BLOGI

Wiceprezes WEI. Twórca takich tytułów jak „Newsweek Polska”, „Forbes Polska” . Zaczynał swoją pracę zawodową w Stanach Zjednoczonych. Po studiach na University of Houston współpracował z Newsweekiem i Washington Post. Po powrocie do Polski kolejno pełnił funkcje dyrektora anteny RMF, zastępcy naczelnego „Wprost” a następnie naczelnego „Newsweek Polska” i „Forbes”. Wiceprezesa wydawnictwa Polskapresse. Następnie redaktora naczelnego Dziennika Gazeta Prawna i Rzeczpospolitej.

Subskrybuj kanał RSS
POZOSTAŁE WPISY AUTORA

Tomasz Wróblewski

Banalny koniec progresywnego eksperymentu

2016-11-10

Uliczne protesty, użalanie się na demokrację – wszystko to jest do bólu przewidywalne. Wszystko skończy się równie szybko jak skończyła się zapowiadana panika rynków po wyborze Trumpa. Jeden argument wymaga jednak krótkiej riposty - „Hitler też był wybrany w demokratycznych wyborach”. Hitler był jeden. Nie liczę oczywiście lewackich ekstremistów i dyktatorów wybranych w wolnych wyborach w Wenezueli czy Chile. Najwięcej w historii mamy jednak przykładów progresywistów, liberałów, socjalistów– lewicowych partii i ich przywódców odsuniętych od władzy w pełni demokratyczny sposób. Tylko po to żeby zrobić miejsce komuś, kto odbuduje kraj po kolejnym, zbankrutowanym eksperymencie społecznym. Reformom przeprowadzonym w imię jakichś progresywnych iluzji. 

Za każdym razem, kiedy próbowano zorganizować świat na przekór naturalnym prawom rynku, świat stawał się jeszcze bardziej podzielony, bogaci bogatsi a biedni jeszcze bardziej pogrążeni w swojej nędzy. Osiem lat rządów Obamy zostawiły kraj ze zbankrutowanym systemem opieki zdrowotnej, z rodzinami uboższymi niż 17 lat temu a bogatymi bogatszymi niż za czasów Reagana, i z konfliktami rasowymi jakich Ameryka dawno nie widziała. Jak każdy podobny eksperyment, tak i ten, skąpany był we własnej równościowej retoryce, starannie zaprogramowanym języku politycznej poprawności, który miał rozbrajać każdą krytykę reform.

Progresywiści z  jednej strony z  niezwykłą łatwością sięgali po epitety, oskarżenia o faszyzm, rasizm, ksenofobię, a z drugiej strony odmawiali innym prawa do nazywania rzeczy po imieniu. Mówienia o przestępczości mniejszości rasowych, o nadużywaniu systemu przez nielegalnych imigrantów, o zagrożeniu muzułmańskim fanatyzmem, o wyniszczającej rodziny wojnie z tradycyjną obyczajowością. Stąd też taki a nie inny kandydat, z równie niewyparzonym jęzorem, musiał się pojawić na horyzoncie. To jednak nie czyni z niego Hitlera. Partia Republikańska nie jest zbrojną formacją, nikt nie mówi o zmienianiu konstytucji, obalaniu demokratycznie wybranego Kongresu i wywoływaniu wojen. To tylko jeszcze jeden, na swój sposób banalny, koniec zbankrutowanego progresywnego eksperymentu.

twitterfacebookwykopKontakt e-mail
ZOBACZ STARSZE WPISY
NEWSLETTER

Podając swój adres e-mail, wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji od WEI.

NASI BLOGERZY