwolennicy bitcoina uznali to natychmiast za dowód na potwierdzenie swoich racji. Bo czy ostatnio jakiś bankier ludziom słowo prawdy powiedział? Trzeba jednak przyznać, że prezes Dimon jest konsekwentny - twierdzi to samo od dawna. Dokładnie odkąd JP Morgan opatentował własną aplikację dla płatności komputerowych. Nie przyjęła się ona za bardzo. Bitcoin korzysta z efektu pierwszeństwa i miru niezależności od bankierów, którzy zdobyli w kryzysie, do którego dorowadzili, jeszcze gorszą reputację niż mieli przed kryzysem, choć wydawało się że to nie możliwe. Może się przyjmie jak bitcoin pęknie? I dlatego trzeba go jeszcze podpompować by pękł z większym hukiem? Czy bitcoin jest oszustwem to się dopiero okaże. Ale tempo wzrostu jego „wycen” to chyba jest rzeczywiście próba oszustwa i mam wrażenie, że Jamie wie co mówi, bo w tym uczestniczy.

twitterfacebookwykopKontakt e-mail
ZOBACZ STARSZE WPISY
NEWSLETTER

Podając swój adres e-mail, wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji od WEI.

NASI BLOGERZY